Do Ghazni Amerykanie skierują batalion piechoty. Jeszcze nigdy polski dowódca nie miał pod swoją komendą aż tylu żołnierzy
USA. - Amerykanie trafią pod nasze dowództwo w drugiej połowie roku - potwierdza informacje "Gazety" szef
MON Bogdan Klich.
Wkrótce także polski kontyngent zostanie wzmocniony - z obecnych 2,2 tys. do 2,6 tys. wojsk. To oznacza, że najpewniej już latem siły zachodniej koalicji w Ghazni, za której bezpieczeństwo odpowiadają od zeszłego roku Polacy, będą liczyły ok. 3,6 tys. żołnierzy. Zdaniem naszych dowódców to liczba, która wreszcie pozwoli kontrolować prowincję, przez którą przebiega kluczowa dla Afganistanu droga z Kabulu do Kandaharu. Polska nie była już w stanie posłać do Ghazni więcej wojsk - nie tylko z przyczyn finansowych, ale i braku żołnierzy z odpowiednim doświadczeniem. Podporządkowanie Amerykanów polskim dowódcom ma zaś usprawnić działania sił koalicji i wykluczyć sytuację, że w Ghazni działają dwa niezależne zgrupowania wojsk. Taka propozycja wyszła zresztą od wojskowych z USA, którzy wysoko cenią Polaków.
Amerykanie trafią do wschodnich powiatów Ghazni, gdzie przez miedzę będą sąsiadować z wojskami USA w prowincji Paktika. Będą stacjonować m.in. w powiecie Andar, gdzie działają silne oddziały talibów.
Główną bazą amerykańskich żołnierzy ma być Band-e Sarde. To olbrzymi kompleks koszar na południowym wschodzie prowincji, wybudowany w latach 80. zeszłego wieku dla wojsk ZSRR - nad sztucznym jeziorem i zaporą wodną. Miejsce to ma duże znaczenie strategiczne także z innego powodu - położone jest nad jedyną drogą łączącą polską bazę Four Corners w Ghazni z amerykańską bazą Szaran w Paktice. W Band-e Sarde stacjonuje dziś tylko oddział afgańskiej armii.
Polscy dowódcy podkreślają, że Amerykanie w każdej chwili mogą zostać skierowani w każde miejsce Ghazni, jeśli będzie tego wymagać sytuacja. Dzięki tak poważnemu wzmocnieniu nasi żołnierze zostaną skoncentrowani w bazach, które zajmują teraz. Więcej Polaków znajdzie się m.in. w ważnym posterunku w górzystym powiecie Adżristan, gdzie talibowie są wciąż bardzo silni.
Wraz z amerykańskimi żołnierzami do Ghazni trafi nowy sprzęt. Będą to samoloty bezzałogowe, niezwykle ważne dla patrolowania prowincji (jesienią Polacy otrzymają także kupione niedawno cztery bezzałogowe Aerostary). Będą to również specjalne zestawy przeciwminowe dla saperów. Każdy z nich to kilkanaście pojazdów - taki patrol jest w stanie wykryć ładunek i zdetonować go lub rozminować, a także dokonać w terenie praktycznie każdej naprawy. Docelowo w Ghazni będą trzy takie zestawy, w tym jeden do wyłącznej dyspozycji Polaków.
- Wzmocnienie i dodatkowy sprzęt, który nasi żołnierze dostaną od Amerykanów, świadczy najlepiej o tym, że wspólnie chcemy osiągnąć sukces w Ghazni - mówi minister Klich. To nie koniec - pod polskie dowództwo najprawdopodobniej trafi także ok. 50 czeskich żołnierzy.
Ten rok - co podkreśla prezydent USA
Barack Obama i najważniejsi dowódcy wojsk zachodniej koalicji - ma być kluczowy dla losów wojny w Afganistanie. Powiększone o 50 tys. żołnierzy zachodnie wojska (w sumie będą liczyć 150 tys.) mają wreszcie zdecydowanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a rząd prezydenta Hamida Karzaja ma stopniowo przejmować odpowiedzialność za bezpieczeństwo kraju. Obama zapowiedział już, że w przyszłym roku pierwsze oddziały USA powinny zacząć opuszczać Afganistan.