To, że relacja w
TVN ze stycznia 2002 r. odegrała istotną rolę w sprawie Doroty Nieznalskiej było wiadomo już od dawna. Większość relacji o oskarżeniu i procesie artystki, która pomiędzy grudniem 2001 a styczniem 2002 roku w Gdańsku w Galerii Wyspa na wystawie indywidualnej pokazała swoją instalację "Pasja", zaczyna się właśnie od tego momentu. Bowiem to w telewizji m.in. działacze
LPR Robert Strąk i Gertruda Szumska zobaczyli reportaż o artystce, która obraziła uczucia religijne. Uznali, że
telewizja nie kłamie, oburzyli się i postanowili śladem telewizyjnego reportera udać się na "miejsce zbrodni" by na własne oczy zobaczyć "dowód przestępstwa".
TVN pomija fragment pracy Jednak to, jakiego typu był to materiał, w jakim świetle i w jaki sposób pokazywał Dorotę Nieznalską, wychodzi na jaw dopiero teraz. A wszystko dzięki opinii medioznawcy, przygotowanej jeszcze na potrzeby poprzedniego procesu w Sądzie Rejonowym w Gdańsku, który - jak pamiętamy - zakończył się wyrokiem uniewinniającym w czerwcu 2009 r.
Wówczas sąd przed wydaniem wyroku poprosił o opinie trzech rzeczoznawców - historyka sztuki, medioznawcę i religioznawcę. I to właśnie medioznawca obejrzał materiał z TVN i wydał opinię - stwierdzał, że był nieobiektywny, że Dorocie Nieznalskiej nie dano się w pełni wypowiedzieć, że nie pokazano całej instalacji tylko jej część.
A więc tę część, która jak się można było łatwo spodziewać wywoła największe zamieszanie - krzyż z wmontowaną pośrodku fotografią męskich genitaliów. O tym, co znaczy ta rzeźba, że ona ma sens tylko oglądana razem z filmem
wideo pokazującym mężczyznę ćwiczącego na siłowni nie wspomniano.
Krótko mówiąc, reporter nie przedstawił obiektywnie faktów, które opisywał w swoim materiale. Sąd nie tylko zapoznał się z tą opinią, ale na jednej z ostatnich rozpraw obejrzano materiały filmowe nadesłane przez TVN. Na podstawie tego wszystkiego sędzia wydał uniewinniający Dorotę Nieznalską wyrok: jest niewinna, nie chciała nikogo obrazić. To było w czerwcu 2009 roku. Teraz mieliśmy do czynienia z drugim, o wiele krócej trwającym, procesem Nieznalskiej i wyrok jest po prostu taki sam.
TVN pomija fragment wyroku Jednak we wczorajszej mowie końcowej sędzia Teresa Bertrand podkreśliła rolę mediów bardzo mocno, być może mocniej niż sąd niższej instancji przed rokiem. Wymieniła nazwę stacji telewizyjnej, mówiła: "TVN dokonał w tym przypadku manipulacji w celu wywołania skandalu i zwiększenia oglądalności" .
W informacji o wyroku
na portalu www.tvn24.pl stacja delikatnie pomija akurat ten fragment uzasadnienia wyroku, cytuje wypowiedź sędzi w innym miejscu, o tym że "media w istotny sposób przyczyniły się do zaistnienia poczucia obrazy uczuć religijnych". I jak wskazują wypowiedzi rzecznika prasowego TVN, stacja najwyraźniej też nie zamiaru rozliczać się z dawnego błędu - choć może powinna.
Prawda, czy sensacja A jednak sądzę że problem jest trochę gdzie indziej. Na pewno warto wiedzieć, w jaki sposób urosła ta piramidalna sprawa, jaką rolę w rozpętaniu nagonki na niewinną osobę może mieć jedna drobna, telewizyjna wzmianka. Z tym, że nie o TVN tylko tu chodzi, i nie nad moralnością dziennikarza z TVN, który akurat wtedy miał dyżur powinniśmy dyskutować, ale w ogole o postawie mediów, o postawach nas, dziennikarzy, o tym jak patrzymy na rzeczywistość.
To niby banalne pytania, takie jakie się stawia pewnie studentom I roku studiów dziennikarskich: szukamy prawdy czy sensacji i jaka jest między nimi granica? Piszemy tekst, czy produkujemy towar, który trzeba jak najlepiej sprzedać? Tylko, że w rzeczywistości to jest dużo trudniejsze niż na zajęciach w szkole. W życiu te wybory są okropne, zawsze lepiej być wtedy w grupie, w zespole, wtedy inaczej rozkłada się odpowiedzialność.
Zapłaciła Nieznalska Sędzia bardzo dobrze wskazała wrażliwe miejsce - moment, w którym etyka staje się elastyczna, bo trzeba przepchnąć swój materiał, przebić się na wizję, na pierwszą stronę. Pytanie za jaką cenę. W 2002 r. nikt chyba nie pomyślał o tym że za ten atrakcyjny materiał zapłaci Dorota Nieznalska, szarpana potem po sądach przez następne dziewięć lat.
Media - nie tylko TVN - miały swój udział w tym co określono jako "wojna sztuki ze społeczeństwem" czyli w ciągnących się w Polsce przez całą dekadę lat 90. aż do niedawna, rzekomych "artystycznych skandalach" i "prowokacjach przez sztukę". Bo raz była to obiektywna dziennikarska relacja, ale innym razem - też tak bywało - publikacja która pełniła rolę donosu, podkręcała atmosferę, wywoływała poczucie, że dzieje się jakaś heca, że szykuje się smaczny skandalik.
Kamera na zamówienie Dlaczego łatwo było podkręcać atmosferę właśnie wokół sztuki? Bo panuje dość powszechne przekonanie, że ta współczesna sztuka to nie jest tak naprawdę nic specjalnie ciekawego, że muzea są puste, nikt nie pcha się do galerii i że ludzie się tam nudzą. No i wreszcie przestali się nudzić. I jakoś tak się działo, że kiedykolwiek ktoś niszczył jakąś pracę, zawsze wołał fotografa albo kogoś z kamerą.
Stąd mamy relację z ataku Daniela Olbrychskiego na pracę Piotra Uklańskiego "Naziści" w listopadzie 2000 roku w warszawskiej Zachęcie.
Stąd mamy fotografie z równie słynnego "happeningu" posła Witolda Tomczaka w tej samej Zachęcie, ale już na innej wystawie w grudniu 2000 r. Poseł z prawicowego Porozumienia Polskiego wpadł wtedy do Zachęty i w sali gdzie eksponowano rzeźbę Maurizia Cattelana "Dziewiąta godzina" próbował zdjąć z figury Papieża przygniatający ją kamień. Był tam też reporter "Super Ekspresu" wcześniej o tym wydarzeniu uprzedzony.
Te przecięcia są delikatne.
TVP przyszła do Zachęty nie po to by filmować wybryki Olbrychskiego, ale by zrobić z nim wywiad, wyjmując szablę aktor wszystkich zaskoczył. A jednak akcję sfilmowano.
To nie są łatwe pytania, nie ma łatwych odpowiedzi. Jednak takie wydarzenie jak drugi wyrok w sprawie Nieznalskiej wydobywający rolę manipulacji, jakiej poddana została rzeczywistość przez telewizję, może przyczynić się do jakiejś zmiany, do przełomu w myśleniu. Nie o mediach - w mediach.