http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Białoruska Mata Hari zapisała się do Związku Polaków na Białorusi

Joanna Klimowicz, Andrzej Poczobut, Wojciech Czuchnowski
2010-03-17, ostatnia aktualizacja 2010-03-17 09:06

Olga Sołomenik, podejrzewana o szpiegostwo i zwerbowanie funkcjonariusza ABW, należy do lojalnego wobec reżimu Łukaszenki Związku Polaków na Białorusi - dowiaduje się "Gazeta"

ZOBACZ TAKŻE
To nowa odsłona afery szpiegowskiej, o której pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Otóż Olga Sołomenik 25 sierpnia 2000 r. zapisała się do ZPB. Przyjmował ją ówczesny prezes Związku w Grodnie Tadeusz Kruczkowski. Ma on dziś zakaz wjazdu do Polski, bo jest podejrzewany o współpracę z białoruskim KGB.

Pierwszą wizę Sołomenik dostała w 2001 r. Czy rekomendowała ją organizacja Kruczkowskiego? Nie wiadomo. Konsulat RP w Grodnie nie ma już jej wniosku wizowego.

- Mamy wiele dowodów wykorzystywania rozłamowego ZPB przez białoruskie służby specjalne do zbierania informacji w Polsce. Niektóre z nich Białoruś przekazuje stronie rosyjskiej - mówi były oficer kontrwywiadu ABW.

W 2005 r. polska mniejszość na Białorusi chciała uwolnić się od zależności wobec władz. Na miejsce Kruczkowskiego wybrano Andżelikę Borys. Od tego czasu w ZPB trwa rozłam. "Reżimowcy" nie uznali Borys, która jest notorycznie prześladowana. Obie organizacje noszą tę samą nazwę.

Historia Olgi Sołomenik i współpracującego z nią Roberta R., kapitana białostockiej delegatury ABW, zdaje się potwierdzać obawy polskich władz. Od dwóch lat ABW i prokuratura trzymają sprawę w tajemnicy.

Dowiedzieliśmy się jednak, że Robert R. był analitykiem, weryfikował karty pobytu obcokrajowców. Tak poznał Olgę. Na to, że ich relacje stają się niebezpieczne, Agencja wpadła w prosty sposób. - Zaczął się interesować rzeczami, które nie wchodziły w zakres jego obowiązków. Raz czy dwa skopiował dane niedotyczące spraw, nad którymi pracował. Szybko ustalono, komu je przekazał - tłumaczy oficer z centrali ABW. Jakie to dane - nie chce powiedzieć.

Roberta R. zatrzymano w lutym 2008 r. Nadal siedzi w areszcie. Jego tajny proces toczy się od grudnia 2009 r., grozi mu do 15 lat. - Ma zarzut współpracy z obcym wywiadem, ale może z tego zostać tylko zarzut ujawnienia tajemnicy państwowej - mówi oficer z centrali ABW.

Czy to znaczy, że przekazując Sołomenik dane, nie musiał wiedzieć o jej współpracy ze służbami białoruskimi? Oficer: - Proszę sobie to samemu zinterpretować.

A dlaczego kontrwywiad nie próbował przewerbować Olgi, używając do tego kapitana ABW? - Zbyt duże ryzyko. R. miał dość dużą wiedzę, a Olga była tylko płotką. Podobnie jak naszego funkcjonariusza, uwodziła przedsiębiorców i samorządowców, wyciągała od nich informacje. Nie uznaliśmy, że sprawa może być rozwojowa - pada odpowiedź. Nieprzekonująca, ale jedyna, jaką uzyskaliśmy.

To pierwszy ujawniony przypadek współpracy oficera ABW z obcym wywiadem. Jest i inny powód, dla którego nikt nie mówi o tej sprawie: ABW dba o poprawne stosunki z KGB Białorusi. - Oficjalnie nie mamy dobrych relacji z tym krajem. Ale współpraca z KGB, które ma na Białorusi pieczę nad wszystkim, jest nam niezbędna do kontrolowania ruchu granicznego, bo tego wymaga Unia. Dla niej priorytetem jest zabezpieczenie się przed zalewem imigrantów i nielegalnych towarów ze Wschodu - tłumaczy urzędnik MSWiA.

Po zatrzymaniu kapitana Olga Sołomenik zniknęła z Polski. Jej zdjęcia znaleźliśmy w austriackim portalu matrymonialnym, ale nie wiadomo, czy są aktualne. W ubiegłą środę, po naszej publikacji, do "Gazety" zadzwoniła kobieta mówiąca ze wschodnim akcentem. Przedstawiła się jako Olga Sołomenik. - Oglądała pani film "Mała Moskwa"? To o nas. Gdy wasze służby nie potrafią znaleźć prawdziwego agenta, łapią zakochaną kobietę i z niej robią szpiega - powiedziała.

Zaprzeczyła, że uciekła z Polski. Zaproponowała spotkanie: - Wszystko opowiem. Do czego wasze służby są zdolne.



Na próżno czekaliśmy w motelu za przejściem granicznym w Bobrownikach. Przez telefon raz mówiła, że nie może wyjść z pracy, a to, że zepsuła jej się komórka. W końcu spotkanie odwołała: - Bardzo bym chciała dać ten wywiad, ale nie mogę bez rozmowy z adwokatem.

To było w piątek. Odezwała się dopiero w poniedziałek. Znów mówiła o adwokacie. Na pytanie, czy z Robertem R. łączyła ją miłość, czy było to zadanie szpiegowskie, odpowiedziała: - Nie znam tego człowieka.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 54 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':