- Jestem za granicą, wrócę w drugiej połowie kwietnia - przekazał wczoraj "Gazecie" Piesiewicz. Jego prawnicy, a potem senatorowie (odmawiając zgody na pociągnięcie Piesiewicza do odpowiedzialności), chcieli, by najpierw wyjaśniona była sprawa szantażu. I tak się stanie.
Jak informuje prokuratura, oskarżenie dotyczy trzech osób, które wzięły od senatora 39 tys. zł w listopadzie, a chciały jeszcze 200 tys. zł "w zamian za nieujawnianie kompromitujących go materiałów".
Ale taśmy i tak wyciekły. Opublikował je w grudniu "Super Express". Na filmach zrobionych przez szantażystów widać senatora przebranego w sukienkę, prawdopodobnie odurzonego, według prokuratury - kokainą. Piesiewicz przyjmowaniu kokainy publicznie zaprzeczył.
Cała historia zaczęła się ponad rok wcześniej od przypadkowego spotkania senatora z Joanną D. (dziś oskarżoną). Według "Rzeczpospolitej" i Polsatu News - które idą śladem szantażu - kobieta okradała już wcześniej przygodnie napotkanych mężczyzn. W 2008 r. razem z Janem W. (spłukanym biznesmenem; został świadkiem w sprawie) oraz Zbigniewem S. (według "Rz" karanym wcześniej za napady na agencje towarzyskie, dziś oskarżonym) zaplanowali prowokację, a potem szantaż senatora. Użyli do tego Joanny S. striptizerki. Podczas wizyty w domu senatora zostały nagrane kompromitujące filmy. Za ich zachowanie w tajemnicy senator zapłacił w sumie 550 tys. zł (oprócz wymienionych szantażystów pieniądze przyjęła także Halina S., dziś też oskarżona). O sprawie przypadkiem dowiedziała się prokuratura, ale Piesiewicz nie chciał w 2009 r. ścigać szantażystów. Zgłosił się do prokuratury dopiero, gdy w listopadzie powtórzyli żądania.
Z pierwszego śledztwa prokurator wyłączył wątek narkotykowy. Chciał Piesiewiczowi stawiać zarzuty. Odmowa uchylenia immunitetu w zeszłym miesiącu to uniemożliwiła. Rzecznik praskiej prokuratury Renata Mazur powiedziała wczoraj, iż w śledztwie dotyczącym kokainy prokuratura opierała się m.in. na zeznaniach naocznego świadka. - Osoba ta nie jest objęta aktem oskarżenia w sprawie szantażu, nie miała z tym nic wspólnego, nie uzyskała żadnej korzyści - poinformowała Mazur. Chodzi o tancerkę striptizerkę Joannę S., znajomą oskarżonej Joanny D.
- Materiał dowodowy w tej sprawie to również opinie biegłych i badania billingów - dodała Mazur.
Wcześniej w wywiadzie dla "Rz" prowadzący śledztwo prok. Józef Gacek mówił, że z filmów jednoznacznie wynika, że Piesiewicz nie był odurzony i miał świadomość swoich zachowań. Ale Gacek ujawnił też, że prokuratura nie wykonała testów na obecność kokainy, bo senator odmówił poddania się badaniom.
W piątek minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski skomentował decyzję o odmowie uchylenia immunitetu senatorowi. - Moim zdanie była zła, bo uniemożliwia ona panu Krzysztofowi Piesiewiczowi przedstawienia przed prokuraturą swojej wersji wydarzeń - wyjaśnił minister.
Prokuratura zapowiada, że wróci do sprawy, gdy wygaśnie mandat senatora, czyli w 2011 r.
Wcześniej przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia rozpocznie się proces oskarżonych o szantaż. Grozi im do trzech lat więzienia.
Źródło: Gazeta Wyborcza