Akces Grobelnego, który wywodzi się z Kongresu Liberalno-Demokratycznego i Unii Wolności, do PO nie jest niespodzianką. Poznaniacy utożsamiają go z tą partią: on wygrywa kolejne wybory prezydenckie; PO - samorządowe i parlamentarne.
Grobelnego pogrążyć może jedynie niekorzystny wyrok w powtórzonym procesie w sprawie Kulczykparku. W pierwszej instancji sąd uznał go za winnego niedopełnienia obowiązków i narażenia budżetu miasta na stratę 7 mln zł z tytułu sprzedaży gruntu pod rozbudowę Starego Browaru (jednego z największych kompleksów handlowych w mieście postawionego przez firmę Grażyny Kulczyk). W drugiej instancji wyrok jednak uchylono, a sprawę skierowano do ponownego rozpatrzenia.
To, że Platforma zdecydowała się na rozmowy z Grobelnym, też nie powinno dziwić. Według sondaży jest on zdecydowanym faworytem. Poznańską PO wiele nauczyła przegrana z 2006 roku Marii Pasło-Wiśniewskiej, która rywalizowała z Grobelnym o prezydenturę.
Negocjacje z prezydentem były jednak trudne. Celem Waldy Dzikowskiego, szefa wielkopolskiej PO, było przede wszystkim zdobycie gwarancji, że to kandydat Platformy wygra wybory. Początkowo chciał uzyskać od Grobelnego deklarację: jeśli zostaniesz oczyszczony z zarzutów, będziesz mógł być kandydatem PO; a jeśli nie oczyścisz się do wyborów (na co się zanosi), nie wystartujesz, otwierając szansę naszemu kandydatowi.
Kiedy rozmowy z prezydentem znalazły się w martwym punkcie, w PO ujawnili się krytycy Grobelnego i Dzikowskiego. Opozycja skupiona wokół posła Dariusza Lipińskiego (szefa miejskich struktur PO) i europosła Filipa Kaczmarka zasugerowała, że ten ostatni jest gotów kandydować przeciw Grobelnemu. Drugim politykiem PO, który też chciał wystartować, był przewodniczący rady miasta Grzegorz Ganowicz. Aby uciąć spór w partii, Dzikowski przyspieszył rozmowy z Grobelnym i ostatecznie przekonał go do wejścia do partii.
Poznański
PiS po odejściu grupy działaczy związanych z Marcinem Libickim (w tym dwóch posłów) jest rozbity. Do startu w wyborach pali się radny wojewódzki Zbigniew Czerwiński. Ma jednak minus - pochodzi ze środowiska Libickiego i władze PiS nie mają do niego dostatecznego zaufania. Kandydat PiS w wyborach może liczyć (wg grudniowego PBS DGA) na blisko 6 proc. poparcia.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na lewicy. Od kilku miesięcy szef miejskiego
SLD Tomasz Lewandowski poszukuje kandydata na prezydenta, który mógłby reprezentować szeroko pojęte środowiska lewicowe (m.in. UP,
SdPl, Zielonych). - Mamy trzech kandydatów - powtarza Lewandowski, ale zdaniem wtajemniczonych to zaklinanie rzeczywistości. Startem w wyborach nie jest zainteresowana najbardziej znana postać poznańskiego SLD, posłanka
Krystyna Łybacka. Według cytowanego wyżej sondażu przedstawiciel lewicy może liczyć na niespełna 3 proc. głosów poznaniaków.