Ale oprócz tego doniosłego gestu jest kilka spraw, które
Rosja może zrobić w sprawie Katynia. Od ręki. Po pierwsze, ujawnić tomy śledztwa prowadzonego przez tamtejszą główną prokuraturę wojskową, które sześć lat temu utajniono. Po drugie, zrehabilitować polskich oficerów, czyli uznać ich za ofiary represji stalinowskich, co wciąż odrzucają rosyjskie sądy. Po trzecie, zmienić kwalifikację prawną zbrodni katyńskiej z pospolitego "przekroczenia uprawnień" - jak to określili rosyjscy śledczy - na nieulegającą przedawnieniu zbrodnię wojenną. Po czwarte, ujawnić nazwiska zleceniodawców i wykonawców tej zbrodni. Dziś są one tajne.
Jeśli te cztery sprawy władze Rosji zrobią, to sprawa katyńska będzie zakończona między naszymi krajami raz na zawsze. I już nigdy nie stanie się przedmiotem politycznej rozgrywki. Gesty Putina byłyby na miarę tego, co zrobili Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn, którzy jako pierwsi przyznali, że polskich oficerów zamordowało NKWD. Odnalezienie białoruskiej listy katyńskiej będzie ważnym dodatkiem.