Początek protestu 8.45. To nie przypadkowa pora. Właśnie do
radia zjeżdżają politycy - goście programu Beaty Michniewicz: Wojciech Olejniczak (
SLD), Krzysztof Putra (PiS), Władysław Stasiak (Kancelaria Prezydenta), Jarosław Kalinowski (PSL).
Witają ich słuchacze z niezbyt serdecznymi hasłami, np.: "Politycy niszczycie
radio. Będziemy o tym pamiętać w czasie wyborów". I okrzykami: "Zostawcie nasze radio!".
Bo to politycy, a przede wszystkim PiS i SLD, które latem zeszłego roku zawiązały medialną koalicję, odpowiadają za upartyjnienie mediów publicznych. W tym i programu III. PiS chciał "Trójkę" dla siebie. I ją dostał. W fotelu dyrektora "Trójki" w grudniu zeszłego roku obsadził Jacka Sobalę. Od tego momentu w programie III trwa wojna Sobali z dziennikarzami.
Sobala obecny duchem, nie ciałem Okrzyki wznosili słuchacze w Warszawy, Bielska-Białej, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina i Zielonej Góry. Były małe dzieci, była młodzież, studenci i rówieśnicy "Trójki" (1 kwietnia skończy 48 lat). Policzyli się i wyszło im, że na Myśliwiecką przyjechało aż 60 osób.
- To sukces, że aż tylu nas przyjechało - -mówi "Gazecie" Hanna Hakiel, studentka psychologii stosowanej Uniwersytetu Jagielońskiego - Czuję się częścią zespołu "Trójki", bo w zeszłym roku brałam udział w "Wielkim Wyścigu".
By zdążyć na rano jechała z Krakowa nocą aż 8 godzin (uciekł jej pociąg). - Chciało mi się jechać, bo wierzę, że nasz protest jest słuszny. Od kiedy została odwołana Magda Jethon, my słuchacze pilnie śledzimy, co się dzieje w "Trójce" i na antenie. Skrzyknęliśmy się przez internet i przyjechaliśmy do Warszawy, by pokazać, że "Trójka" jest nam bliska i że popieramy jej dziennikarzy.
Hakiel pracuje w studenckiej rozgłośni "Radiofonia". Do Warszawy przyjechała także po to, by nagrać reportaż i przeprowadzić rozmowy z politykami. Mikrofon z kostką "Radiofonii" podstawia wychodzącym ze
studia politykom. Już wie, że będzie z tego kilkuminutowy reportaż, a potem dyskusja z gośćmi w studiu.
Wielkim nieobecnym protestu był szef "Trójki" Jacek Sobala. Właśnie zmienia "Trójkę" na stację bardziej polityczną, a co gorsza skręcającą na prawo. Wojciech Mann mówi wprost: Sobala robi z "Trójki" tubę propagandową PiS. Bo nowy dyrektor wprowadził na antenę program publicystyczny prowadzony przez dziennikarzy spoza radia, m.in. przez Tomasza Sakiewicza, naczelnego "Gazety Polskiej", Stanisława Janeckiego, b. naczelnego "Wprost" oraz Bronisława Wildsteina i Rafała Ziemkiewicza z "Rzeczpospolitej".
Sobala ze słuchaczami rozmawiać nie chciał, więc nie odebrał od nich symbolicznego wypowiedzenia z pracy. Dostali je więc goście programu Michniewicz.
PAP-owi szef programu III powiedział: - Cieszę się ze słuchalności, jaką ma "Trójka". Ze względu na dobro toczących się rozmów ze związkami zawodowymi, do czasu ich zakończenia wstrzymam się z komentarzami.
Chodzi o negocjacje, jakie związek zawodowy dziennikarzy i pracowników programu III (należy do niego niemal cały zespół "Trójki) prowadzi z zarządem w sprawie odwołania Sobali. Były już dwa spotkania, strony przedstawiły swoje racje, a decyzji zarządu wciąż nie ma. Kolejne spotkanie w czwartek. Jeśli zarząd nie przystanie na postulaty związku, zespół jest gotowy nawet na strajk.
Najpopularniejsze "Łapy precz od Trójki Słuchacze byli na ten protest nieźle przygotowani. Mieli duże transparenty (właśnie "Łapy precz od Trójki"), "Zostawcie nasze radio" i "Panie Sobala, Panu już dziękujemy". Były też znaczki do wpięcia w klapę i naklejki na
samochody ("Łapy precz ...").. I pocztówki z fotomontażem przedstawiającym Sobalę wywożonego na taczce. Największą popularnością cieszyły się znaczki do przypięcia - rozdano ponad 80 sztuk.
Słuchcze byli rozczarowani, że nie wpuszczono ich nawet do holu stacji (rano zacinał śnieg i było mroźno). Do Sobali krzyczeli: "Gdzie nasza kawa"? To aluzja do wpisu Sobali na forum trójkowiczów, że nie jest ich tak wielu, jakby się wydawało, bo to naprawdę tylko kilka osób, podpisujących się różnymi nickami. No i te kilka osób zaprosił na kawę.
Gdy politycy wyszli ze studia i już tradycyjnie udzielali telewizyjnych wywiadów, strażnicy "Trójki" pilnowali, by operatorzy nie filmowali transparentów "Łapy precz od Trójki".
Ale mimo to kilku dziennikarzy "Trójki dołączyło do protestujących (Hakiel: lepiej nie podawać ich nazwisk, bo Sobala ich wyrzuci). Jeden z nich dotrzymał słuchaczom towarzystwa do końca, czyli do 12-stej.
Obawy Hakiel są uzasadnione, bo Sobala już wcześniej zagroził, że jeżeli ktoś coś powie na antenie (nawet w formie aluzji), że w "Trójce" jest wojna, to wyleci dyscyplinarnie z pracy. Zapowiedział, że na antenie o proteście słuchaczy będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy poinformuje o tym PAP. W sobotę poinformował. Więc i w serwisach informacyjnych można było o tym wspomnieć.
Putra: nie znam, nie wiem. Stasiak: jestem apolityczny Wychodzący ze stacji politycy musieli się gęsto tłumaczyć z upartyjniania "Trójki". Nie szło im najlepiej. Np. marszałek Putra mówił: - Nie znam osobiście pana Sobali, nie mam na media żadnego wpływu, jako nikogo nie znam. I prosił, by mailować do niego na Wiejską.
Potem słuchacze mieli pretensję do Stasiaka, bo podczas audycji powiedział, że słuchacze protestują, bo chcą dobrego radia. A przecież jest odwrotnie: oni uważają, że program III jest dobry i nie chcą, by go Sobala psuł, wprowadzając na antenę prawicowych publicystów ("to jest dobre radio i dlatego nie chcemy takiej politycznej hucpy" - tłumaczyli Stasiakowi).
I co na to Stasiak? - Ja się akurat nie angażuję i chyba dobrze. Nie powinienem się wypowiadać w sprawach politycznych. Myślę mniej demonstracji politycznych i zostawmy to apolitycznie.
Rzecznik rządu Paweł Graś (PO): - W mediach publicznych zawiązała się skuteczna koalicja PiS-SLD, a wprowadzone przez nią zmiany doprowadziły m.in. do protestu słuchaczy "Trójki".
Putra na to: - . Nie ma takiej koalicji w mediach publicznych.
Olejniczak (jako jedyny z wpiętym w klapę znaczkiem "Łapy precz od Trójki): - Jest medialne porozumienie PiS-SLD. I jest mi z tego powodu wstyd.