http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Policja wsadziła pobitą, chorą i niewinną na dołek

Maja Sałwacka, Zielona Góra
2010-03-11, ostatnia aktualizacja 2010-03-11 12:29

Policja
Policja
Fot. Daniel Adamski / AG

Zielonogórzanka przesiedziała noc w areszcie, bo policjant uwierzył, że ukradła komórkę i kask. Nie słuchał tłumaczeń, że ma na te przedmioty rachunki w domu.

ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Justyna, ok. trzydziestki, prowadzi ze wspólnikiem sklep monopolowy. W styczniu się pokłócili. Justyna poprosiła wspólnika o zwrot komórki. Ociągał się, więc poszła do jego domu. - Był pijany, uderzył mnie w twarz i podbił oko - opowiada. Ma obdukcję lekarską. Pobicia nie zdążyła zgłosić, bo sama trafiła za kratki.

Gdy wieczorem znów poszła do wspólnika (omówić z nim ceny w sklepie), nie otworzył jej drzwi, tylko wezwał policję. Powiedział, że pod blokiem awanturuje się złodziejka, która ukradła mu telefon i motocyklowy kask. Po przyjeździe policjant zakuł Justynę w kajdanki i zawiózł na komendę. Tam dowiedziała się, że wspólnik oskarżył ją o kradzież. Tłumaczyła, że kask i komórka są jej własnością. - Mówiłam, że mam w domu paragon, gwarancje. Mogę pokazać. Policjant nie chciał słuchać - opowiada

Próbowała także pokazać SMS-a od wspólnika, w którym prosi ją o pożyczenie telefonu. Ale i to nie odniosło skutku. Nie pomogło nawet, jak pokazała zwolnienie lekarskie wystawione rano. - Poprosiłam, żebyśmy chociaż podjechali do domu po lekarstwa. Ale policjant rozkazał: "na dołek".

Justynę zawieziono do oddalonego o 45 km Żagania, bo zielonogórski areszt jest w remoncie. Rano policjanci z nowej zmiany od razu ją wypuścili.

Małgorzata Stanisławska, rzeczniczka zielonogórskiego komendanta Mariusza Jankowskiego, przyznaje, że kobietę zatrzymano niesłusznie. Zawinił dyżurny, który pochopnie podjął taką decyzję. Policjant wykonywał tylko jego polecenia. Wobec dyżurnego mają być wyciągnięte konsekwencje. Komendant przeprosił Justynę w specjalnym liście.

Mimo to złożyła ona zażalenie na bezzasadne zatrzymanie i 18 lutego sąd przyznał jej rację. - Bulwersujące jest to, że pobitą, chorą i niewinną dziewczynę potraktowano jak pospolitego bandytę - mówi mecenas Sebastian Kordel, który w imieniu Justyny będzie domagał się od policji zadośćuczynienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    71 głosów

Izrael zburzył wioskę, zasypał ''polską'' studnię

Beduińska wioska zrównana z ziemią. Zniszczona co najmniej jedna cysterna na wodę, którą odbudowała PAH

Nonszalancja Marii Czubaszek

Katarzyna Kolenda-Zaleska o wyznaniu Marii Czubaszek: Uwiera mnie łatwość, z jaką opowiada się o najintymniejszych sprawach