http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ukraina ma nowy rząd. Ekspresowo

Mariusz Zawadzki
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 11:48

Parlament Ukrainy w ekspresowym tempie, dzień po wejściu w życie zmian ułatwiających tworzenie rządowej koalicji, powołał nowy gabinet. Premierem został Mykoła Azarow, zaufany prezydenta Wiktora Janukowycza

Julia Tymoszenko przed wystąpieniem po tym jak parlament zdymisjonował jej rząd, 3 marca 2010 r.
Fot. REUTERS/GLEB GARANICH
Julia Tymoszenko przed wystąpieniem po tym jak parlament zdymisjonował jej...
Za powołaniem Azarowa na szefa rządu opowiedziało się 240 z 450 deputowanych, w tym ośmiu należących do partii kierowanej przez odwołaną chwilę wcześniej premier Julię Tymoszenko.

Po ogłoszeniu wyników głosowania 63-letni Azarow otrzymał od prezydenta Wiktora Janukowycza duży bukiet czerwonych róż. - Nowy premier będzie posłusznie wykonywał wszystkie rozkazy Janukowycza, który staje się kimś w rodzaju superpremiera - mówi "Gazecie" prof. Myrosław Popowycz, kijowski filozof i politolog.

W latach 2002-04 i 2006-07, kiedy Janukowycz był premierem, Azarow dwukrotnie kierował ministerstwem finansów w randze wicepremiera. - Zna się na finansach, ale to nie jest rzutki menedżer, który mógłby wyprowadzić kraj z kryzysu - ocenia Wołodymyr Horbacz z kijowskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. - Ma jednak niewątpliwą zaletę - przez wiele lat był szefem służby podatkowej, więc wie, jak ściągać pieniądze, co jest potrzebne, by ratować kraj przez bankructwem.

Profesor Popowycz uważa nawet, że szukając pieniędzy do budżetu, Azarow może poróżnić się z wielkim ukraińskim biznesem i tutejszymi oligarchami, którzy dorobili się gigantycznych majątków, działając w szarej strefie.

Wczoraj w parlamencie nowy premier zwięźle i dosadnie odmalował żałosny stan gospodarki. - Po poprzednim rządzie przejmujemy zrujnowany kraj i pusty skarb. Dług publiczny jest trzy razy większy, niż kiedy oddawaliśmy władzę w 2007 roku, nawet bez uchwalonego budżetu na ten rok - wyliczał.

Wbrew szumnym zapowiedziom Janukowycza, który miesiąc temu po minimalnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich nad Tymoszenko obiecywał zasypywać podziały i wyciągnąć rękę do pokonanych, w rządzie znaleźli się wyłącznie jego wieloletni, zaufani współpracownicy. Ministerstwo energetyki wróciło do Jurija Bojki, który w rządach Janukowycza zawsze się zajmował tą bardzo intratną - ze względu na handel gazem z Rosją - sferą gospodarki. Nieco wyróżnia się tylko nominacja na wicepremiera milionera Serhija Tyhipki, który w 2004 r. był szefem sztabu wyborczego Janukowycza, ale ostatnio się usamodzielnił i jako kandydat niezależny startował w wyborach prezydenckich (w pierwszej turze zajął trzecie miejsce z 13 proc. głosów).

Opozycja skupiona wokół byłej premier nie uznaje nowego rządu, ponieważ jego powołanie było możliwe tylko dzięki zmianie zasad tworzenia koalicji. W środę parlament przegłosował, że mogą do niej wchodzić nie tylko kluby, ale i pojedynczy deputowani. Prezydent natychmiast zmianę podpisał. Opozycja uważa, że jest to niezgodne z konstytucją, ale Janukowycz potrzebował tej zmiany, bo do większości brakowało mu kilku głosów, które wczoraj zapewnili mu "zdrajcy" z partii Tymoszenko.

Nowy premier jest też krytykowany za to, że pochodzi z Rosji i bardzo słabo mówi po ukraińsku. Jako wicepremier używał rosyjskiego, wczoraj czytał z kartki, kalecząc język ukraiński. - I już nie zdąży się go nauczyć, bo wyraźnie nie ma zdolności do języków. Podejmie niepopularne decyzje, jak podwyżki cen gazu i elektryczności, i potem go odwołają - przewiduje Popowycz.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':