http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nasz plakat, nasz wybór, nasze doniesienie

Agnieszka Urazińska, Łódź
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-11 19:28

Łódzkie feministki i członkowie młodzieżówki socjalistycznej przyszli wczoraj do prokuratury i sami na siebie złożyli doniesienia. Solidaryzują się z autorkami proaborcyjnych plakatów "Mój wybór"

Plakat grupy SROM
Plakat grupy SROM
Plakaty pojawiły się kilka dni temu na łódzkich wiatach przystankowych. Nawiązują do reklamy Mastercard. Młoda kobieta na brzuchu ma napis "Mój wybór", a obok informacje m.in. o tym, że bilet lotniczy w obie strony do Anglii kosztuje 300 zł, aborcja w publicznej przychodni - 0 złotych, za to ulga po zabiegu przeprowadzonym w godnych warunkach jest "bezcenna". Pod publikacją podpisała się anonimowa grupa SROM (Separatystyczne Rewolucyjne Oddziały Maciczne).

Łódzkie MZK plakaty zerwało, bo - jak mówią przedstawiciele spółki - na wiatach powieszono je bez jej zgody.

Katolicki Klub im. św. Wojciecha (przy łódzkim kościele pod tym samym wezwaniem) złożył w prokuraturze doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa (chodzi o namawianie do aborcji - grozi za to do trzech lat więzienia).

Prokuratura sprawę wyjaśnia z urzędu.

- Skoro prokuratura chce walczyć z grupami popierającymi prawo do aborcji, to my przyznajemy, że też jesteśmy winni tej myślozbrodni - mówił wczoraj pod łódzką prokuraturą Jakub Klimczak z młodzieżówki socjalistycznej. - Ja wrzuciłam plakat do internetu - mówiła Judyta Śmiałek z feministycznej Nieformalnej Grupy "Łódź Gender".

Przynieśli ze sobą doniesienia: "Niniejszym przyznajemy się do winy: żądamy zmiany ustawy antyaborcyjnej, jesteśmy zwolennikami przywrócenia kobietom prawa do decydowania o własnym ciele" - napisali.

Uczestnicy happeningu podkreślali, że nie zgadzają się z działaniem łódzkiej prokuratury. Wmaszerowali z doniesieniami do jej siedziby ze szczoteczkami do zębów. - Kto wie, może od razu nas aresztują - ironizował Klimczak.

Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej: - Dostaliśmy trzy pisma. Mamy miesiąc, aby się do nich ustosunkować. Nie będę wchodził w polemikę w organizatorami happeningu. Dodam tylko, że niczego nie przesądzamy. Badamy tylko, czy są w ogóle podstawy do wszczęcia dochodzenia w tej sprawie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':