W czwartek zawarli w tej sprawie porozumienie prawnicy poszkodowanych z przedstawicielami funduszu ubezpieczeniowego reprezentującego miasto Nowy Jork. Wczoraj w nocy czasu polskiego, jak się spodziewano, miał tę ugodę zatwierdzić sąd.
Natychmiast po 11 września, kiedy samoloty pasażerskie porwane przez Al-Kaidę uderzyły w nowojorskie wieżowce World Trade Center, władze miasta zapewniły bezpłatną opiekę lekarską tysiącom policjantów, strażaków, lekarzy i ochotników, którzy wydobywali ocalonych spod gruzów zawalonych budynków (w sumie wyciągnięto 20 żywych osób, prawie 4 tys. zginęły), a potem miesiącami oczyszczali okolicę, często w bardzo ciężkich - z powodu pyłu i azbestu - warunkach. Już w 2003 r., gdy pierwsi z nich zaczęli chorować, rozpoczęły się dyskusje, a potem negocjacje prawnicze o odszkodowaniach. Wielu z poszkodowanych skierowało sprawy do sądu. Rząd George'a Busha już wtedy przeznaczył 1 mld dol. dla specjalnego funduszu ubezpieczeniowego Nowego Jorku.
Zbieranie danych o wszystkich, którzy brali udział w akcji pod gruzami WTC i z tej przyczyny zachorowali na raka, astmę czy depresję, a potem negocjacje o wysokości odszkodowania trwały prawie siedem lat. Zakończyło je czwartkowe porozumienie.
- Jeszcze raz dziękujemy poszkodowanym za ich heroiczne wysiłki przy akcji ratunkowej oraz oczyszczaniu WTC - mówiła szefowa miejskiego funduszu ubezpieczeniowego Christine LaSala. - To uczciwa umowa.
Nie wszyscy poszkodowani, którzy wystąpili do sądów, są tego pewni. - Mam nadzieję, że ta ugoda jest uczciwa. Nie da się wycenić zdrowia - mówił dziennikarzom Kenny Specht, nowojorski strażak, który po akcji ratunkowej wWTC zachorował na raka tarczycy. - Do władz miasta Nowy Jork mam tylko je dno pytanie: dlaczego zawarcie ugody trwało tak długo, skoro pieniądze były gotowe już od siedmiu lat?
Jeśli sędzia zatwierdzi porozumienie, a każdy z 10 tys. poszkodowanych je zaakceptuje, dostaną oni od 20 tys. do prawie 2 mln dolarów odszkodowania na osobę.
Źródło: Gazeta Wyborcza