Szef
MON-u
Bogdan Klich zapowiedział, że po 20 marca będzie miał gotowy raport departamentu kontroli o sytuacji w jednostce specjalnej GROM. Poszło o dowódcę płk. Dariusza Zawadkę - jeden z komandosów zarzucił mu nepotyzm, poniżanie i nieprawidłowości w polityce kadrowej. Żołnierz zawiadomił MON, Dowództwo Wojsk Specjalnych, Sejm, BBN i Najwyższą Izbę Kontroli. Zaraz potem 450 komandosów podpisało się pod listem w obronie dowódcy jednostki.
- Nie chcę i nie będę się opierał na listach otwartych jednej czy drugiej strony, rzucanych przed kamerami oskarżeniach czy wypowiadanych wątpliwościach. Minister obrony narodowej musi wiedzieć. Po to została rozpoczęta kontrola departamentu kontroli - mówił w piątek dziennikarzom Klich.
O GROM pokłócili się w
TVN 24 także byli dowódcy tej jednostki - gen. Sławomir Petelicki i gen. Roman Polko. Pierwszy stanął za 450 komandosami i płk. Zawadką, drugi stwierdził, że sytuacja, do której doszło w GROM-ie, to wina obecnego dowódcy.
- Jak ci powie trzech ludzi, że jesteś pijany, idź do domu. A tu 420 komandosów, ludzi gardzących śmiercią, podpisało list - mówił Petelicki. O żołnierzu, który złożył powiadomienie na dowódcę, powiedział, że utył i nie nadawał się do pracy w jednostce. - Nosił pseudonim "Hubal", ale jak utył, już miał pseudonim "Ponton" - opowiadał Petelicki. Przy tym zarzucił gen. Polko, że nie miał kompetencji do objęcia dowodzenia elitarną jednostką. - Nie ma prawa nawet do odznaki GROM-u - stwierdził.
Polko odpowiadał, że komandosa "potraktowano jak szmatę", a Petelicki kłamie. Sugerował nawet, że obecna sytuacja w jednostce specjalnej wpływa na morale żołnierzy GROM-u. Obaj generałowie nie podali sobie ręki.
- Prawdą jest, że żołnierze GROM-u mają wysokie wymagania co do wyszkolenia i głowy noszą wysoko - mówi nam jeden z byłych żołnierzy tej jednostki. - Zarobki i zawirowania kadrowe przy zmianach dowódców dają taki efekt, że odchodzą nawet do firm zatrudniających byłych żołnierzy jako najemników.
Ale żołnierze podkreślają, że GROM jest w pełni sprawny, a w Afganistanie właśnie teraz jego komandosi działają tak intensywnie jak nigdy dotąd. - Kiedy byli w Kandaharze, ich zadania tak naprawdę nie odbiegały od tego, co robi zwykła piechota - mówi nam jeden z polskich dowódców. - W Ghazni to oni prowadzą teraz większość operacji przeciwko talibom, likwidując składy amunicji, magazyny broni i zabijając bojowników w "chirurgicznych" operacjach.