Odbudowa Iraku pochłonęła już 150 mld dol., z czego 50 mld wyłożyli Amerykanie, niecałe 20 mld to darowizny z całego świata, a ponad 80 mld pochodzi ze sprzedaży irackiej ropy. Nikt nie jest w stanie policzyć, jaką część tych pieniędzy wydano sensownie, jaką rozkradziono, a jaką po prostu zmarnowano.
Najmniej wiadomo o "irackich" 80 mld, co głównie obciąża prześcigające się w korupcji kolejne rządy w Bagdadzie, ale również Amerykanów, którzy przez pierwszy rok po wojnie, zanim formalnie oddali władzę Irakijczykom, rozdysponowali 20 mld z tych pieniędzy. Okazało się wtedy, że Amerykanie, którzy obiecywali wprowadzić tam standardy demokracji i przejrzystości finansowej, szybko sami przyjęli standardy "irackie", kradnąc i marnotrawiąc gigantyczne sumy.
Powołany przez amerykański Kongres inspektor ds. odbudowy Iraku Stuart Bowen alarmował, że nie może się doliczyć 9 mld dol. - Tymczasowe władze amerykańskie w Bagdadzie są winne fatalnego zarządzania i rozdawania pieniędzy bez właściwego księgowania - mówi Bowen.
Po obaleniu Saddama w Iraku nie istniały banki, dlatego wszystkie rozliczenia dokonywano gotówką. W amerykańskich sejfach w Bagdadzie leżały miliardy w studolarowych banknotach, co działało demoralizująco i sprawiało, że ludzie nimi dysponujący wpadali w amok. Brano łapówki za przyznawanie kontraktów, organizowano lipne przetargi wygrywane przez lipne firmy, które po zainkasowaniu pieniędzy znikały.
W niemal każdym irackim urzędzie pracowały setki martwych dusz, które istniały tylko na amerykańskich listach płac. - Pamiętam przypadek, kiedy jeden z Amerykanów dostał łapówkę 50 tys. dol. w kartonie na pizzę od podstawionego roznosiciela pizzy - opowiadał w 2004 r. handlarz bronią Dale Stoffel. Kilka miesięcy później zginął zastrzelony w Bagdadzie, ale do dziś jego zeznania są cennym źródłem dla inspektora Bowena. Wśród podejrzanych jest nawet pułkownik Anthony Bell, który zaraz po wojnie nadzorował przyznawanie wszystkich irackich kontraktów.
W ostatnich miesiącach urząd Bowena zaczął systematyczne badać zachowania finansowe urzędników i weteranów, którzy służyli w Iraku. Kontrolowano ich konta bankowe, przelewy, zakupy itp. Jak donosi wczorajszy "New York Times", doprowadzi to do dziesiątek nowych oskarżeń.
- Cały czas miałem wrażenie, że pozostał jeszcze obszar korupcji, której nie udało mi się dotąd wytropić. Nie myliłem się - mówi Bowen. Okazuje się, że wielu irackich weteranów wywoziło z Bagdadu walizki pieniędzy, które wydawali na drogie hummery podobne to tych, którymi jeździli w Iraku, na
nieruchomości czy nawet operacje plastyczne. Niektórzy przepuszczali pieniądze w kasynach lub próbowali je ukryć na kontach w Ghanie, Szwajcarii czy Holandii.
Urząd Bowena uważa, że na tak wielką skalę i w tak zbójeckim stylu rozkradano jedynie iracką część pieniędzy z całej puli 150 mld na odbudowę. 50 mld dol. desygnowane przez Kongres księgowano według normalnych standardów. Ale i one nie zostały spożytkowane tak, jak oczekiwaliby amerykańscy podatnicy. Poszły m.in. na wielomiliardowe i przyznane bez przetargów kontrakty dla firmy Halliburton, której szefem był kiedyś Dick Cheney, wiceprezydent w administracji George'a Busha i największy zwolennik inwazji na Irak. Dlatego najbardziej zapalczywi przeciwnicy wojny oskarżali waszyngtońskich jastrzębi, że iracka operacja to dla nich przede wszystkim biznes.
Najgorsze jednak jest to, że Amerykanie finansowali hydrę, która pożerała własny ogon. Ponad połowę z "kongresowych" 50 mld wydano na zabezpieczenie ludzi pracujących przy odbudowie Iraku, a nie na samą odbudowę.
Czy zatem również te pieniądze zostały zmarnowane? - Jeśli chodzi o odbudowę infrastruktury, czyli szkoły, szpitale, kanalizację itp., to możemy mówić o porażce - przyznaje Bowen. - Ale jeśli chodzi o stworzenie i wyszkolenie nowych irackich sił bezpieczeństwa, na co poszła połowa "kongresowych" pieniędzy, odnieśliśmy sukces.
Dziś w irackiej policji, wojsku i siłach specjalnych służy aż 660 tys. ludzi (dla porównania w znacznie ludniejszej Polsce jest około 200 tys. mundurowych). To między innymi dzięki tej gigantycznej mobilizacji ofiar zamachów w Iraku jest dziś dziesięć razy mniej niż w najgorszych latach 2005-06, kiedy codziennie ginęło co najmniej sto osób.
Bez wątpienia najlepiej wydane przez Amerykanów pieniądze w Iraku to 400 mln dol., które poszły na zorganizowanie i żołd dla milicji plemiennej Synowie Iraku. Te ochotnicze bojówki sunnitów, do których żołnierzom
USA udało się zwerbować wielu dawnych rebeliantów, walnie przyczyniły się do uspokojenia sytuacji w kraju. Przekupieni przez Amerykanów rebelianci - donosząc na swoich byłych towarzyszy - pomogli niemal zupełnie rozbić iracką siatkę Al-Kaidy.
Wszelkie spory o pieniądze na odbudowę Iraku wydadzą się mało istotne, jeśli wziąć pod uwagę, że na działania militarne w tym kraju Amerykanie wydali czternastokrotnie więcej - już ponad 700 mld dol.