Liczba ofiar pedofilii w niemieckim Kościele rośnie lawinowo, odkąd w lutym ujawniono, że troje jezuickich nauczycieli latami molestowało uczniów zakonnego kolegium w Berlinie. Teraz wyszło na jaw, że w latach 60. jeden z zakonników wykorzystywał uczniów benedektyńskiej szkoły przyklasztornej w bawarskim Plankstetten.
Czarne chmury kolejny raz zbierają się też nad duchownymi z Ratzybony. Dwa tygodnie temu ujawniono, że w latach 50. i 60. zakonnicy molestowali chłopców z przykatedralnego chóru. Przedwczoraj okazało się jednak, że proceder ten trwał jeszcze w latach 90. - Gwałty i bicie były na porządku dziennym. Gwałcili nas nawet starsi koledzy. W ten sposób wymuszano totalitarny porządek - mówi "Spieglowi" jeden z byłych chórzystów.
W sprawę zamieszany jest ks. Georg Ratzinger, brat
papieża Benedykta XVI, który opiekował się chórem. Duchowny zaprzecza, by wiedział o molestowaniu, ale przyznaje, że zdarzało mu się spoliczkować niesfornego ucznia. Według "Spiegla" Ratzinger był cholerykiem i bywało, że wściekły rzucał w chórzystów krzesłami.
Na liście kościelnych placówek, w których doszło do molestowania, jest też kolegium jezuickie w Bonn i w Schwarzwaldzie prowadzone przez salezjan oraz
domy dziecka sióstr wizytek w Augsburgu, Berlinie i Oeegelsbeuren, a także kilka zakonnych szkół rozsianych po Bawarii i Hesji. Listę zamyka dom opieki dla niepełnosprawnych w Essen. Część kościelnych placówek, w których dochodziło do molestowania znajduje się w diecezji Monachium, na której czele niegdyś stał papież. - Przypisywanie
papieżowi winy za tę sprawę jest skazane na niepowodzenie - ostrzegał rzecznik Watykanu Frederico Lombardi.
Niemiecki
Kościół nieustannie przeprasza ofiary i zapowiada rozliczenia, ale robi to niewielkie wrażenie. Według sondaży prawie trzy czwarte Niemców uważa, że skandale zachwiały jego wiarygodnością.
Hierarchów krytykują także politycy. - Kościół nie może wyjaśniać sprawy na własną rękę, trzeba do tego włączyć prokuraturę - zażądała minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (FDP). Gdy dwa tygodnie temu zasugerowała, że Kościół przez lata tuszował sprawę, katoliccy hierarchowie byli oburzeni. Teraz minister domaga się specjalnej komisji śledczej, a zasiadający w niej eksperci mieliby zbadać każdy przypadek pedofilii. Jej ustalenia byłyby podstawą dla rozliczeń z Kościołem i np. ustalenia odszkodowań dla ofiar.
Ale zapędy min. Leutheusser-Schnarrenberger hamują chadecy tradycyjnie związani z Kościołem. Minister ds. rodziny Kristina Schröder i minister nauk Anette Schavan zamiast komisji na koniec kwietnia zwołały okrągły stół, przy którym zasiądą przedstawiciele rządu, Kościoła i ofiar.
Min. Leutheusser-Schnarrenberger domaga się też zmian w kodeksie karnym, dzięki którym gwałt na nieletnim nie ulegałby przedawnieniu. Dziś nie można pociągnąć do odpowiedzialności zakonników, którzy molestowali uczniów w latach 60., bo ich czyny przedawniły się po dziesięciu latach.