http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Górnik zdał maturę, a żonę posłał do pracy

Tomasz Głogowski, Katowice
2010-03-16, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 20:35

Współczesnym górnikom nie wystarczy już tylko marzenie ojców: po zawodówce dostać się do kopalni i pracować w niej do emerytury. Chcą się dokształcać i wiedzieć, jak dzięki temu mogą awansować
Współczesnym górnikom nie wystarczy już tylko marzenie ojców: po zawodówce dostać się do kopalni i pracować w niej do emerytury. Chcą się dokształcać i wiedzieć, jak dzięki temu mogą awansować
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG

Poszli fedrować, bo górnikami byli też ich ojciec i dziadek, ale są zupełnie do nich niepodobni: lepiej wykształceni i bardziej ambitni - tak młodych górników sportretował socjolog prof. Marek Szczepański

Od 1998 r., gdy prof. Szczepański przeprowadził podobne badania, wśród górników zaszła rewolucja. Wtedy zdecydowana większość ankietowanych deklarowała wykształcenie podstawowe albo zawodowe, choć zdarzali się i tacy, którzy nie skończyli żadnej szkoły.

Przeprowadzone na przełomie listopada i grudnia 2009 r. nowe badania Szczepańskiego pokazały, że dziś jest zupełnie inaczej. Naukowcy przepytali ponad 800 młodych górników, pracujących nie dłużej niż trzy lata w zawodzie. Okazało się, że prawie połowa (44 proc.) ma wykształcenie średnie zawodowe i policealne, a co dziesiąty skończył nawet studia.

Kopalnia lepsza niż firma

Prof. Szczepański mówi, że młodych górników nie można już porównywać z ich ojcami, którzy mieli jedno marzenie: po zawodówce dostać się do kopalni i w spokoju przepracować 25 lat aż do emerytury. - Młodzi chcą dokładnie wiedzieć, co kopalnia ma im do zaoferowania - mówi prof. Szczepański. - Wiedzą, że muszą się szkolić, ale w zamian oczekują jasnych deklaracji: "Za trzy lata awansujesz na takie stanowisko, a za pięć lat na takie". No i chcą też dokładnie wiedzieć, ile będą zarabiać.

Skala dziedziczenia zawodu pozostaje zaskakująco wysoka. To, że ponad 90 proc. nowych pracowników pochodzi z rodzin o tradycjach górniczych, świadczy, że w domu o kopalni mówiło się i mówi dobrze. W kopalni pracowali ojciec (39,7 proc.), dziadek (23 proc.), bracia (11,4 proc.) albo teść (14 proc.).

- Kopalnia, choć bardzo się zmieniła, wciąż pozostała tą "grubą żywicielką", która daje oparcie nie na rok czy dwa, ale prawie na całe życie - twierdzi socjolog. - Nie bez znaczenia jest fakt, że większość górnictwa wciąż jest w rękach państwa. Na Śląsku to gwarancja stabilności zatrudnienia.

Więcej niż co drugi górnik (56,7 proc.) wybrał kopalnię ze względu na stabilność zatrudnienia i, co ciekawe, bliskość od miejsca zamieszkania. Na kolejnych miejscach znalazły się: wyższe zarobki, dodatkowe świadczenia, uzyskanie nowych kwalifikacji zawodowych oraz zainteresowanie zawodem górnika.

Nieco ponad 20 proc. zadeklarowało, że zatrudniła się w kopalni ze względu na prestiż zawodu górnika. To nieźle, na początku lat 90. żaden z uczniów szkół średnich badanych przez prof. Szczepańskiego nie chciał słyszeć o pracy w kopalni.

- Młodzi górnicy są dumni z tego, jaki zawód wykonują, bo mają poczucie, że w jakiś sposób im się udało - opowiada prof. Szczepanski. - Szczególnie, gdy porównują się z rówieśnikami, którzy mają takie samo wykształcenie, ale pracują w firmach prywatnych, sklepach czy zakładach usługowych. Tam zarobki są dużo niższe, a praca również ciężka. Ale zarobki i osłony socjalne nieporównywalnie mniejsze. Dlatego młodzi górnicy zdają sobie sprawę z uprzywilejowania zawodu, jaki wykonują.

Młodzi górnicy, z których większość zadeklarowała się jako Ślązacy, nie żałują, że wybrali taki zawód: 65 proc. stwierdziło, że podjęło bardzo dobrą, a 30,2 proc., że dobrą decyzję. To istotne, zważywszy że większość (78 proc.) pracowała wcześniej w firmach niezwiązanych z górnictwem.

Śmierć jest incydentem

Badani byli też zadowoleni z atmosfery w pracy. Ponad 94 proc. młodych górników zadeklarowało, że relacje ze sztygarami są pozytywne, a z kolegami z pracy aż 97,4 proc.

Niepracująca żona siedzi w domu i wychowuje dzieci? Nie w młodych górniczych rodzinach. Z badań wynika, że ponad 31 proc. żon pracuje zawodowo, a 6,8 proc. jeszcze się uczy. Zaledwie 15,4 proc. nie pracuje albo jest na bezrobociu.

Badania pokazały też, że młodzi górnicy nie zamierzają już godzić się na niepotrzebne narażanie ich życia. Domagają się rzetelnych szkoleń o zagrożeniach.

- Dla nich śmierć nie jest jak kromka chleba - przekonuje prof. Szczepański. - Młodzi nie uważają już, jak spora część starszych, że śmierć jest wpisana w zawód górnika. Jest tragicznym incydentem, nieszczęśliwym wypadkiem. Mają świadomość, że wykonują bardzo niebezpieczny zawód, ale chcą ograniczać ryzyko do minimum. Stąd pytają o szkolenia i chcą wiedzieć wszystko o zagrożeniach.

Badanie przeprowadzono na zlecenie Kompanijnego Ośrodka Szkolenia (spółki należącej do Kompanii Węglowej). Szefowie Kompanii deklarują, że opinie zebrane przez socjologów zostaną wykorzystane podczas szkoleń młodych pracowników.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':