Dokument jest znany od 2005 r. O jego zawartości informowało "Życie Warszawy". Według raportu Stasi Kiszczak zwerbował ówczesnego ppłk. Wojciecha Jaruzelskiego, gdy ten był wykładowcą Moskiewskiej Akademii Sztabu Generalnego. Sam dokument pochodzi z 1986 r. i jest analizą relacji między Kiszczakiem a Jaruzelskim. Pięć lat temu historyk dr Zbigniew Palski był zdania, że do tego źródła należy podchodzić z ostrożnością. Gen. Jaruzelski nazwał wtedy te doniesienia kpiną.
Dokument ponownie ujawnia ostatni biuletyn
IPN. Według historyka IPN Wojciecha Sawickiego jest w nim mowa o tym, że "rozwój ścisłych związków pomiędzy gen. broni Kiszczakiem i gen. armii Jaruzelskim rozpoczął się w początku lat 50., gdy tow. Jaruzelski był oficerem wykładającym w wojskowej Akademii Sztabu Generalnego. Tow. Kiszczak był w tym czasie kapitanem odpowiedzialnym za ochronę kontrwywiadowczą na tej uczelni".
Jaruzelski został pozyskany w 1952 r. jako nieoficjalny współpracownik, a współpraca została oceniona jako "aktywna i wartościowa". Gdy w końcu roku 1952 ówczesny szef Głównego Zarządu Politycznego WP gen. Kazimierz Witaszewski zażądał zwolnienia tow. Jaruzelskiego z armii z powodu "burżuazyjnego pochodzenia (faktycznie Jaruzelski był pochodzenia szlacheckiego), tow. Kiszczak postarał się o odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do państwa i armii".
Jaruzelski stwierdził wczoraj, że jeszcze nie słyszał rzeczy tak idiotycznej. Przypomniał, że Kiszczak był w 1952 roku w kontrwywiadzie Marynarki Wojennej i nie był w stanie go werbować w Warszawie. Z kolei Kiszczak stwierdził, że siedział w lasach pod Ełkiem i nie miał pojęcia o istnieniu kogoś takiego jak Jaruzelski. Poznał go na przełomie lat 60. i 70.