Chodzi o tajną operację dotyczącą rzekomego majątku b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. CBA kupiło willę w Kazimierzu nad Wisłą, żeby mu udowodnić nielegalne pochodzenie majątku i jego ukrycie.
Wczoraj "Gazeta" pierwsza podała w internecie informację o zawiadomieniu CBA. Pierwsi też informowaliśmy o szczegółach akcji przeciw Kwaśniewskiemu.
CBA nadużyło władzy... - Służba specjalna została wprzęgnięta w politykę, bo nakazano jej iść za plotkami dotyczącymi nazwisk znanych osób - mówi "Gazecie" Paweł Wojtunik, szef CBA. - W tej sprawie nie było podejrzenia korupcji. CBA nie miała prawa się w nią angażować, a prowadziła działania z zaangażowaniem ogromnych środków. To było nadużycie władzy. Zaszkodziło wizerunkowi CBA, doprowadziło do dekonspiracji naszych działań oraz naruszenia praw i wolności obywatelskich. Nie mogłem podjąć innej decyzji niż zawiadomienie prokuratury.
Szefostwo Biura uważa, że w tej sprawie naruszono art. 19 ustawy o CBA, bo do wszczęcia tajnej operacji konieczne jest uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa korupcyjnego. A CBA i prokuratura poszły za plotką, która pojawiła się najpierw w tabloidach, a potem w artykułach o tzw. taśmach Gudzowatego.
Obecny szef CBA zarzuca też Kamińskiemu naruszenie art. 17 ustawy, który odnosi się m.in. do stosowania podsłuchów. Uzasadnienie jest tajne, ale według naszych źródeł chodzi o to, że Kamiński nie mógł składać wniosków do prokuratury o podsłuch, skoro nie było podejrzenia przestępstwa. Jeśli służba chciała sprawdzić plotkę, to mogła to zrobić inaczej.
...idąc za plotką... 17 lutego katowicka prokuratura apelacyjna umorzyła tajne śledztwo, w którym badano legalność pochodzenia majątku b. prezydenta. - Chodziło o dom w Kazimierzu, dom w Wilanowie i działkę na północy Polski. Dom w Wilanowie i działka zostały kupione legalnie i były wykazywane w oświadczeniach majątkowych. Dom w Kazimierzu nie był własnością państwa Kwaśniewskich - informował "Gazetę" rzecznik prokuratury Leszek Goławski.
Dom w Kazimierzu Kwaśniewscy rzekomo mieli kupić na podstawioną osobę. Taka plotka znalazła się w potajemnie nagranych przez biznesmena Aleksandra Gudzowatego rozmowach z Józefem Oleksym (
SLD).
Fragmenty taśm opublikowało "Wprost", a z powtarzanych tam plotek latem 2007 r. użytek postanowiła zrobić prokuratura Zbigniewa Ziobry. Fragmentem "taśm Gudzowatego" dotyczącym majątku Kwaśniewskich zajęły się prokuratura w Katowicach oraz CBA.
...i zostało z domem Do akcji Kamiński wykorzystał cały potencjał CBA. "Superagenta" Tomka, który najpierw się wkupił w łaski rodziny administrującej willą w Kazimierzu. Potem namówił właściciela willi do jej sprzedaży. CBA kupiło dom, mocno przepłacając. Przekonane, że dom należy do Kwaśniewskich, liczyło na to, że "znaczone" pieniądze do niego trafią.
29 lipca 2009 r., w kulminacyjnym momencie, akcja została przerwana, bo pośredniczący w transakcji administrator domu wyjął część należności (1,5 mln zł) z torby, w której był nadajnik mający namierzyć, gdzie pieniądze zostaną zawiezione.
Od tego czasu właściciel domu walczy z CBA o unieważnienie transakcji. Problem ma też CBA, które nie wie, jak pozbyć się tej
nieruchomości.
"Chcę wyrazić uznanie dla funkcjonariuszy, którzy prowadzili tę operację" - mówił w październiku ub.r.
Mariusz Kamiński. Zapowiadał, że "sprawa jest rozwojowa".
A Oleksemu przykro Józef Oleksy tłumaczy, że w rozmowie z Gudzowatym powtarzał plotki, które wyczytał w tabloidach. Rzeczywiście przed rozmową jeden z nich opublikował informację o "willi Kwaśniewskich".
- Jest mi bardzo przykro, że rzeczy, które mówiłem nieroztropnie podczas prywatnego spotkania, zostały podstępnie nagrane, a potem wypłynęły i zostały wykorzystane do ataku na ludzi mojej formacji - mówi Oleksy "Gazecie".
Podkreśla, że chociaż w 2007 r. zapis jego rozmów Prokuratura Krajowa rozesłała do prokuratur w całym kraju, on sam nigdy nie został wezwany w tej sprawie na przesłuchanie.