Wczoraj przesłuchano Jacka Karnowskiego jeszcze raz i zmieniono jeden z ośmiu postawionych mu ponad rok temu zarzutów. Dotyczy on wykopu w ogrodzie. Wziął się stąd, że śledczy w komputerze prezydenta znaleźli zdjęcie z koparką na tle domu, a Karnowski nie miał rachunku na wynajęcie maszyny. Wczoraj prokurator uznał, że osiągnięta z tego tytułu korzyść wynosi nie 2 tys., tylko 2,9 tys. zł. - Absurd. Biegły źle to wycenił. Prokurator nie jest obiektywny - uważa Karnowski. - Dziwię się, że skoro prokuratura zmieniała ten zarzut, nie wycofała się jednocześnie z pozostałych. Tam biegli złożyli korzystne dla mnie opinie.
Te zarzuty dotyczą jego związków z właścicielem salonu samochodowego oraz rzekomej korupcyjnej propozycji, od której w lipcu 2008 r. zaczęła się cała sprawa. To wtedy biznesmen Sławomir Julke, bliski znajomy prezydenta, przedstawił taśmę z ich rozmową o nadbudowie
mieszkania w Sopocie. Jego zdaniem prezydent w zamian za zgodę domagał się dwóch mieszkań. Karnowski zaprzeczył. Stwierdził, że rozmawiali tylko o wspólnej inwestycji. Zakwestionował też nagranie jako zmanipulowane. Okazało się, że oryginalny dyktafon został przez Julkego zniszczony. Prokuratura zleciła aż dziewięć ekspertyz w tej sprawie. Według naszych informacji ostatnia z nich jest korzystna dla Karnowskiego. Prokurator Trynka nie chciał tego komentować. Jacek Karnowski zapoznał się już z materiałem ze śledztwa. Jego zdaniem nie ma tam dowodów jego winy. Złożył do prokuratury wniosek o ich odtajnienie, żeby mógł pokazać je opinii publicznej.