Populistyczny do granic wytrzymałości, ale dobrze, że powstał.
Prawdziwymi bohaterami filmu dziennikarza
TVN Tomasza Siekielskiego "Władcy marionetek" są nie tyle politycy, ile pielęgniarki ze Skarżyska-Kamiennej. Właściciel działki, którego prezydent Warszawy Lech Kaczyński chciał wywłaszczyć na podstawie dekretów Bieruta. Mężczyzna, który czekał na przeszczep wątroby, ale po słynnej konferencji Zbigniewa Ziobry zabiegi wstrzymano.(w obu tych przypadkach historia zakończyła się pozytywnie) Marcin Tylicki, były asystent posła Józefa Gruszki z
PSL, który został uniewinniony przez sąd z zarzutu szpiegostwa na rzecz Rosji. O jego winie zapewniali prokurator Kazimierz Olejnik i szef
ABW Andrzej Barcikowski. Matka Marcina uniewinniającego wyroku nie doczekała. Bohaterem filmu jest też poseł Gruszka, który w czasie gdy sparwa się toczyła, dostał wylewu. Bohaterami są rodzice żołnierzy, którzy zginęli w Iraku. I dla tych wszystkich ludzi warto było zrobić film.
Sekielski pokazał, jak decyzje urzędników mogą rujnować życie obywateli, jak politycy manipulują faktami, oszukując wyborców. I dobrze, że pokazał. Klasa polityczna musi czuć oddech za plecami. Musi wiedzieć, że ktoś kiedyś powie "sprawdzam". I warto, aby ludzie byli świadomi sztuczek marketingowych, stosowanych przez polityków. Bo staną się wtedy bardziej świadomymi wyborcami.
Inny ciężar gatunkowy ma przypadek Tuska, który twierdził w debacie wyborczej z liderem
PiS Jarosławem Kaczyńskim, iż rozmawiał z pielęgniarką, panią Ewą ze Skarżyska Kamiennej. A w rzeczywistości z taką osobą nie rozmawiał. To po prostu takie idiotyczne marketingowe kłamstewko. A inna waga jest działań Zbigniewa Ziobry i Mariusza Kamińskiego, których działania przyczyniły się do spadku przeszczepów w Polsce.
Sekielski zaatakował też polityków PO za to, że w 2004 r. urządzili wielką akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie zmiany konstytucji: wprowadzenia okręgów jednomandatowych i kilku innych kwestii. Z referendum nic nie wyszło, marszałek Sejmu nie nadał sprawie biegu, a już wkrótce odbyły się wybory. Do dziś konstytucja nie została zmieniona. Ale też ciągle w parlamencie nie ma większości do przeprowadzenia takich zmian.
Chciałoby się rzec przewrotnie: szkoda, że dla równowagi w atakowaniu różnych partii Sekielski nie znalazł na PO jakiegoś oszustwa cięższego kalibru niż zmarnowanie kilkuset tysięcy podpisów ludzi pod referendum konstytucyjnym.
Sporo zastrzeżeń budzi też fragment dotyczący wysłania naszych wojsk do Iraku. Rodzice zabitych żołnierzy chodzą razem z Sekielskim po Sejmie, by zadać posłom proste pytanie: po co pojechaliśmy do Iraku? Politycy w konfrontacji z ludźmi, których spotkała tragedia, zawsze wychodzą źle. Dla rodziców zabitego żołnierza żaden argument nie ma znaczenia.
Trzeba jednak powiedzieć, że ludzie, którzy wybrali karierę zawodowych wojskowych, wiedzieli z jakim ryzykiem to się wiąże. Polska będzie wysyłać swoje oddziały w rejony konfliktu, bo jest członkiem NATO i sojusznikiem
USA.
I wreszcie - najwięcej wątpliwości budzi końcówka filmu. Ludzie idą głosować. Sekielski jakby się z nich naśmiewa. Idą jak barany na rzeź, bo przecież znów zostaną oszukani przez polityków. A politycy są tacy jak społeczeństwo, które ich wybrało. Jedni oszukują, inni nie. Jedni ciężko pracują, inni się obijają.
Oskarżenie, że wszyscy są kłamcami, a demokracja to gra pozorów, jest nieprawdziwe i szkodliwe. Obok tych, którzy są szkodnikami, są i ci, którym Polska zawdzięcza bardzo wiele. Wielu polityków na swoimi koncie obok błędów i niegodziwości ma także sukcesy. Niby banał, ale tego banału w filmie zabrakło.