Friszke opisał także, że Macierewicz obciążył zeznaniami swego kolegę Wojciecha Onyszkiewicza. Po stronie Macierewicza stanęły media publiczne oraz "Gazeta Polska". Andrzej Friszke podtrzymuje swe słowa w ciekawym wywiadzie dla "Polityki". Oto jego fragmenty:
"Jacek Żakowski: Antoni Macierewicz grozi panu sądem, bo wspomniał pan, że złożył zeznania obciążające Wojciecha Onyszkiewicza. Pomylił się pan?Andrzej Friszke: - W żadnym razie.
W 900-stronicowej książce fragment dotyczący Macierewicza zajmuje mniej niż stronę.- Bo on nie był istotną postacią.
Pointa tego fragmentu jest taka: "Zeznania Macierewicza obciążały jego samego, ale też Onyszkiewicza, który nie przyznał się do rozkolportowania ulotek. Były tez kolejnym elementem obciążającym w oczach SB doc. Samsonowicza. Wstrzymał się pan od oceny.- Jest ocena pośrednia.
A jak jest ocena bezpośrednia?- Średnia. Ale z oceną moralną trzeba być ostrożnym. Ci ludzie znaleźli się w więzieniu po raz pierwszy, nie bardzo wiedzieli co wolno i co należy, a poza tym byli prawie dziećmi. W większości mieli po 18-20 lat. Wśród kilkudziesięciu objętych tym śledztwem było z dziesięciu absolutnie niezłomnych, którzy odmawiali jakichkolwiek zeznań. Kilka osób zachowało się źle. Zeznawały obciążając innych. Większość była gdzieś pośrodku. Trochę zeznawali, coś potwierdzali, mówili półprawdy, kręcili. Najpierw mówili ogólnie. Potem, przyciśnięci, zeznawali bardziej szczegółowo. W tej średniej był Macierewicz. (...)
Czyli nic strasznego nie zrobił.- Przeciętny człowiek mógłby nawet być zadowolony, że wyszedł z Marca obronną ręką. Takich przypadków opisałem wiele i nikt mi procesem nie grozi. Ale Macierewicz od lat nieubłaganie śledzi i piętnuje choćby nieszkodliwe odstępstwa od standardów niezłomności, a nawet heroizmu.
(...) Najdziwniejsza jest w jego przypadku pretensja, że nie poprosił go Pan o wyjaśnienia, choć on sam publikując listę Macierewicza, a nawet raport w sprawie WSI, dziesiątkom osób nie dał takiej szansy. Pan dał ją wielu swoim bohaterom. Macierewiczowi nie. Dlaczego?- Bo to nie jest książka o Macierewiczu. Jego sprawa jest tam epizodem. Jak sprawy wielu innych znanych dzisiaj osób. Nie opisuję historii jego działalności. Przywołuję go wśród przykładów rozmaitych postaw i pułapek stosowanych w śledztwie. Opieram się tylko na niepodważalnym źródle, jakim są protokoły przesłuchań.
Może należało Macierewicza pominąć?- Wiele podobnych przypadków pominąłem. Ale ta książka jest częścią biografii politycznej Jacka Kuronia. Pracuję nad kolejną książką, która będzie poświęcona Kuroniowi w czasach KOR i Solidarności. Tam Macierewicz będzie jedną z kluczowych postaci. Gdybym tu pominął jego losy w 1968 r., musiałbym do nich wrócić. To by było bez sensu.
Bo tam będzie już występował jako bohaterski inicjator KOR.- Ale też jako człowiek, który się spierał z Kuroniem wiele lat, a potem z nim walczył."
To już koniec cytatu z "Polityki". Przypomnę, słowa prof. Friszke: "Macierewicz od lat nieubłaganie śledzi i piętnuje choćby nieszkodliwe odstępstwa od standardów niezłomności, a nawet heroizmu". I dlatego boli go, że ktoś jego nazwał "średniakiem". Może teraz zrozumie, jak bardzo krzywdził innych.