Aleja Niepodległości
Krzysztof Varga
Czarne, Wołowiec
Stało się. Chłopaki, którym przed 14 laty Krzysztof Varga zabronił płakać, nie żyją. Odeszli w wieku lat 40, tragicznie, choć - zdaje się sugerować pisarz - wcale nie przedwcześnie. Dla porządku dodam, że jeden ginie w katastrofie lotniczej na pierwszej stronie powieści, drugi w wypadku drogowym na stronie ostatniej.
Intrygują nazwiska znaczące, jakie podarował Varga swoim bohaterom: Apostata i Fidelis. Muszą się pojawić pytania, z jakiego powodu ten pierwszy jest odszczepieńcem, od czego odstąpił, czemu zaś bądź komu jest wierny ten drugi. Być może chodzi o to, że Krystian Apostata - by tak rzec - zdradził życie, a jego przyjaciel Jakub Fidelis, będąc królem życia, wręcz przeciwnie. Ale po kolei.
"Aleja Niepodległości" jest opowieścią o przyjaźni dwóch facetów, różnych jej fazach i odmianach ("Przyjaźń Krystiana i Jakuba z dzieciństwa, przyjaźń sąsiedzka, podstawówkowa i podwórkowa, zamieniła się z czasem w przyjaźń chłopacką, a w jej konsekwencji w męską"). Obaj urodzili się w roku 1968, jako dzieci Starego Mokotowa uczęszczali do szkoły nr 69, a później do męskiego liceum im. św. Augustyna. Poruszali się w przestrzeni kilku ulic, osią tego świata była tytułowa arteria łącząca śródmieście Warszawy z jej południowymi dzielnicami.
Owa przyjaźń trwała mniej więcej 25 lat. Później ich drogi się rozeszły. Fidelis stał się człowiekiem sukcesu, tancerzem i celebrytą, Apostata został malarzem, któremu nie poszło, który zrobił wiele, by zmarnować swój talent. Jak przystało na chłopaków ze św. Augustyna, wzięli sobie do serca najgłośniejszą maksymę patrona liceum. Tyle że dyrektywę: "kochaj i rób, co chcesz" różnie wcielili w życie. Jakub kocha sławę, pieniądze, piękne kobiety, telewizję i kolorowe pisma, i dlatego robi to, co chce. Krystian znalazł upodobanie w swojej samotności i apatii. Też robi to, co chce, czyli nic nie robi. Wlewa w siebie kolejne piwa i ogląda pornosy w internecie.
Co z tych równoległych życiorysów można wyczytać? Krystian i Jakub to chyba po prostu dwa różne charaktery, jednemu zdarzyło się przegapić życie, drugiemu rozkoszować się nim. "Życie Jakuba Fidelisa - czytamy - to może był cyrk, czysta komedia dell'arte, ale była to także jakaś sztuka". Tymczasem Apostata "ze swojego życia nie potrafił zrobić choćby namiastki sztuki". Varga postanowił doprowadzić do remisu. Nie tylko w tym znaczeniu, że nić życia dwóch kumpli została zerwana w tej samej chwili. W grę wchodzi nawet remis ze wskazaniem (na moralne zwycięstwo nieudacznika). Decyduje o tym styl. O wyczynach i sukcesach Fidelisa opowiada się tu ironicznie, o frustracji i zapadaniu się w sobie Apostaty - melancholijnie.
Interesująco została ujęta kwestia pokoleniowa czy raczej społeczna (nazwa tytułowej ulicy zobowiązuje). Krystian, Jakub, a także kilka innych postaci z mokotowskiego ogólniaka to przedstawiciele pokolenia, które weszło w dorosłość wraz z nastaniem polskiej niepodległości. Pisarz pyta, jak owa wolność, zwłaszcza w wymiarze indywidualnym, została zagospodarowana. I odpowiada, że raczej kiepsko. Ale pojawia się ważniejsza sprawa.
Krystian, przemawiając, jak się można domyślać, w imieniu autora, jest przekonany, że wspólnota pokoleniowa rozpadła się w chwili, kiedy tak podobni (w dzieciństwie i wczesnej młodości) przyjaciele odkryli swoją odrębność. Innymi słowy, silne więzi generacyjne, podobne, bez mała identyczne biografie były możliwe w świecie niezróżnicowanym. Przekładając to na historię społeczną - myślenie w kategoriach pokoleniowych przepadło wraz z Polską Ludową.
Tylko bowiem dawniej (w PRL-u)
gry i zabawy dziecięce były - jeśli wolno tak powiedzieć - bezklasowe. Wszyscy oglądali te same filmy, słuchali tej samej muzyki, posługiwali się tym samym kodem. Można oczywiście powątpiewać, czy rzeczywiście tak było (zapewne nie do końca), ale nie sposób polemizować z literackim wyobrażeniem. Bohaterowi Vargi wyraźnie brakuje owej pełni, opartej na porozumieniu i identyfikacji. "Aleję Niepodległości" można tedy czytać jako lament nad rozpadem pokoleniowej sztamy.
Czytamy: "Krystian obliczył, że w ciągu dziesięciu lat, gdy przez łamy prasowe przetoczyły się fale dyskusji generacyjnych, bo wydawcy uważali, że to sposób przyciągnięcia młodych czytelników, powołano do życia siedemnaście pokoleń". Tymczasem to, do którego należą chłopaki ze św. Augustyna, jest ostatnim zasługującym na miano generacji. Następne to już lipa. Tym samym "Aleja Niepodległości" zawiera mit pokoleniowy, którego nikt chyba wcześniej nie próbował ustanowić, mit ostatniej wspólnoty w polskich dziejach. Uwiarygodnia go i uwzniośla śmierć chłopaków, którzy nie płaczą, bo zapłakać jako martwi już nie mogą.