O tym, że katastroficzny materiał to tylko "scenariusz prawdopodobnych wydarzeń", spikerzy prywatnej telewizji Imedi poinformowali przed i po zakończeniu programu. Gruzini, którzy włączyli telewizory w jego trakcie, musieli być przekonani, że w kraju dokonuje się apokalipsa, a Imedi relacjonuje ją na żywo.
Telewizja podała najpierw, że w zamachu zginął prezydent separatystycznej republiki Osetii Południowej Eduard Kokojty. Rosja oskarżyła o zamach Gruzję i ruszyła do ataku. Na ekranach pojawił się rosyjski prezydent
Dmitrij Miedwiediew. - Saakaszwili to terrorysta. Musimy uwolnić od niego Gruzję - tak gruziński lektor tłumaczył jego słowa.
Potem na ekranach pojawiły się obrazy znane już z gruzińsko-rosyjskiej wojny z sierpnia 2008 r.: kolumny rosyjskich czołgów i wozów opancerzonych na gruzińskich drogach, rosyjskie samoloty odpalające rakiety. Chwilę później Imedi pokazała, jak wsparcie dla Gruzji ogłasza
Barack Obama. Następnie telewidzowie dowiedzieli się, że podczas ewakuacji gruzińskiego rządu zginął w zamachu prezydent
Micheil Saakaszwili. Zastąpić go miała przywódczyni opozycji Nino Burdżanadze.
W trakcie emisji "reportażu" kraj dosłownie zamarł. Z wiosek przy granicy z Osetią zaczęli uciekać ludzie. W samym Tbilisi rozeszła się plotka, że rosyjskie czołgi będą w gruzińskiej stolicy w ciągu kilku minut. Błyskawicznie opustoszały restauracje i kawiarnie, padła też przeciążona sieć komórkowa. Setki przerażonych mieszkańców miasta zasłabło, pogotowie informowało też o wielu przypadkach zawałów serca, z czego jeden skończył się śmiercią.
Gdy Imedi po programie podało, że wszystko było fikcją, pod gmachem telewizją zaczęła się demonstracja wściekłych mieszkańców Tbilisi.
- Czy wyobrażacie sobie kraj, w którym można zrobić coś takiego?! - pytała nie kryjąc złości Burdżanadze. Gruzińska opozycja uważa, że za reportażem stoi sam prezydent Saakaszwili, który w ten sposób chce podsycić antyrosyjskie nastroje w kraju.
Podobnie program ocenia się w Moskwie. Dmitrij Rogozin, ambasador Rosji przy NATO, który od lat wszystko, co dzieje się w Gruzji, usiłuje tłumaczyć złym stanem psychicznym przywódcy tego kraju, wydarzenia te nazwał "schizofrenią" i zapowiedział, że "zwróci na nie uwagę przedstawicieli Paktu".
Natomiast szef komisji zagranicznej Dumy Konstantin Kosaczow domaga się, by "ta prymitywna gra" przywódców Gruzji "została odpowiednio oceniona nie tylko w Rosji, ale też przez międzynarodową opinię publiczną".
Sam Saakaszwili nazwał program Imedi nieprzyjemnym, dodając jednak, że najbardziej nieprzyjemne jest to, że wydarzenia w nim przedstawione są bardzo prawdopodobne.