Płk Mąka pisze o tym w analizie pt. "Instytucja prowokacji w praktyce działania służb policyjnych"; opublikował ją w najnowszym miesięczniku "Prokuratura i Prawo" firmowanym przez Prokuraturę Krajową. Wiceszef
ABW rozważa, jaka powinna być granica policyjnej prowokacji.
Prowokacja była ulubioną metodą CBA za czasów Mariusza Kamińskiego. Dlatego tekst Mąki analizują już prokuratorzy z Rzeszowa, którzy postawili Kamińskiemu zarzut "stworzenia fikcyjnej sprawy odrolnienia ziemi", czyli tzw. afery gruntowej z 2007 r. Czytają ten tekst również sędziowie orzekający w procesie oskarżonej o korupcję b. posłanki PO Beaty Sawickiej (dziś proces wraca na wokandę).
Choć Mąka nie odwołuje się wprost do konkretnych spraw, tylko analizuje przepisy, jego rozważania pasują jak ulał do tych dwu i innych operacji CBA.
Test na skłonność do przestępstw W 1998 r. opisywałem pierwszą w Polsce prowokację policyjną - kontrolowany zakup narkotyków (kryptonim "Bacha"). Byli prawdziwi gangsterzy, handlarze białą śmiercią, którym
policja podstawiła fałszywych kupców. Bandytów skazano, towar został skonfiskowany, policjanci pod przykryciem dostali nagrody. O tym, że w walce z przestępczością prowokacja jest pożytecznym narzędziem, nie trzeba przekonywać. Mąka nie ma tu wątpliwości.
Ale zastanawia się, czy "służby potrafią sprostać rygorom stosowania jej zgodnie z prawem".
Tuż przed wyborami w 2007 r. agent CBA wręczył Sawickiej 100 tys. zł za ustawienie przetargu na atrakcyjną działkę na Helu (operacja "Słonecznik"). Zanim wzięła pieniądze, agent z nią romansował kilka miesięcy.
Biegły, psycholog społeczny prof. Dariusz Doliński, tak ocenił akta sprawy: "Wobec pani Sawickiej zastosowano szereg prostych, lecz jednocześnie skutecznych zabiegów o charakterze wyraźnie manipulacyjnym". I dalej: "Sawicka musiała czuć, że - zgodnie z regułą wzajemności - musi się mu [agentowi] odwdzięczyć".
Czy jednak, gdyby "piękny Tomasz" nie rozkochał w sobie posłanki, byłaby ona gotowa zaproponować deal na Helu komu innemu?
Mąka analizuje prawo i praktykę: "Doświadczony funkcjonariusz operacyjny odpowiednio przeszkolony w zakresie znajomości psychologii (...) w zetknięciu z osobą o tzw. słabej, miękkiej psychice może bez problemu uzyskać pozycję dominującą pozwalającą sterować działaniami, zamiarami osób podlegających prowokacji".
I podkreśla: "Ważne jest, aby postępowanie tajnych agentów działających pod przykryciem nie przybrało form bezprawnego nakłaniania do popełnienia przestępstwa (...) aby swoistemu testowi na podstęp, prowokację i późniejszej ewentualnej odpowiedzialności karnej podlegały tylko osoby zdecydowane na popełnianie przestępstw, tzw. przestępcy zawodowi".
Mąka pokazuje zakazy nakładane na agentów w Niemczech i Szwajcarii. Nie wolno im: wykorzystywać trudnego położenia osoby prowokowanej (m.in. upijając, narkotyzując); uporczywie nakłaniać; kreować więzi osobistych, emocjonalnych, np. o podłożu seksualnym; dawać zaliczek, wypłat z góry; składać wyjątkowo okazyjnych propozycji.
Alkohol, nakłanianie, rozbudzanie uczuć - wszystko to w sprawie Sawickiej było. A przy próbie wykazania rzekomo ukrytego majątku Kwaśniewskich CBA kupiło willę w Kazimierzu, płacąc dwa razy więcej niż cena rynkowa.
Jak ocenić, czy przekroczono granice podżegania?
Mąka pisze, że jedną z metod jest odpowiedź na pytanie: czy "każdy przeciętny obywatel popełniłby dany czyn pod wpływem zastosowania przez agenta ww. metod".
Krycie agenta nie pozwala na wszystko Mąka wielokrotnie podkreśla, że warunkiem legalności prowokacji jest posiadanie przez służbę wiarygodnej informacji o popełnieniu przestępstwa.
Prokuratura w Rzeszowie, stawiając zarzut Kamińskiemu, uznała, że CBA stworzyło fikcyjną sprawę odrolnienia ziemi, mimo że takiej informacji nie miało. A zatem warunku rozpoczęcia tajnej operacji znanej jako afera gruntowa nie spełniło. Działania CBA były podżeganiem do przestępstwa, a Kamiński dał na to zgodę.
Prokuratura uznała też, że CBA podrobiło prywatne i samorządowe dokumenty (wniosek o odrolnienie na Mazurach) "z pełną świadomością, że wszczęte zostanie postępowanie administracyjne i wydana zostanie decyzja administracyjna, która naruszy prawa osób trzecich, właścicieli działki". Kamiński dał zgodę.
Tak go bronił zastępca Ernest Bejda: „Operacja specjalna to podstęp, a dokumenty służą nie tylko »przykryciu « funkcjonariusza. To nie CBA wprowadziło te dokumenty do obrotu, ale pośrednik Andrzej K., radca prawny, który złożył je w ministerstwie, choć wiedział, że z tymi dokumentami nie wszystko jest w porządku”.
Bejda odwoływał się do ustawy o CBA, gdzie mowa jest nie tylko o dokumentach, które chronią agentów przed zdemaskowaniem (tzw. legalizacyjnych), lecz także o środkach, którymi mogą się oni posługiwać.
Jednak według płk. Mąki środki te mogą "dawać asumpt do niezgodnej z prawem próby rozszerzenia interpretacji instytucji legalizacji". I tak właśnie w aferze gruntowej było.
Zdaniem Mąki owe środki wolno stosować tylko do kamuflowania agenta. A zatem odnoszą się do dokumentów dotyczących jego wykształcenia, zawodu, stanu cywilnego czy np. auta, jakim się porusza.
"Służby stosujące prowokację nie mogą się posługiwać w ramach operacji specjalnej każdego rodzaju dokumentem, który miałby z kolei służyć zalegalizowaniu każdej legendy" - podsumowuje wiceszef ABW.
Zatrute owoce Kto na naruszenie prawa przez służby powinien reagować? Mąka wskazuje prokuratora generalnego, który daje zgodę na operacje specjalne. I na sądy. Problem w tym, że w Polsce nie działa reguła "owoców z zatrutego drzewa", czyli nie ma zakazu używania w procesie dowodów zdobytych nielegalnie.
Płk Mąka kieruje uwagę sędziów na pierwsze wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu - np. "Ramanauskas przeciwko Litwie". To głośna sprawa prokuratora, któremu agent służby antykorupcyjnej wręczył łapówkę. Sądy litewskie skazały Ramanauskasa, bo "miał możliwość odmowy i powinien był odmówić".
Trybunał w Strasburgu ocenił, że agent nagabywał prokuratora, przekraczając granice prowokacji, bo nie zachowywał się "pasywnie". Prokuratura nie dowiodła, że podżeganie nie miało miejsca. Trybunał uznał, że nie wykazano, iż przestępstwo zostałoby popełnione bez interwencji agenta.
Mąka podsumowuje, że poddawanie obywateli "testom odporności na pokusy popełniania przestępstw" to metoda "znana systemom autokratycznym". I "winna być odrzucona jako godząca w podstawowe wartości i zasady państwa demokratycznego".