Z jednej strony to prawda, bo formalna nota w sprawie polskich oczekiwań rzeczywiście nie została jeszcze przesłana Rosjanom. W tej chwili są w Katyniu tzw. zespoły protokolarne ustalające scenariusz wizyty premiera 7 kwietnia i prezydenta trzy dni później. Po zakończeniu ich pracy dojdzie do wymiany not.
Z drugiej strony od kilku tygodni toczą się nieformalne ustalenia. Wpłynęły także ogólne pisma, że
Lech Kaczyński chciałby być w Katyniu. Ambasador Grinin doskonale o tym wie, bo bierze udział w rozmowach.
Polski prezydent nie jest ulubieńcem Moskwy (i vice versa), a Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę z jego emocjonalnego charakteru. Ambasadorzy nie są z kolei zbyt wylewni, a rosyjscy szczególnie. Jeśli więc pan Grinin mówi coś gazecie, to ma w tym cel. Czyżby chodziło o sprowokowanie prezydenta lub kogoś z jego ludzi, by ostro zaatakowali Rosję, co im się nieraz zdarzało?
Mam nadzieję, że prezydent i jego ludzie nie dadzą się wciągnąć w tę grę, a
MSZ jak najszybciej dopełni formalności w sprawie uroczystości katyńskich.