http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gorączka złomu

Tomasz Rakowski*
2010-03-15, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 19:12

Wałbrzych, biedaszyb
Wałbrzych, biedaszyb

Olbrzymie grupy ludzi, którzy znaleźli się w fatalnej sytuacji, z trudem, boleśnie, ale poradziły sobie na własną rękę. Bez pomocy państwa, w ciszy, z daleka od mediów. Ta transformacja jest częścią naszej współczesnej historii

Biedaszyb
Fot. Bruno Fidrych/AG
Biedaszyb
27 lipca 2004 r. Ostatnie dni pracy w likwidowanej kopalni Rozbark w Bytomiu. Górnicy przebierają się po ostatniej szychcie
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
27 lipca 2004 r. Ostatnie dni pracy w likwidowanej kopalni Rozbark w Bytomiu...
Aleksandra Klich: Jak pan, etnolog i antropolog kultury, został górnikiem w wałbrzyskich biedaszybach?

Tomasz Rakowski: Właściwie nigdy nim nie zostałem. Trochę pomagałem przy wynoszeniu węgla na górę, ale ta moja pomoc na niewiele się przydawała. Nic nie umiałem, czasem nawet przeszkadzałem, choć starałem się tego nie robić...

To co pan robił w tych biedaszybach?

- Przyjechałem do Wałbrzycha w 2001 r., chciałem poznać doświadczenia tych, którzy znaleźli się w gorszej niż inni Polacy sytuacji po przemianach 1989 r. Badałem też świat zbieraczy złomu z okolic Bełchatowa i zubożałych mieszkańców świętokrzyskich wsi, którzy stracili pracę w likwidowanych zakładach.

My, antropolodzy, często nie przywozimy ze sobą żadnych hipotez, założeń, one na nas czekają na miejscu. Zjawiska i problemy pojawiają się podczas rozmów, obserwacji. Więc chciałem zamieszkać z ludźmi, rozmawiać z nimi, obserwować, jak żyją, jak odnoszą się do siebie.

Wyniki badań zamieścił pan w książce, która choć ma charakter naukowy, to porusza, bo opowiada o emocjach konkretnych ludzi: "łowców, zbieraczy, praktyków niemocy" - jak ich pan nazwał w tytule. Chyba nie było łatwo wejść w środowisko ludzi, którzy żyją w poczuciu krzywdy?

- To zadziwiające, ale np. w Wałbrzychu większość tych ludzi była wobec mnie, a potem moich studentów, serdeczna i otwarta. Zapraszali nas do domów, przygotowywali posłania obok własnych. Znosili naszą długą obecność w swoim życiu. Wcześniej pracowałem w Mongolii oraz w polskich wsiach i wiem, że wejście w świat badanych nie zawsze jest takie proste.

Co pana zaskoczyło w Wałbrzychu?

- Środek miasta, a tu nagle pojawiają się, nie wiadomo skąd, ludzie w górniczych kaskach całkowicie pokryci węglowym pyłem. Wyglądali jak nie z tego świata. Brudni w czystym świecie, na ulicach miasta. Od początku ta dychotomia brudu i czystości zaskakiwała mnie, np. kopacze troskliwie dbali, żebym się nie pobrudził. Gdy zamieszkałem w domu górnika z biedaszybów, zauważyłem, że kopacze sami są bardzo schludni. Zawsze, gdy wchodzili do domu po pracy, brudne ubrania zostawiali na progu, by żony je wyczyściły. "Na czysto" - jak mówili - przychodzili oczywiście na Barbórkę.

Kopacze organizowali Barbórkę - górnicze święto? Po co?

- To święto jest bardzo ważnym elementem górniczego świata. Tyle że na kopalni barbórkę "mieli zorganizowaną", a po likwidacji zakładu sami musieli się o nią zatroszczyć. Kopalnia-przedsiębiorstwo rządzi się własnymi prawami, ma swoją strukturę, rytm, organizację pracy, kulturę, różne formy aktywności, reguły zapewniające bezpieczeństwo pracownikom. W biedaszybach zobaczyłem, jak siłą niezwykłego rozpędu kopalnie zaczęły funkcjonować na nowo, kopacze na własną rękę odtworzyli ich świat.

Mieli wiedzę techniczną, która pozwoliła im nie tylko skonstruować biedaszyby, czasem nawet bardzo głębokie, 20-metrowe, zbudować umocnienia i opracować różne sposoby na wydobywanie węgla. Montowali koleby, wyciągarki, system oświetlenia, konstruowali sita do przesiewania węgla, wszystko własnego pomysłu.

Te rzeczy miały dla kopaczy ogromne znaczenie. Wiele razy w różnych brygadach pokazywali mi różne urządzenia z dumą, że to właśnie oni pierwsi je zbudowali. To była ich - na poły realna, na poły wyimaginowana - twórczość.

Odtworzyli też rytm szychty. W brygadach, z którymi pracowałem, kopacze nie przychodzili na godzinę czy dwie, żeby wydobyć kilka wiader węgla i je sprzedać, ale pracowali od rana do zmierzchu. Dla bezpieczeństwa i higieny pracy fedrowali jakiś czas, potem odpoczywali, żeby za chwilę wrócić do kopania. Tak jak kiedyś - w prawdziwej, legalnej kopalni.

Kopacze wstydzili się przed panem swojej sytuacji? Byli przecież bezrobotnymi górnikami, którzy mimo ciężkiej pracy nie byli w stanie utrzymać rodziny, ludźmi - jak nawet pan ich nazywa - zdegradowanymi społecznie.

- Z jednej strony praca w biedaszybach, która porządkowała dzień, a nawet życie człowieka i jego rodziny, dawała byłym górnikom poczucie, że kontrolują sytuację, są w stanie spełniać swoją społeczną funkcję głowy rodziny.

Jednak z drugiej strony kopacze mieli głębokie poczucie degradacji. Bardzo często słuchałem skarg, jak to możliwe, że w ciągu kilku lat świat, w którym żyli, na którym polegali, przestał istnieć.

Nie jesteśmy górnikami, jesteśmy dziadami?

- Tak. Nie wiedzieli, czy są uczciwymi pracownikami, czy złodziejami węgla. Narzekali, że przyszła katastrofa, że miasto się rozpada, że mają zniszczone pracą ciała, kręgosłupy. Wiele raz słyszałem od byłych górników żale, że najlepiej byłoby, by Wałbrzych zniknął, żeby go rozebrać. I rzeczywiście ludzie sami rozbierali swoje miasto.

Z jednej strony było w tym coś autodestrukcyjnego. Ale z drugiej złomiarze w taki sposób walczyli o byt, pieniądze dla rodziny i dzięki temu byli w stanie przetrwać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 41 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    88 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją