http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

II wojna polsko-ukraińska

Rozmowa z Wołodymyrem Wiatrowyczem*
2010-03-15, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 12:10

Około stu osób przemaszerowało ulicami Lwowa w marszu sławy Ukraińskiej Powstańczej Armii
Około stu osób przemaszerowało ulicami Lwowa w marszu sławy Ukraińskiej Powstańczej Armii
Fot. STRINGER/RUSSIA REUTERS

Nasza pamięć narodowa nie może istnieć bez UPA. Co nie znaczy, że nie chcemy pamiętać o kartach tragicznych, które mogą być wręcz interpretowane jako przestępcze

Karty z portretami dowódców UPA, prezentowane przez sprzedawczynię
Fot. STRINGER/RUSSIA REUTERS
Karty z portretami dowódców UPA, prezentowane przez sprzedawczynię
Marsz sławy Ukraińskiej Powstańczej Armii, październik 2009
Fot. GLEB GARANICH REUTERS
Marsz sławy Ukraińskiej Powstańczej Armii, październik 2009
Marcin Wojciechowski: Ukraina jest pierwszym krajem postsowieckim, który ujawnił komunistyczne archiwa. Dlaczego to zrobił?

Wołodymyr Wiatrowycz*: Było to potrzebne już dawno. Po pierwsze, ze względu na rozwój badań historycznych - w tych archiwach jest mnóstwo ciekawych materiałów. Po drugie - z powodów moralnych. Dzięki tym materiałom możemy zbadać naturę zbrodni komunistycznych popełnionych na terenie Ukrainy wobec Ukraińców, Polaków, Żydów, innych narodowości. Ich ujawnienie w zeszłym roku oraz moralne potępienie to najprostszy sposób, żeby się z nimi uporać.

Komunistyczne archiwa zostały otwarte w krajach bałtyckich, Polsce, Czechach, na Węgrzech. Wydaje mi się, że postąpiliśmy słusznie, idąc tą samą drogą. Chodzi o to, żeby zdystansować się od totalitarnej przeszłości.

Czy teraz, przy prezydencie Wiktorze Janukowyczu, archiwa nie zostaną utajnione?

- Sądzę, że nie. Społeczeństwo przyzwyczaiło się, że informacje są dostępne. Materiały są odtajnione. Sporo z nich przepisano na nośniki cyfrowe, niektóre dostępne są w internecie. Każda władza powinna rozumieć, że demokratyczna przyszłość Ukrainy będzie możliwa, tylko jeśli odetnie się od totalitarnej przeszłości.

W Polsce kwestia dostępu do komunistycznych archiwów była ściśle powiązana z problemem lustracji. Czy na Ukrainie jest podobnie? Czy dyskutuje się o konieczności przeprowadzenia lustracji?

- Nie. Dyskusja o lustracji toczy się tylko w publicystyce, i to raczej jedynie w obrębie Galicji. Żadna z sił politycznych - ani pomarańczowi, ani rzecz jasna niebiescy - nie zgłaszała choćby nawet propozycji ustawy lustracyjnej. W zasadzie nawet nie dyskutowano o jej potrzebie. Nie było i nie ma takiej woli politycznej. A po ostatnich wyborach prezydenckich sądzę, że będzie jej jeszcze mniej.

Jak to wytłumaczyć?

- Trudno porównać sytuację w komunistycznej Polsce z komunistyczną Ukrainą czy innymi republikami b. ZSRR. Poziom uczestnictwa w strukturach partyjnych i innych formach współpracy z władzą był u nas znacznie wyższy niż u was. Nasi dysydenci byli w gruncie rzeczy garstką. W Polsce od 1980 r. "Solidarność" była wielkim fenomenem społecznym. U nas członkostwo w partii czy współpraca z tajnymi służbami nie jest tak potępiane jak u was. Dlatego o lustracji dyskutuje się głównie w Galicji, gdzie jednoznacznie czasy radzieckie uznaje się za okupację.

Na jakich warunkach można korzystać z archiwów?

- Wystarczy napisać podanie. Rozpatrujemy sprawę w ciągu kilku dni i wyznaczamy termin, bo mamy niezbyt dużą czytelnię i nie wszyscy mogą korzystać ze zbiorów od razu. Jeśli prośba dotyczy materiałów opracowanych cyfrowo, wtedy dostęp jest natychmiastowy. Wystarczy wypełnić ankietę, czym zainteresowany jest dany badacz. W przypadku cudzoziemca trwa to nieco dłużej, do kilku godzin, bo musimy sprawdzić dane chętnego do pracy w naszych archiwach. W końcu jesteśmy archiwum służb specjalnych.

W 2009 r. pracowało u nas bardzo wielu naukowców z zagranicy. Głównie dlatego, że w ostatnich latach stracili dostęp do archiwów rosyjskich. Próbują znaleźć w Kijowie to, czego nie można obecnie znaleźć w Moskwie.

A można znaleźć u was takie unikaty?

- Tak, bo z Moskwy trafiały do nas wszystkie instrukcje, rozkazy, rozporządzenia. Można z tego odtworzyć cały schemat funkcjonowania NKWD i KGB. Poza tym w radzieckich służbach istniała zasada podziału terytorialnego, to znaczy, że wszystkie sprawy ukraińskie przechowywano na Ukrainie, nawet jeśli duplikaty wysyłano do Moskwy. Dzięki temu mamy 90 proc. materiałów u siebie. Pod koniec istnienia ZSRR próbowano sporo zniszczyć. Są tego ślady. Nie wiemy, co wywieziono do Moskwy, ale większość materiałów została.

Jakie materiały w kijowskim archiwum Służby Bezpieczeństwa mogą być ciekawe dla polskich uczonych?

- Mamy dokumenty o represjach wobec ukraińskich Polaków. W latach 1937/38 toczyła się przeciwko nim największa tzw. narodowa operacja NKWD. Uwięziono, wywieziono do łagrów lub rozstrzelano 150 tys. Polaków wyłącznie za narodowość. Dwutomowe wydanie tych dokumentów ukaże się wkrótce we współpracy z polskim IPN. Będą tam nazwiska wszystkich straconych.

Mamy sporo danych o represjach wobec Polaków na Kresach po zajęciu ich przez Armię Czerwoną w 1939 r. Przygotowania do ich zajęcia trwały dość długo i nosiły kryptonim "Oczyszczenie". Gdy wojska radzieckie przekroczyły Zbrucz [przedwojenną granicę Polski i ZSRR], to były już gotowe listy osób do wywózki albo aresztowania. Represje dotyczyły głównie policjantów, polityków, działaczy społecznych. Władza radziecka próbowała początkowo flirtować z ludnością ukraińską na tych terenach, ale po rozprawie z Polakami represje szybko dotknęły także Ukraińców.

Na pewno macie ciekawe zbiory o polsko-ukraińskim konflikcie w latach II wojny światowej.

- Tak. Chodzi przede wszystkim o starcia między AK i UPA, ale także o moment, gdy te starcia osiągnęły wymiar tragicznej wojny chłopskiej, w której zniszczono polską ludność Wołynia i ukraińską ludność Chełmszczyzny. Potem konflikt przeniósł się do Galicji, gdzie jego apogeum nastąpiło w 1944 r.

Ostatni ciekawy dla Polaków rozdział to deportacje polskiej ludności z Ukrainy w latach 1944-46. W dużej mierze opublikowaliśmy już te materiały.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':