Według źródeł "Gazety" w
ABW to właśnie uczucie jest tłem sprawy szpiegowskiej prześwietlanej w białostockim sądzie okręgowym. Olga Solomenik, za którą wystawiono list gończy, ma 43 lata i olśniewający uśmiech. - Uwodziła mężczyzn, przedsiębiorców oraz samorządowców i wyciągała od nich informacje - mówi znający sprawę oficer ABW, który twierdzi, że urokowi Olgi uległ Robert R. z białostockiej delegatury ABW. Został zatrzymany w lutym 2008 roku i oskarżony o "działanie na rzecz obcego wywiadu". Od dwóch lat siedzi w areszcie. Zarzuty są poważne - ujawnienie informacji obcemu wywiadowi oraz złamanie tajemnicy państwowej i służbowej. Grozi mu kara od trzech do 15 lat więzienia, sprawa kwalifikowana jest jako zbrodnia.
Nikt nie chce powiedzieć, jakie dokładnie informacje przekazywał Oldze.
Historię domniemanego szpiega i jego kontaktu operacyjnego opisaliśmy wczoraj w "Gazecie". Ujawniona została w rocznym raporcie z działalności ABW. Od grudnia ub.r. przez białostockim sądem okręgowym toczy się przeciwko byłemu już funkcjonariuszowi całkowicie utajniony proces. Sprawa jest prawie na finiszu. - Jawna będzie tylko sentencja wyroku sądu - zapowiada sędzia Janusz Sulima z białostockiego sądu okręgowego.
Niewiele ma też do powiedzenia obrońca oskarżonego mec. Ewa Andrzejewska: - Nie mogę komentować sprawy. Prostuję tylko, że mój klient nie odpowiada z wolnej stopy [pierwotnie takie informacje otrzymaliśmy z ABW].
Po Oldze Solomenik ślad zaginął w 2008 roku, krótko po aresztowaniu Roberta. Kobieta od 2003 roku mieszkała na jednym z białostockich osiedli razem z synem i przyjaciółką, także Białorusinką. Obie panie prowadziły firmę z bardzo szerokim zakresem działalności: rolnictwo, łowiectwo i leśnictwo z działalnością usługową. Spółka nadal jest zarejestrowana w sądzie, ale już od roku pod wskazanym adresem się nie mieści. Jest tam biuro rachunkowe.
- To była taka firma widmo. Żadni klienci tam nie przychodzili, czasem tylko poczta - mówią najemcy innych lokali w budynku.
Sąsiedzi z bloku dodają, że Olgi nie widzieli od dawna. Jej koleżanka nadal tu mieszka, ale akurat wyjechała na parę dni na
Białoruś.
Konsul Republiki Białorusi w Białymstoku Michał Aleksiejczyk wziął się za poszukiwania, ale utknęły w martwym punkcie: - Po publikacji w mediach sprawdzaliśmy u siebie w dokumentacji, czy wydawaliśmy tej pani jakieś dokumenty. Ale moi pracownicy ustalili, że jej nazwisko u nas nie figuruje. Trochę to dziwne, bo skoro ona była zameldowana w Białymstoku, to ktoś jej musiał wydać dokumenty pozwalające na pobyt czasowy czy stały.
- Nie mieliśmy w tej sprawie żadnych pytań z Białorusi. Sami też nie planujemy interweniować w tej sprawie - dodaje konsul Aleksiejczyk.
Białostockie ABW sprawy nie komentuje.