Santoro, który prowadzi polityczny talk-show "Annozero" w RAI2, zeznawał we wszczętym przedwczoraj śledztwie dotyczącym podejrzeń o nielegalne naciski Berlusconiego na publiczną telewizję. To rezultat ujawnionych przez media podsłuchów, które pokazują, że premier wielokrotnie dzwonił do jednego z członków urzędu nadzoru nad mediami AGCOM, domagając się zdjęcia z ramówki RAI "Annozero" oraz innych nieprzychylnych mu programów.
Telefoniczne interwencje Berlusconiego w publicznej TV bywały w przeszłości bardzo skuteczne. Kiedy publicznie oskarżył Santora w 2002 r. o robienie "przestępczego użytku" z telewizji, ten natychmiast zniknął z anteny aż na cztery lata. Szefowie RAI zatrudnili go ponownie dopiero w 2006 r., kiedy władzę przejął na krótko centrolewicowy rząd Romana Prodiego. Choć Berlusconi po powrocie na fotel premiera w 2008 r. nie ingerował już tak otwarcie w pracę publicznej TV, to jednak ostatnio - może wskutek spadających notowań rządu - wraca do dawnych zwyczajów.
Telewizja RAI już od dwóch tygodni nie nadaje żadnych programów publicystycznych, w tym Michela Santora. Jej władze utrzymują, że to najskuteczniejszy sposób na zachowanie "neutralności mediów publicznych" w czasie kampanii przed wyborami regionalnymi, które odbędą się pod koniec marca. Opozycja oburza się na blokowanie debaty publicznej, ale nie przeszkadza to stronnikom Berlusconiego mającym dostęp do trzech prywatnych kanałów TV, których właścicielem jest premier.
Źródło: Gazeta Wyborcza