http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Stary boy

Miras Soliwoda
2010-03-14, ostatnia aktualizacja 2010-03-09 14:24

Mieszkam, że tak powiem, w wolno stojącym domu z ogródkiem, z jakich się kiedyś śmiałem, że nigdy bym niezamieszkał. Rozmowa z Muńkiem Staszczykiem

Muniek Staszczyk - wokalista i tekściarz rockowy, od 28 lat lider zespołu T.Love, dla którego napisał m.in. przeboje
Fot. Albert Zawada
Muniek Staszczyk - wokalista i tekściarz rockowy, od 28 lat lider zespołu...
ZOBACZ TAKŻE
Jaka miała być ta twoja pierwsza solowa płyta?

- Chodziło o to, żeby nagrać płytę dorosłą. "Napisz o czterdziestolatkach, o takich facetach jak my, którzy się ślinią na widok o dwadzieścia lat młodszych lasek" - mówił mi Janek Benedek, z którym ją nagrałem. "Chodzi o całą generację...". Tak powstał "Stary boy".

A ty? Jak się czujesz?

- Może już nie boy, ale dość stary. Mam 47 lat, swoje przeżyłem, nie będę się wygłupiał, udawał modniachę i grał indie czy electro. Nasza baza to lata 70., tam masz Davida Bowiego i Queen, ale także The Clash czy Sex Pistols.

Stąd piosenka "Święty"?

- Mam świadomość, że nie mam głosu Mercury'ego, ale zawsze mnie podniecało, żeby zaśpiewać z pianem. Ale nie o trzymaniu za rączkę. Napisałem tekst o Częstochowie, o powrocie do dzieciństwa, do świata, w którym nikogo nie ma. Mieszkają tylko moi rodzice w bloku, w którym się wychowałem. Kolesie albo się zapili na śmierć, albo poumierali.

Odcinasz się od tamtej rzeczywistości?

- Co ty, to moje korzenie, robotnicze podwórko na częstochowskim Rakowie, ja w ogóle lubię ludzi. Jeśli zamknąłbym się w jakimś megastrzeżonym resorcie domkowym, to pewnie strzeliłbym sobie w łeb, jak ten gość w filmie "American Beauty". Ja muszę mieć dostęp do miasta, do ludzi. Fajnym impulsem był dla mnie hip-hop. To taki nowy, podwórkowy krzyk młodzieży, jak kiedyś punk rock. Zakręciło mnie to. Mam robotniczy background i kręci mnie podwórkowa prawda. Dajmy na to Molesta. Niestety, podwórko mogę sobie tylko powspominać, bo mieszkam, że tak powiem, w wolno stojącym domu z ogródkiem, z jakich się kiedyś śmiałem, że nigdy bym nie zamieszkał. Przyjaciół, jak sam wiesz, ma się tylu, że na palcach jednej ręki da się policzyć. Raz na jakiś czas spotykamy się z kolegami, żeby po prostu się napić, jak chłopaki.

A więc dziś chłopak czy mężczyzna?

- Każdy śpiewający na scenie chłopaczyna długo jest gówniarzem. Niektórzy mówią, że to przywilej rock'n'rolla, inni, że wada. Dopiero niedawno stałem się mężczyzną, tak uważam, po czterdziestce.

Myślałeś wtedy, 28 lat temu, że możesz stać się aż tak popularny?

- Wtedy każdy facet w wieku, co ja teraz, wydawał mi się trupem. Ja nie wierzyłem 47-letniemu wokaliście rockowemu. A takie były zespoły, które lansowano pod hasłem "muzyka młodej generacji": Kombi, Exodus czy Turbo. To dla mnie był syf, mnie wziął punk rock, moja muzyka, moje problemy.

Nie wierzyłem, że kiedyś będę miał 47 lat, a zespół będzie wciąż istniał. Wtedy marzeniem było dla mnie zagranie w mojej szkole, w liceum w Częstochowie. Drugim dostanie się do Jarocina. Trzecim nagranie singla dla Tonpressu. A jakby tak jeszcze wyszedł album, longplay - to mogę umierać.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, a próżność jest w naszym zawodzie duża. Pracuję nad tym, żeby móc w ogóle prowadzić zespół. Przez T. Love przewinęło się 30 facetów! Może mam te zdolności do trzymania ludzi w kupie po mamie, chociaż to zupełnie inna, że tak powiem, branża. Mama była kierowniczką sklepu spożywczego w PRL-u, musiała trzymać ludzi w ryzach, no ale to też był zespół.

Twoje młodzieńcze teksty, z czasu stanu wojennego, nie zestarzały się.

- Hasło "no future", "bez przyszłości", które narodziło się w Anglii, tak naprawdę to tu, w Polsce, coś znaczyło. Żyliśmy w czymś w rodzaju kołchozu z elementami getta. Ale w tej niewoli mieliśmy swoją wolność artystyczną. To jest najśmieszniejsze, że Jaruzelski przyczynił się do rozwoju bardzo dobrego gatunku, jakim był polski rock'n'roll lat osiemdziesiątych...

...który dla ciebie zaczął się od zespołów Kryzys i Tilt?

- Wcześniej był Niemen, był Breakout - oni się wyłamywali - ale generalnie ten nasz rock'n'roll to były takie różne Czerwone Gitary; z całym szacunkiem dla ich kunsztu pisania piosenek. No ale te piosenki poruszały wyłącznie tematy typu: "Potrzymam cię za rękę albo jeszcze za coś". My śpiewaliśmy o innych rzeczach.

Uczyłeś się kiedykolwiek śpiewać?

- Rozśpiewałem się, że tak powiem, naturalnie. Lekcji śpiewu nie brałem, tylko emisji. Ale to było 20 lat temu. U takiej babci, która uczyła aktorów, nie wiem, czy jeszcze przed wojną, czy zaraz po wojnie. Ale jestem prawie 30 lat na scenie, więc musi być jakiś progres. Czasem irytuje mnie taki schemat, który się za mną ciągnie: on tylko teksty pisze, śpiewać nie umie. To jest krzywdzące. W swoich rejestrach jestem OK, choć mojego głosu nie musi się lubić.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów