http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wyznania nawróconego lubieżnika

Sebastian Duda
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 12:01

Gdy już spłynęły nań najwyższe państwowe splendory, gorycz życiowego niespełnienia podczas niewinnej przechadzki po ogrodzie raz jeszcze dała znać o sobie. Usłyszał z oddali dziecięcy głos. Była to nieznana mu wyliczanka, w której powtarzały się dwa łacińskie słowa: "tolle, lege" ("weź, czytaj"). W ręku trzymał księgę z listami św. Pawła.

ZOBACZ TAKŻE
Działo się to pod koniec lata 386 roku po Chrystusie w Mediolanie. Nadworny retor cesarski Aureliusz Augustyn przechadzał się po przydomowym ogrodzie. Ledwie trzy lata wcześniej przybył do Rzymu z głębokiej afrykańskiej prowincji. Zrobił oszałamiającą karierę. Szybko został cenionym profesorem retoryki. Miał lat trzydzieści jeden, gdy powierzono mu wygłoszenie dorocznej mowy na cześć cezara w mediolańskiej siedzibie władcy. Jako nauczyciel retorycznej sztuki publicznie więcej osiągnąć już nie mógł. Otwierały za to przed nim szeroko wrota do eksponowanej działalności politycznej. Niewiele go już od niej dzieliło, mimo że w ostatnich miesiącach dotkliwie zapadł na zdrowiu. Cierpiał na astmę, częściowo stracił głos. Nie choroba jednak męczyła go najbardziej, lecz przepełnione wątpliwościami, bez ustanku kłębiące się myśli.

Choć jedno po drugim spełniały się jego marzenia, spokoju ducha nie osiągnął. Od lat szukał bowiem prawdy, ale wciąż był pewien, że jej jeszcze nie odnalazł. I teraz znów, gdy już spłynęły nań najwyższe państwowe splendory, gorycz życiowego niespełnienia podczas niewinnej przechadzki po ogrodzie raz jeszcze dała znać o sobie. W pewnym momencie usłyszał gdzieś z oddali dziecięcy głos. Była to dotąd mu nieznana wyliczanka, w której powtarzały się nieustannie dwa łacińskie słowa: „tolle, lege” („weź, czytaj”). Augustyn przypomniał sobie, iż jeszcze przed chwilą trzymał w ręku księgę z listami św. Pawła. Czym prędzej ją odnalazł i - na podobieństwo tych, którzy szukali wskazówek na przyszłość w „Eneidzie” Wergiliusza - poszukał rady w pierwszym tekście, na który padł jego wzrok. Były to końcowe słowa rozdziału 13 Listu do Rzymian: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień - nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14).

Nagle wszystko stało się jasne. Augustyn głęboko odczuł, że owe słowa apostoła w tej oto chwili skierowane były do niego. Przeżywał nawrócenie na chrześcijaństwo. Kościół katolicki właśnie zyskiwał jednego ze swych najwybitniejszych świętych.

Z matki chrześcijanki i ojca poganina

Do tej radykalnej przemiany wiodła jednak bardzo długa droga. Augustyn urodził się w podłym mieście o nazwie Tagasta w rzymskiej Afryce Północnej (obecnie Algieria). "Ówcześni jej mieszkańcy - jak pisze w swej książce o Augustynie Carlo Cremona - stanowili mieszaninę różnych wyznań; chrześcijaństwo było coraz bardziej widoczne. Kult pogański odnosił się raczej do wielkich w literaturze i filozofii niż do bogów; dla osób pozbawionych zainteresowań intelektualnych stawał się wygodnym alibi, żeby nie angażować się w nową religię, którą popierało państwo". Rodzina Augustyna też była wyznaniowo podzielona. Jego matka, Monika, była żarliwą chrześcijanką. Ojciec natomiast, choć na imię miał Patrycjusz, żadnym patrycjuszem nie był. Pracował jako skromny urzędnik gminny. Do religii, także do wyniesionego z rodzinnego domu pogaństwa, nie przywiązywał wielkiej wagi. To on kształtował w Augustynie zasadnicze i ugruntowane pojęcia męża, ojca, obywatela. Szybko poznawszy się na wyjątkowych uzdolnieniach syna, starał się zaszczepić mu ambicję dążenia do zaszczytów i bogactw. Monika chciała natomiast dbać przede wszystkim o jego religijność. Oboje jednak za wszelką cenę pragnęli zapewnić Augustynowi dobre wykształcenie. Choć nie było to z powodów materialnych dla nich łatwe, umożliwili mu wyjazd z rodzinnego miasta do Madaury, a jeszcze później do Kartaginy - wielkiego centrum nauki i kultury rzymskiej w Afryce. Rozwój intelektualny Augustyna przebiegał pomyślnie. Z rozwojem religijnym było dużo gorzej, co budziło coraz większą rozpacz Moniki. Problemem był przede wszystkim seks.

Mając lat szesnaście, Augustyn bez umiaru poszukiwał już cielesnych uciech. Po latach wspominał w "Wyznaniach", że "opary wyłaniające się z mętnych namiętności okresu dojrzewania osnuwały i zaciemniały moje serce tak bardzo, że już nie umiało odróżnić pogody umiłowania od mroku żądzy". Monika nalegała, by przynajmniej nie cudzołożył z mężatkami. Przez jakiś czas niewiele jednak sobie z tych matczynych upomnień robił. Wiedział doskonale, że jego ojciec dopuszczał się wielokrotnie małżeńskich zdrad. W gwarnej Kartaginie, którą w przyszłości Augustyn nazywać będzie "wrzącym kotłem erotyzmu", okazji do rozpasanego występku było sporo. Podniety pochodziły z teatrów i uroczystości na cześć bogini Caelestis. Zdolnego, ćwiczącego się w retoryce młodzieńca coraz bardziej wciągał wir nieposkromionej cielesności. Zdawał sobie z tego sprawę i dlatego w wieku lat osiemnastu zdecydował się na bardziej stały związek z kobietą. Miała to być skuteczna bariera chroniąca go przed rozwiązłością. Wybranka Augustyna pochodziła najpewniej z niższej społecznej klasy, co stanowiło w Cesarstwie przeszkodę do zawarcia oficjalnego małżeństwa. Jak pisze jednak znany biograf autora "Wyznań" Peter Brown, "był to układ znakomicie podnoszący prestiż dorastającego profesora w czasach późnego Cesarstwa". A na prestiżu pochodzącemu z niebogatej rodziny Augustynowi bardzo zrazu zależało.

Nie znamy imienia tej, która przez lat czternaście była żoną "drugiej kategorii" wielkiego doktora Kościoła. Musiał kochać ją bardzo, skoro w ciągu tego czasu pozostawał jej wierny. Urodziła mu syna o imieniu Adeodat. Chłopiec ten nie dożył lat dwudziestu. Zdążył jednak być jeszcze świadkiem nawrócenia swego ojca. Gdy Augustyn był już cenionym retorem na cesarskim dworze, jego matka zaczęła poszukiwania odpowiedniej kandydatki na "oficjalną" żonę dla niego. Znalazła. I razem z przyjaciółmi zmusiła syna do rozstania się z długoletnią towarzyszką życia. Augustyn poddał się woli matki, ale cierpiał bardzo z powodu utraty ukochanej. Pisał później w "Wyznaniach": "ponieważ moje serce mocno do niej przywarło, teraz wyszarpnięto w nim ranę, która broczyła krwią obfitą". Nie czuł się jednak winny, choć na kartach swojej wspaniałej autobiografii często winę wyznaje z powodów, które dziś zdają się nam dość błahe. Cóż, najwyraźniej tamten okrutny świat inną wagę przywiązywał do miłosnych uczuć niż my.

Wyrzutów sumienia nie miała też matka Augustyna, której życiowym celem było przecież doprowadzenie syna do wiary w Chrystusa. Cel został osiągnięty, a droga do niego, w której Monika odegrała wielką rolę, opisana na kartach „Wyznań” - perły wśród pism augustyńskich. Słusznie pisze Peter Brown, że „niewiele matek może znaleźć miejsce w historii, jeżeli wspomnienia o nich dotyczą wyłącznie tego, czym były dla swoich synów, zwłaszcza gdy syn był człowiekiem o osobowości tak skomplikowanej jak w przypadku Augustyna. Niemniej to właśnie więź łącząca matkę i syna, tak wyraźnie zaznaczająca się w »Wyznaniach «, ale nie tylko w nich, stanowi wątek, dzięki któremu dzieło to zyskało zasłużoną sławę”. Augustyn po raz pierwszy w dziejach naszej cywilizacji pokazał, że właściwym materiałem autobiografii są przemiany w duszy człowieka. Zaświadczył też, że jego rozwój duchowy z pewnością przebiegałby inaczej bez udziału Moniki.

Korzeń wszelkiego grzechu

Nie bez powodu Augustyn mawiał, że miłość do Imienia Bożego wyssał z mlekiem matki. Chrystus fascynował go od lat młodzieńczych, ale jego równe zainteresowanie budziły też dzieła pogańskich filozofów. Rozczytywał się, jak wspomina w „Wyznaniach”, w nieznanym nam dziś dialogu Cycerona „Hortensjusz”. Sięgał też po księgi znanych stoików i platoników. Znalazł w nich koncepcję logosu - stwórczego rozumu, od którego pochodzić miał cały świat. Jeszcze bardziej atrakcyjne wydawały się przez pewien czas Augustynowi koncepcje manichejczyków. Byli oni wyznawcami stworzonego w III wieku po Chrystusie przez Babilończyka Maniego (Manesa) religijnego systemu będącego mieszaniną różnorakich zoroastriańskich, chrześcijańskich czy nawet buddyjskich wątków. Manichejczycy utrzymywali, że w świecie ma miejsce nieprzerwana walka dobra ze złem. Ta sama walka toczy się w każdym człowieka. Zło w świecie znanym obecnie ludziom jest wszechobecne. Jego podstawowymi przejawami są materia i związana z nią cielesność. Z przepełnionego złem świata można się wyrwać nie z pomocą wiary i związanej z nią moralności (jak twierdzili i twierdzą chrześcijanie), lecz dzięki poznaniu. W manicheizmie zbawienie dokonuje się zatem przede wszystkim przez ludzki rozum. To właśnie pociągało Augustyna najbardziej. Wyznawcą manicheizmu pozostawał przez prawie lat dziesięć. Chociaż stopniowo doktryna ta budziła w nim coraz więcej wątpliwości, dualistyczne manichejskie schematy głęboko zakorzeniły się w jego myśleniu.

Po swoim nawróceniu na chrześcijaństwo Augustyn w pewnych sprawach ostro manichejczyków jednak zwalczał. Wiara w istnienie dwóch przeciwstawnych pierwiastków - dobra i zła - w świecie stała się dla niego absurdem Skoro chrześcijanin wierzy, że jeden jest tylko dobry Stwórca, który za zło nie może odpowiadać, to uznać wypada, że zło jest jedynie Bożym dopustem. Dzięki złu bowiem albo większe jeszcze dobro może się zrodzić, albo pojawia się odpowiedni kontrast, by świat mógł być przez nas widziany jako dobry. Co więcej, zło nie może być rodzajem bytu, gdyż - jak argumentuje w swej interpretacji myśli Augustyna Leszek Kołakowski - "byt ma tylko jedno źródło [dobrego Boga]; jest więc zło czystym brakiem, nieobecnością tego, co być powinno, negacją, nicością, zepsuciem ładu. Nie jest złem natura; choćby zepsuta, złem zarażona, nadal jest dobra. Nie jest złem materia. W ścisłym sensie zła poznać nie można, bo nie można poznać nicości. Ale sama możliwość zła, a więc zepsucia, bierze się stąd, że wszystko poza Bogiem, a więc i człowiek, zostało stworzone z nicości i z tej racji podlega zmianom".

Ta zmienność odpowiada za występowanie u ludzi złych myśli, postępków i pożądliwości, jakie w biblijnej tradycji nazwano grzechami. Są one skutkiem wolnej ludzkiej woli, którą człowiek wykorzystuje - wbrew jej, zamierzonemu przez Stwórcę, przeznaczeniu - do czynienia zła. Od znanej z Księgi Rodzaju historii upadku pierwszych rodziców w raju owo skażenie wolnej woli nieustannie się wśród ludzi utrzymuje, przechodząc z pokolenia na pokolenie. Ono jest też tak naprawdę odpowiedzialne za obecność cierpienia w świecie. Wszelki ból, nawet ten, który powszechnie uznaje się za niezawiniony, jest tedy skutkiem grzechu pierworodnego. Taką sugestię wyraźnie stawia Augustyn w traktacie "O wierze prawdziwej": "Czymże jest bowiem ból cielesny, jeśli nie uszkodzeniem całości tej rzeczy, którą dusza przez zły użytek uczyniła, podatna na zniszczenie? Czymże jest cierpienie duchowe, jeśli nie brakiem rzeczy zmiennych, z których dusza korzysta lub spodziewała się, że będzie korzystać? I oto wszystko, co nazywamy złem, jest grzechem i karą za grzech". Zarówno zatem zło przez nas doświadczone, jak i to, którego sami się dopuszczamy, ma swe źródło w trwałym związku naszej wolnej woli z nicością.

Nie przypadkiem jednak (co dziwić nie musi, zważywszy jego życiowe doświadczenia) za sferę największego zepsucia w człowieku uważał Augustyn seksualność. Posunął się nawet do twierdzenia, że grzech pierworodny jest przekazywany na potomstwo w trakcie intymnego współżycia kobiety i mężczyzny. Pogląd ten zaważył przez wieki na dość negatywnym stosunku wielu kościelnych teologów do miłości erotycznej. Główną winowajczynią była tu pożądliwość, z której Augustyn uczynił jedno z kluczowych pojęć swej intelektualnej refleksji. Jego zdaniem najmocniej wyrażała ona słabość zepsutego (w wyniku rajskiego upadku) stworzenia. Bo wedle Augustyna pożądliwość stanowi korzeń wszelkiego grzechu. I - jak wyjaśnia tę kontrowersyjną augustyńską myśl o. Wiesław Dawidowski - „chociaż ten korzeń rozprzestrzenia się w naszej świadomości, dla Augustyna najdoskonalszy obraz pożądliwości znajduje się w ludzkim seksualizmie. Niezamierzone podniecenie, niechciana erekcja, wywołana przez przypadkowe okoliczności czy nawet sen, jest dla niego jednym z wielu ucieleśnień pożądliwości. Nie jest to wprawdzie najniebezpieczniejsza ze słabości, niemniej stanowi ona wyraźny znak podzielonej świadomości, która nie wie, ani czym jest, ani czego pragnie. Augustyn na własnej skórze doświadczył, czym jest brzemię winy, tej faktycznej, jak i tej urojonej. Dla niego człowiek uwikłany w grzech jest człowiekiem tragicznym, żyjącym »w krainie, gdzie wszystko jest inaczej « - regio dissimilitudinis, dopóki nie otrzyma daru wyzwalającej łaski”. Augustyn, przedstawiając taką doktrynę, w której filozofia bezwiednie przechodziła w chrześcijańską teologię, wiedział doskonale, o czym mówi. Sam przecież doświadczył w pewnej chwili wyzwalającej mocy Bożego daru w mediolańskim ogrodzie.

W samotności poznać Boga i duszę

Nawrócenie Augustyna bardzo ucieszyło Monikę. Nic jednak już nie mogło wyglądać tak jak dawniej. Istniały jeszcze trzy przeszkody do pokonania: upodobanie w zaszczytach, bogactwo i pożądanie kobiecej cielesności. Z pierwszym trudno było mu się uporać. Czyż nie pragnienie sławy popychało go najpierw z Tagasty do Kartaginy, potem z Kartaginy do Rzymu i wreszcie z Rzymu do Mediolanu? Niemniej jednak ustąpić ono musiało przed umiłowaniem mądrości prawdziwej. Gdy doświadczył głębokiej, duchowej przemiany, nauczanie zaczęło coraz bardziej mu się przedstawiać jako przeszkoda i ciężar. Postanowił jak najszybciej zrezygnować ze swych profesorskich obowiązków.

Przywiązania do bogactw nie nosił natomiast w sobie wcale od wczesnej młodości. Już w "Hortensjuszu" Cycerona znalazł pouczenie, że nie należy pragnąć dóbr materialnych ani o nie prosić. Teraz widział w nich tylko "środek do zaspokojenia koniecznych potrzeb i hojnej pomocy dla bliźnich".

Najtrudniejszym zatem wyzwaniem była cielesna pożądliwość. Przez jakiś czas nosił się jeszcze z zamiarem małżeństwa. Po wielu modlitwach i medytacjach ostatecznie jednak zdecydował, że żenić się nie będzie. Miesiące po nawróceniu spędzał w podalpejskiej posiadłości swych przyjaciół, poświęcając czas długim rozmyślaniom. Wtedy właśnie tworzyć zaczął "Solilokwia" - zapis rozmowy z sobą samym. Był już pewny, że pragnie przyjąć chrzest w Kościele katolickim jak najszybciej. W tamtych czasach ludzie zwlekali z tym często do ostatnich chwil spędzanych na łożu śmierci. Bali się bowiem wiecznej kary za grzechy popełnione już po chrzcie. Tak postąpili cesarz Konstantyn Wielki, który po wiekach prześladowań zagwarantował chrześcijanom w Cesarstwie swobodę wyznania, i ojciec Augustyna Patrycjusz. Sam Augustyn jednak zwlekać nie chciał. Wraz z Adeodatem i najbliższym przyjacielem Alipiuszem (uprzednio również manichejczykiem) zostali ochrzczeni w Mediolanie przez biskupa Ambrożego - wielkiego chrześcijańskiego pisarza i doktora Kościoła - w Wigilię Wielkanocną 387 roku.

Nowo ochrzczony postanowił wrócić z Italii do prowincjonalnej Afryki, z której niegdyś uciekał do Rzymu powodowany pragnieniem sławy. Peter Brown pisze, że można by Augustyna porównać „do przesiąkniętego zachodnią kulturą dziewiętnastowiecznego Rosjanina osiadłego w Paryżu. Niedługo jednak powrócił do domu, aby spędzić resztę życia najpierw jako pustelnik, potem jako zwykły kapłan i wreszcie biskup wśród prostych ludzi w Afryce: podobnie jak dziewiętnastowieczna matuszka Rossija ten świat ogarnął go i - jak to często bywa w przypadku ludzi wykształconych - zamknął w sobie jeszcze mocniej w odwecie za to, iż niegdyś został przezeń odrzucony”. W ślad za Augustynem podążać chciała szczęśliwa z powodu nawrócenia syna Monika. Gdy jednak oczekiwała na statek w podrzymskiej Ostii, zachorowała ciężko i umarła. Kilka lat później, już w Afryce, zmarł też Adeodat. Augustyn myślał pewnie, że odtąd będzie mógł spokojnie oddać się pustelniczemu życiu w założonym przez siebie klasztorze. W kręgu przyjaciół, którzy podobnie jak on pragnęli już tylko „poznać Boga i duszę”. Tak się jednak nie stało.

Proszę Boga, aby mnie zabrał do siebie

Sława Augustyna rosła w rzymskiej Afryce coraz bardziej. W swoim ukochanym klasztorze spędził tylko trzy lata, aż do chwili, gdy został pomimo swej woli wyświęcony na kapłana w Hipponie (obecnie Annaba w północno-wschodniej Algierii). Musiał zrezygnować z poświęcenia swego życia jedynie medytacjom i uczyć się - często nie bez oporu - dzielić się z innymi owocami swojego błyskotliwego umysłu. Wkrótce obrano go biskupem Hippony. Odtąd poświęcił się na równi działalności duszpasterskiej i pisarskiej. I stworzył dzieło będące budowlą gigantyczną, z którego przez wieki czerpali pełnymi garściami teologowie i filozofowie. Po powrocie z Italii Augustyn nigdy już Afryki nie opuścił. Ale kolejne publikowane przez niego dzieła szeroko komentowano w całym chrześcijańskim świecie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją