Minister zaapelował wczoraj do polityków oraz do byłych dowódców jednostki GROM o uciszenie toczących się wokół niej sporów. - GROM to nasze dobro, a żołnierze jednostki wykonują ważne zadania w Afganistanie - stwierdził.
Początkiem zamieszania było doniesienie do prokuratury złożone przez jednego z dowódców zespołów bojowych przeciwko obecnemu szefowi płk. Dariuszowi Zawadce. Według skarżącego dowódca poniżał podwładnych, prowadził nieprawidłową politykę kadrową, zwolnił trzech dowódców zespołów bojowych. Płk. Zawadka twierdził, że doniesienie było zemstą za to, że zwolnił podwładnego, bo ten nie spełniał wymogów służby; najpierw był na półtorarocznym zwolnieniu lekarskim i nie zaliczył kursu z języka angielskiego. Do sporu włączyli się byli dowódcy gen. Sławomir Petelicki oraz gen. Roman Polko. Kilkuset żołnierzy GROM napisało list domagający się odebrania gen. Polce honorowej odznaki.
- W czasie kontroli nie stwierdzono poważnych uchybień - powiedział wczoraj Klich.
W latach 2008-10 do jednostki przyjęto 116 żołnierzy. Według kontrolerów wszyscy spełniali standardy żołnierzy jednostek specjalnych. Upadł też zarzut nepotyzmu, bo u awansowanych nie udało się znaleźć pokrewieństwa z dowódcą. - Każdy dowódca sam dobiera współpracowników - mówił minister, argumentując, że zmiany kadrowe nie wpłynęły na zdolności bojowe jednostki. Ponadto wszystkie zostały wcześniej uzgodnione z Dowództwem Wojsk Specjalnych oraz ze Sztabem Generalnym. - Sprawę uważam za zamkniętą - zakończył szef MON.
Źródło: Gazeta Wyborcza