Francuzi będą wybierać członków rad regiónow, czyli odpowiedników polskich województw. Wybory są ważne same w sobie, ale wszyscy traktują je przede wszystkim jako probę sił przed jeszcze ważniejszymi wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w 2012 r.
Sondaże nie wróżą ekipie Sarkozy'ego nic dobrego. Według wczorajszych prawica zdobędzie 27,5- -29 proc. głosów, a opozycyjni socjaliści 29-30 proc. W dodatku ci ostatni w drugiej turze zawiążą zapewne koalicję z Zielonymi, co da im kolejne 14 do 15 proc. głosów. (Do drugiej tury tydzień później wchodzą ugrupowania, które w pierwszej zdobyły co najmniej 10 proc. głosów).
Socjaliści od sześciu lat rządzą w20 z 22 regionów Francji leżących w Europie. Ale jeśli sondaże się potwierdzą, prezydencka UMP może stracić i Alzację, i ostatnią Korsykę. - Możemy wygrać we wszystkich regionach, to zależy tylko od nas - zagrzewa swych zwolenników do walki przywódczyni socjalistów Martine Aubry.
Socjalistom udało się przekonać Francuzow, że w czasach kryzysu, gdy firmy zwalniają, a rząd centralny tnie etaty w sektorze publicznym, to rządzone przez lewicę regiony oferują lepsze wsparcie socjalne. Popularność Sarkozy'emu i jego ekipie odebrało też ostatnio kilka wpadek. Prezydent próbował wypromować swego niedoświadczonego syna Jeana na szefa paryskiej dzielnicy La Defense, co wywołało skandal. Adebata o tożsamości narodowej, którą ogłosił Sarkozy, skończyła się piętnowaniem muzułmańskich imigrantow i prezydent musiał się z niej wycofać.
Omiejsca w regionalnych radach ubiegają się ważni ministrowie: obrony Herve Morin, pracy Xavier Darcos, edukacji Luc Chatel. Na podbój Paryża i okolic wysłano kilka młodych i popularnych pań minister i wiceminister, m.in. ciemnóskorą Ramę Yade, ktora regularnie wygrywa w sondażach na najpopularniejszego polityka Francji, Chantal Jouanno, która jest także mistrzynią Francji wkarate, iNathalie Kosciusko-Morizet. Nic nie wskazuje jednak, by udało im się przechylić szalę na korzyść prawicy.
Opozycja zresztą też sięgnęła po polityków największego kalibru. Regionem Poitou-Charentes nad Atlantykiem ponownie chce rządzić socjalistka Segolene Royal, w 2007 r. rywalka Sarkozy'ego do prezydentury.
Na Lazurowym Wybrzeżu własną kandydaturę wystawił szef skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Jean-Marie Le Pen. 81-letni weteran francuskiej polityki zapowiadał wcześniej, że odchodzi na emeryturę i przekaże stery partii córce Marine. Udało mu się już wywołać międzynarodowy skandal. Ostrzegając przed radykalnym islamem, zilustrował go na plakatach flagą Algierii. Protestują algierskie władze, lecz także szwajcarscy nacjonaliści, ktorzy twierdzą, że Front splagiatował ich plakat.
Prezydent Sarkozy już zapowiedział, że wyniki wyborow nie będą miały wpływu na rząd. - Wybory regionalne, skutki regionalne. Wybory krajowe, skutki krajowe - stwierdził. Wszyscy spodziewają się, że skutki dla ministrów, którym pójdzie wyjątkowo źle, jednak będą. Co ważniejsze, jeśli UMP nigdzie nie wygra, Sarkozy'emu może zadrżeć ręka przy wprowadzaniu kolejnych reform. W wywiadzie dla wczorajszego "Le Figaro" zapowiedział co prawda, że np. reforma emerytur zostanie wprowadzona zgodnie z planem, jednak rząd dokona przeglądu planów, a od drugiego połrocza 2011 r. do końca kadencji prezydenta w2012 r. w ogóle żadnych nowych reform nie zaproponuje.
Źródło: Gazeta Wyborcza