Kiedy na początku stycznia rwały się oblodzone linie energetycznie, łamały słupy, prądu nie mieli mieszkańcy 70 gmin województw śląskiego i małopolskiego. Żeby życie wróciło do normy - bez prądu nie było wody, ogrzewania, nie funkcjonowały przychodnie, zamykano szkoły - większość wójtów nie czekała, aż energetycy uporają się z gigantyczną awarią sieci.
- Kiedy zobaczyłem, że do linii biegnącej przez zasypany śniegiem las przyjechało kilku pracowników Enionu w cinquecento, zrozumiałem, że musimy sami działać - wspomina jeden z samorządowców.
Dlatego strażacy ochotnicy, których finansują gminy, ruszyli wycinać drzewa w sąsiedztwie zagrożonych linii. Pomagali im mieszkańcy, którzy mieli piły. Do akcji włączyli się też pracownicy gminnych urzędów - w wielu przypadkach usuwali powalone drzewa, żeby
samochody energetyków mogły przedostać się w głąb lasów.
- Dwa razy prezes Enionu Krzysztof Pubrat publicznie się zobowiązał, że zwróci samorządom poniesione przez nie koszty - potwierdza Andrzej Szczeponek, wicedyrektor wydziału zarządzania kryzysowego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.
Chodzi m.in. o: diety dla strażaków i wyżywienie dla nich (tylko wtedy, gdy wycinali drzewa wzdłuż linii energetycznych), zwrot kosztów paliwa do pił i agregatów prądotwórczych, zwrot opłat za wypożyczenie agregatów prądotwórczych (jeśli miały zasilać w energię szkoły, wodociągi i inne obiekty komunalne).
- U mnie wyszło tego 67 tys. zł - wylicza wójt Krzysztof Motyl z gminy Niegowa (Śląskie).
Ale 1 marca w Częstochowie na naradzie dotyczącej finansowych rozliczeń między samorządami, Enionem i rządem energetycy nie byli już tak chętni do zwrotu kosztów.
- Przedstawiciel Enionu sugerował, że zakład energetyczny zapłaci samorządom to, czego nie zapłaci
budżet państwa - opowiada wójt Motyl. - Przedstawiciel wojewody z kolei, że to rząd zapłaci za to, za co nie zapłaci Enion.
Motyl przypomina, że na tej samej naradzie podano informację, iż gminy mogą wysłać do Enionu tzw. notę obciążeniową (sformułowanie to znajduje się w protokole ze spotkania). Już 4 marca wójt Niegowej wysłał dokumenty. Wczoraj dostał odpowiedź: są źle przygotowane, trzeba wysłać jeszcze raz.
- Nie można było zaraz po uporaniu się z awarią przysłać nam informacji, co mamy zrobić, żeby pieniądze dostać? Dla takiej gminy jak moja 67 tys. to spora kwota - oburza się Motyl.
Wójt Janowa Adam Markowski także wysłał do Enionu notę. Załączył do niej kopie rachunków.
- Podejrzewam, że negocjacje lekkie nie będą - ocenia. - Wystąpiłem o zwrot 119 tys. zł. Są w tym np. nadgodziny pracowników zakładu komunalnego zaangażowanych w pomoc Enionowi, wynagrodzenie dla elektryka z uprawnieniami, który podłączał agregaty do sieci, bo bez uprawnień nie miałby prawa tego zrobić. Są też wydatki na zakup agregatów. A tego Enion płacić nie chce. Moim zdaniem niesłusznie, bo to ich obowiązkiem było dostarczyć nam agregaty konieczne do funkcjonowania najważniejszych w gminie obiektów. Mamy to zapewnione w umowie z przedsiębiorstwem. Wydatki na nowe piły dla strażaków także, bo ich się psuły, czyli był to zakup wymuszony.
Markowski czeka na odpowiedź. Z naszych informacji wynika, że - przynajmniej w województwie śląskim - żaden samorząd pieniędzy od Enionu jeszcze nie otrzymał. Tak samo jak żaden prywatny odbiorca ubiegający się o rekompensatę. O tym, że Enion zwleka z wypłatami, "Gazeta" pisała wczoraj. Ujawniliśmy też, że koncern wydał wewnętrzną instrukcję, w której poucza, jak odpowiadać indywidualnym klientom (stosowanie się do instrukcji powoduje wydłużenie postępowania). Ten dokument bada Urząd Regulacji Energetyki, bo już po wstępnej analizie uznał, że nie wszystkie zapisy w instrukcji są zgodne z prawem.
- Wszystkie działania Enion SA prowadzone są zgodnie z prawem, a także w najlepszym interesie klientów - zapewnia rzeczniczka Enionu Ewa Groń.
Jej zdaniem struktura firmy jest bardzo skomplikowana, a klienci nie potrafią jej zrozumieć. To dlatego firma stworzyła instrukcję i szablony odpowiedzi. - To świadczy o najwyższej staranności, jaką Enion przykłada do rozpatrywania tych wniosków. W żadnym wypadku nie ma mowy, że spółka prowadzi działania mające na celu opóźnianie odpowiedzi na wnioski klientów - mówi Groń.
Zapewnia również, że w przypadku rozliczeń z samorządami koncern żadnych instrukcji nie wydawał.