Wydawałoby się taki "drobiazg": pragmatyczny podział łupów w publicznej
TVP i radio. Wciąż zaprzeczają temu politycy PiS - np. Jarosław Kaczyński twierdzi, że to nie koalicja tylko "ratowanie" tych mediów. Więcej odwagi, a może przyzwoitości mają politycy
SLD. Ci, co od początku byli przeciwnikami tej koalicji, jak
Jerzy Szmajdziński czy Wojciech Olejniczak, głośno przyznają, że tej koalicji nie sposób negować. Korzyści z niej są dla SLD wątpliwe, a straty - ogromne.
Skoro Sojusz mógł się dogadać z partią Jarosława Kaczyńskiego w mediach, to dlaczego nie mógłby się dogadać w sprawie odsunięcia PO od władzy? Politycy PiS sprytnie coraz częściej o tym napomykają: najpierw Michał Kamiński, potem Adam Hofman, a w końcu sam Przemysław Gosiewski. Ciekawe czy to świadoma taktyka PiS na wyeliminowanie z gry lewicy? W ostatnim sondażu "Gazety" partia Grzegorza Napieralskiego spadła do 7 proc. poparcia. Bo czy wyborcy Sojuszu mogą być pewni na 100 proc., że do takiej koalicji nie dojdzie?
Grzech pierworodny już się dokonał. A jeszcze mentor Sojuszu, b. prezydent
Aleksander Kwaśniewski, w swoim radiowym występie w TOK FM wcale takiego "pragmatycznego" układu nie wykluczał. Może chciał w ten sposób zachęcić PO do spojrzenia na Sojusz łaskawszym okiem? Nie bardzo mu to wyszło, wycofał się z tego już następnego dnia.
Teraz zdesperowani politycy SLD biegają po mediach i zapewniają, że koalicja z "kaczorami" mogłaby powstać tylko po ich trupie.
Grzegorz Napieralski przypomina o śmierci b. minister SLD Barbary Blidy, Wojciech Olejniczak deklaruje, że obie partie dzieli po prostu wszystko, a Włodzimierz Cimoszewicz (dziś senator niezależny) mówi, że tylko "świnia" mogłaby zawrzeć taką koalicję.
Politycy Sojuszu po dwóch latach od wyborów przypomnieli sobie też, że czas dokonać rozrachunków z PiS za - ich zdaniem - nieprawidłowości w CBA.
Już w wyborach w 2007 r. ok. 30 proc. wyborców Sojuszu zdecydowało się poprzeć PO, bo ona dawała większe gwarancje na odsunięcie od władzy znienawidzonych aktywistów IV RP: Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Teraz przez kilka posad w TVP lewica może stracić znacznie więcej.