Na początek brawo za autoironię - Muchy, kiedyś bombastycznie tytułowane "najlepszym polskim zespołem bez kontraktu" i lansowane na gwiazdę, drugą płytę w dyskografii nazywają "Notoryczni debiutanci". Na tym nie koniec. Podobać może się więcej niż sam tytuł. Poznaniacy nie decydują się na rewoltę w stylistyce. Ale potrafią fajnie ją urozmaicić. Obracają się między indie rockiem, którego ramy wyznaczyli The Strokes czy Franz Ferdinand, a klasyką spod znaku The Smiths. Jednak na tyle często zmieniają tempa i dorzucają aranżacyjne smaczki, że przy "Notorycznych debiutantach" nuda nie grozi. To także zasługa frontmana. Michał Wiraszko już wcześniej udowodnił, że jest charakterystycznym wokalistą. Teraz pokazuje, że potrafi ciekawie bawić się głosem. Bywa też czasem typowany na głos pokolenia. Z tym gorzej, bo na płycie sporo jest fajnych metafor i skojarzeń, ale ważkich treści jak na lekarstwo. Choć gdy Wiraszko śpiewa: "To będzie dobry rok bez wspomnień i rozczarowań", ja mu wierzę. Bo 2010 faktycznie może być dla Much dobrym rokiem.