- Myślałem, że ja będę rozdawał zaproszenia na 30-lecie, a nie jacyś spadkobiercy "Solidarności" - komentuje Wałęsa.
- Pan prezydent
Lech Wałęsa jest zawsze mile widzianym gościem na każdej imprezie
IPN. Z pewnością będą do niego wysłane zaproszenia - powiedział wczoraj prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Janusz Kurtyka po wspólnej konferencji z przewodniczącym NSZZ "Solidarność" Januszem Śniadkiem. Obaj ogłosili, że będą współpracować przy organizacji rocznicy powstania związku. Bardzo szybko padło pytanie, co w tej sytuacji będzie z Lechem Wałęsą. Pierwszy przywódca "Solidarności" i lider sierpniowego strajku, po którym w 1980 r. powstała "S", od lat jest w ostrym konflikcie z IPN. Chodzi o wydaną przez Instytut książkę "
SB a Lech Wałęsa", w której zarzuca mu się współpracę z SB w latach 70. To jedyna jak dotąd praca na temat Wałęsy napisana w IPN. Mimo zapowiedzi nie powstała książka na temat represji wobec Wałęsy (był inwigilowany do 1989 r.) czy też całościowa biografia.
Kurtyka nie zamierza łagodzić konfliktu. Wczoraj swoje zaproszenie dla Wałęsy okrasił deklaracją, że nie zmieni stanowiska w sprawie nieumieszczenia b. prezydenta na liście osób represjonowanych w PRL, którą nazwał "listą cnoty". Na pytanie "Gazety" odparł, że "uniemożliwiają to konkretne zapisy w ustawie". Chodzi o to, że współpracowników bezpieki nie można traktować jak prześladowanych. - Dla mnie nie ulega wątpliwości doniosła rola historyczna Lecha Wałęsy. Był szykanowany w latach 80., ale w jego życiorysie odbijają się meandry najnowszych dziejów Polski, jednym z nich był okres współpracy, którą pan Wałęsa zerwał - powiedział Kurtyka.
Wałęsa (który zaprzecza, że współpracował) tego nie komentował. I na słowa Kurtyki zareagował łagodnie: - Jeszcze nie wiem, czy się pojawię na imprezie IPN, rozważę to. To dobrze, że Kurtyka podkreślał moją historyczną rolę, bo swoje stanowisko zawdzięcza mojej walce.