http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ojciec precz, dzieci zostają we Włoszech

Tomasz Bielecki
2010-03-13, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 23:07

Włoski sąd najwyższy dał zgodę na rozbijanie imigranckich rodzin. Od teraz ojciec dziecka, które mieszka i uczy się we Włoszech, może być deportowany, jeśli nie ma zezwolenia na pobyt.


Fot. Adriana Spaone AP
SERWISY
Proces dotyczył Albańczyka, którego żona mieszka legalnie we Włoszech i czeka na rozpatrzenie wniosku o obywatelstwo, a ich wspólne dziecko chodzi do szkoły w Busto Arsizio w Lombardii. Adwokaci Albańczyka przekonywali, że odesłanie ojca za granicę przyniesie jego dziecku tak duże straty psychiczne, że w imię ochrony jego zdrowia należy przymknąć oko na nielegalny pobyt ojca we Włoszech i odstąpić od deportacji.

Koronnym argumentem było przywołanie odpowiedzialności Włoch za imigranckie dziecko, bo uczęszcza ono do szkoły państwowej. - To nie jest żadna nadzwyczajna okoliczność. Gdybyśmy uznali to za przeszkodę w wysiedlaniu nielegalnych imigrantów, cudzoziemskie rodziny zaczęłyby się posługiwać tym argumentem w sposób instrumentalny - zdecydowali jednak sędziowie.

Postanowienie wywołało burzę we Włoszech, bo jest sprzeczne z poprzednimi decyzjami sądu najwyższego w podobnych sprawach, co - jak ostrzegają obrońcy praw człowieka - może oznaczać, że wymiar sprawiedliwości ulega prawicowej nagonce na imigrantów. - Chcą chronić rodzinę? Niech więc wracają z żoną i dzieckiem do Albanii - mówił wczoraj Massimo Novara, polityk prawicowej Ligi Północnej. - Chrześcijańskie Włochy bronią rodziny. Pod warunkiem że jest włoska! - kpi publicysta Gad Lerner.

Imigranci stanowią już 7 proc. mieszkańców Włoch, z czego zdecydowana mniejszość (ok. 430 tys.) przebywa tam nielegalnie. Dzięki protestom Kościoła, centrolewicowej opozycji, a także sporej części posłów rządzącej koalicji rząd Silvia Berlusconiego zrezygnował w 2009 r. z nałożenia na lekarzy i nauczycieli obowiązku informowania władz o nielegalnych imigrantach.

Choć jednak włoskie szkoły, przychodnie i szpitale nadal nie pytają o zezwolenia na pobyt, to strach przed deportacją zmniejszył szacowaną liczbę "nielegalnych" pacjentów w 2009 r. o jedną trzecią. Przełożyło się to m.in. na wzrost powikłań po dokonanych w domu aborcjach.

Ostatnie orzeczenie nie przesądza losu kolejnych imigrantów, bo - zgodnie z włoskim prawem - nie ustanawia precedensu, a każda kolejna sprawa powinna być rozpatrywana indywidualnie. - Będziemy patrzeć na ręce sędziom, by nie powtórzył się taki dramat - zapowiada m.in. włoski Kościół. Żelaznej ochrony prawnej przed rozbijaniem imigranckich rodzin nie ma wiele innych krajów UE, w tym Polska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':