Ten spór między Radosławem Sikorskim i Bronisławem Komorowskim ciągnie się od tygodnia.
Szef
MSZ uważa, że obaj powinni przejść test w telewizyjnej debacie, bo takie starcie może potem rozstrzygnąć o wyniku wyborów prezydenckich. Powołuje się na przykład Donalda Tuska, który w 2007 r. właśnie w telewizyjnej debacie w końcówce kampanii pokonał premiera Jarosława Kaczyńskiego.
Dlatego Sikorski przyjął zaproszenie do debaty w
TVP 2 u Tomasza Lisa. Jednak Komorowski odmówił udziału. On twierdzi, że na debaty w TV przyjdzie czas, a dziś kandydaci PO walczą o głosy członków partii. Dlatego powinni dyskutować na forum PO. Zaprosił na debatę w klubie Platformy w Sejmie w środę o 17 (gdzie kamery też będą).
Sikorski przyjmuje to zaproszenie. - Stawię się w każdym miejscu i czasie, gdzie będą zapewnione warunki fair play - mówi "Gazecie". - Ale zgadzam się z Donaldem Tuskiem, że to powinna być debata quasi-prezydencka, z profesjonalnym moderatorem i żeby widzowie lub dziennikarze mogli zadać nie uzgodnione pytania. Czekam na decyzję przewodniczącego Tuska. WUSA było 14 prawyborczych debat i nikt się ich nie bał - dodaje.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dziś szef MSZ ma rozmawiać o tym z premierem. Tusk pytany w ubiegłym tygodniu o debatę w TV ocenił, że im więcej "przyzwoitej konkurencji", tym lepiej. Na uwagę, że Komorowski jej nie chce, powiedział: - Wyrazi zgodę, jak znam życie, wyrazi.
Jak się dowiedzieliśmy w zarządzie PO, są jednak obawy, że podczas telewizyjnej rozmowy na żywo kandydatom mogą puścić emocje. - Radek czuje, że Bronek jest faworytem prawyborów. Mógłby ostro go zaatakować, a to stworzyłoby rowy nie do zasypania - mówi nam polityk z zarządu partii. Zwolennicy Sikorskiego są przekonani, że szef MSZ jako młodszy i błyskotliwy bez atakowania wypadłby lepiej niż marszałek Sejmu.
Planowana na środę w Sejmie prawyborcza debata w klubie PO nie podoba się z kolei opozycji. - To powinno odbywać się w pomieszczeniach Platformy. Nie należy wiązać takiej debaty z Sejmem czy Senatem. Równie dobrze można wyobrazić sobie ją na posiedzeniu Rady Ministrów. To niestosowne - mówiła wczoraj szefowa klubu
PiS Grażyna Gęsicka.
Podobnie twierdzą w
SLD. - Nie przystoi rozwiązywać partyjnych spraw w budynku parlamentu - mówi szef SLD
Grzegorz Napieralski. Wskazuje wicemarszałka Sejmu Jerzego Szmajdzińskiego, który jako kandydat Sojuszu na prezydenta miał wynajętą salę poza parlamentem.
Bronisław Komorowski odpowiedział na to wczoraj tak: - Pani Gęsicka chyba jest sfrustrowana i nie potrafi pozbyć się takiej zwykłej ludzkiej zazdrości, że nikt się specjalnie nie interesował ani kongresem PiS, ani żadnymi wydarzeniami w tej partii. Jest prostsze rozwiązanie - zamiast obrażać się i dąsać, trzeba skopiować. My damy całe know-how, łącznie z ekspertami z PO, niech im robią prawybory. Ja sam pomogę i nawet będę prosił media, żeby przyszły. Może być ciekawie, na przykład, ja wiem, debata Kaczyński kontra Kaczyński.
Ale Sikorski myśli podobnie jak opozycja. - Nie powinno powstać wrażenie, że marszałek z Platformy Obywatelskiej nadużywa władzy nad gmachem Sejmu na naszą partyjną debatę - powiedział "Gazecie" szef MSZ.