http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W pułapce PiS

Rafał Kalukin
2010-03-15, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 19:07

Kongres PiS w Poznaniu
Kongres PiS w Poznaniu
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

"Polska PO" co prawda pokonała "Polskę PiS", ale - już jako zwycięzca - zdecydowała się podtrzymywać konflikt w imię doraźnych korzyści, zamiast doprowadzić do spotkania obu tych "Polsk" i zasypać podziały


Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta Kongres PiS w Poznaniu
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Kongres PiS w Poznaniu
Kongres PiS w Poznaniu
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Kongres PiS w Poznaniu
Tusk jest najgorszy, gorszy nawet od postkomunistów. Dlaczego? Bo fałszywy. Szeroko się uśmiecha, a pod stołem dźgnie cię nożem. Kiedyś niby to chciał z PiS budować IV Rzeczpospolitą, ale jak przegrał wybory, to wystawił Kaczyńskich do wiatru. Skazał na koalicję z Lepperem, a sam skumał się na powrót z salonem i po chamsku nas atakował. To kameleon, facet z teflonu, bezkształtna galareta. Bez tożsamości, zero kręgosłupa. I dlatego nie wiemy, jak go trafić.

Jego kolesie z Platformy nie lepsi. Miro, Grzecho, Zbycho - i wszystko wiadomo. Palikot z Niesiołowskim? Słów brakuje. Teraz jeszcze ta szopka z prawyborami. Zdrajczyk Sikorski i Bronek "WSI" Komorowski, który na hasło "PiS" toczy pianę. A podobno to my jesteśmy obsesjonatami. Ale głupie media wszystko przeinaczą.

Niedobrze się robi. Nawet Miller i jego kamaryla byli lepsi.

Tak mniej więcej mówiło się w kuluarach ubiegłotygodniowego kongresu PiS o Platformie Obywatelskiej. W podobnym tonie mówić się będzie o PiS na majowym kongresie PO. Zarzuty i epitety się zmienią, ale ładunek nienawiści i lekceważenia pozostanie.

Ta nienawiść jest zinstytucjonalizowana, zamknięta w ciężkozbrojnych aparatach partyjnych, podsycana w medialnych pyskówkach i na internetowych forach. Stała się esencją polskiej polityki.

Karmią elektorat emocjami

Na pierwszym planie, tym najlepiej widocznym, oglądamy starcie dwóch partyjnych plemion. Zwartych, rządzonych twardą ręką przez bezwzględnych przywódców. Spuszczają oni ze smyczy swe partyjne bulteriery, które skaczą sobie do gardeł na konferencjach prasowych, w studiach telewizyjnych, podczas obrad komisji śledczych.

Wcześniej przeważali ci od Kaczyńskiego. Wódz dał przykład, jakim językiem tępić wroga. Jego faworyci, do tej pory zapełniający łamy niskonakładowych, skrajnie prawicowych pisemek, dali popis oskarżeń i insynuacji. Powstał koktajl odrażający, ale i na swój sposób fascynujący.

Bulteriery z PO, które dziś dominują, już nie są tak spektakularne. Pozbawione ideologicznego zacietrzewienia i rewolucyjnego szaleństwa epoki IV RP, choć równie cyniczne, równie mocno gardzące wrogiem. Wyżelowane trzydziestolatki, które w partyjnych młodzieżówkach zdobywały pierwsze szlify, ucząc się tam oportunizmu, rozeznając partyjne układy, nabierając stadnego instynktu. Aroganccy, skupieni na "marketingu politycznym" i "technologii władzy". W sytuacjach niejednoznacznych okazują się zadziwiająco nieporadni.

Jedni i drudzy grają rolę gladiatorów. Wyrabiają sobie nazwiska, choć i wiele ryzykują. Słabsi muszą odpaść. Z dnia na dzień jakaś niewidzialna ręka wycofuje takiego z pierwszej linii i spycha w niebyt. Publika często nawet nie zauważa, że człowiek był, ale gdzieś zniknął, a na jego miejsce lansowana jest nowa twarz.

Gladiatorzy walczą przy użyciu argumentów dostarczanych przez ukrytych speców od manipulacji w formie "przekazów dnia". Karmią elektorat emocjami, koncernom medialnym przynoszą zyski, a swe partyjne aparaty podtrzymują w stanie wrzenia. Nienawiść do wroga powinna utrzymywać się na mniej więcej stałym poziomie. Bo gdy człowiek nienawidzi, mniej dostrzega.

Między nami czarna otchłań

Kiedy to się zaczęło? Zapytałem o to w kuluarach ubiegłotygodniowego kongresu PiS kolegę dziennikarza z "Gazety Polskiej". Nie miał wątpliwości, że winna jest Platforma. Precyzyjnie wskazał nawet winnego. To Stefan Niesiołowski, który od początku rządów PiS miotał obelgi pod adresem Kaczyńskich.

- Rozmawiałem niedawno z Macierewiczem o Niesiołowskim - opowiada mój rozmówca. - Uważam zresztą, że to świr...

- Kto? Macierewicz? - przerywam. Raczej pro forma, aby się upewnić.

- No co ty? Niesiołowski oczywiście. Macierewicz to bardzo ciekawy człowiek. Miewa słabsze dni i zdarzają mu się nadinterpretacje, ale to jeden z najbardziej analitycznych umysłów w polskiej polityce.

Zamurowało mnie, choć nie dałem po sobie poznać. Nie bardzo chciało mi się wchodzić w buty fana Niesiołowskiego. Polityk Platformy swoimi wypowiedziami zbyt często przekracza dopuszczalne granice i faktycznie ma spory udział w psuciu standardów. Ale w końcu brawurowe epitety Niesiołowskiego, nawet te najbardziej grubo ciosane, mogą kogoś co najwyżej obrazić. A w kraju, w którym co rusz ktoś się na kogoś publicznie obraża, to jeszcze nie takie straszne. Za to Macierewicz to inna kategoria wagowa. Nad jego polityczną paranoją, którą od lat zatruwa życie publiczne, nie sposób przejść do porządku dziennego.

Oczywista oczywistość? No tak, ale ja należę do "Polski PO". Symbolicznie - nie chodzi tu przecież o sympatie dla tego czy innego polityka ani nawet dla całej formacji. Chodzi o pewien typ wrażliwości, o wiarę w prymat jednostki nad wspólnotą, większą wyrozumiałość dla ludzkich słabości. W "Polsce PiS" liczą się tymczasem twarde tożsamości, przeszłość w nieporównanie szerszym zakresie konstytuuje wspólnotę, a powinności wobec zbiorowości górują nad wolnością jednostki.

Obie te Polski nie mają dziś szansy spotkać się i porozumieć. Dzieli je zbyt wiele. Zadziwiające, jak precyzyjnie nakładają się na siebie granice rozbiorów, strefy wpływów endecji i sanacji w II RP oraz poparcie dla PiS i PO w wyborach 2005 r. Dopiero obecna hegemonia Platformy zatarła klarowność podziałów.

Mój znajomy z "Gazety Polskiej" z pewnością przynależy do "Polski PiS". Co nie znaczy, że bezkrytycznie afirmuje partię braci Kaczyńskich. Obserwując kuriozalne wystąpienia delegatów tej partii na poznańskim kongresie, byliśmy przecież równie skonsternowani. Na poziomie diagnozy bieżącej polityki jesteśmy zresztą w stanie się porozumieć. Gdy jednak sięgamy głębiej, do bardziej podstawowych wartości, wyrasta między nami czarna otchłań.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':