Zamach na rodzinę zobaczyli konserwatywni publicyści i ludzie Kościoła w wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej. Piotr Kozak, któremu władze Szczecina po śmierci partnera odmówiły przejęcia prawa do najmu mieszkania, wygrał z polskim rządem.
Przy tej okazji Marek Jurek uznał za stosowne przypomnieć, że „nie można zmuszać żadnego kraju do uznawania za rodzinę związków homoseksualnych”. Bp
Stanisław Stefanek stwierdził z przekąsem, że „jeszcze nie doszliśmy do tego »sukcesu «, żeby związki homoseksualne traktować na równi z małżeństwami”.
Dla przeciwwagi głos rozsądku w najnowszym
„Tygodniku Powszechnym”. Ks. Adama Bonieckiego wyrok trybunału nie oburza: „Nawet przyjmując moralnie negatywną ocenę związków homoseksualnych, trudno udawać, że takich związków nie ma, i dobrze, że prawo bierze to pod uwagę. Ale też nie ma powodu, by wyrok strasburskiego trybunału uznać za triumf »nowej moralności « albo klęskę instytucji heteroseksualnego małżeństwa. W sytuacji tego ostatniego nic się przez ten wyrok nie zmieniło. Nie sądzę też, by jego przyszłość zależała od uznania (bądź nieuznania) związków homoseksualnych, a tym mniej od prawnych ustaleń w sprawach mieszkaniowych”.
To chyba jedyny głos zrozumienia wśród osób duchownych komentujących wyrok w Strasburgu.
Katolikom, w tym księżom i hierarchom, którzy w dziedziczeniu mieszkań przez osoby żyjące w związku homoseksualnym widzą manifest bezbożności, polecam lekturę innego tekstu w "Tygodniku". Ks. Andrzej Luter pisze, że "w debatach publicznych, a także w zwykłych rozmowach dominuje obraz Kościoła sklerykalizowanego, ( ) posługującego się językiem patriarchalnym, językiem nakazów i konfrontacji, a nie językiem wolności i dialogu". I zastanawia się, "( ) dlaczego wizerunek triumfalistyczny i fundamentalistyczny wygrywa w przestrzeni publicznej z wizerunkiem otwartym. Może jednak dajemy powody do takich uogólnień?".