Akt I - totalna pomyłka W pierwszej części dyskutowali Joanna Szczepkowska i
Kuba Wojewódzki. A debata ta była totalną pomyłką. Wojewódzki rozwodził się nad tym, jak to fajnie grać w teatrze Michała Żebrowskiego, szczególnie gdy jest się amatorem. A gra w sztuce "Zagraj to jeszcze raz, Sam". Mówił, że widzowie go docenili. I rozczulał się nad sobą, jak to profesjonalni aktorzy go atakują i mu zazdroszczą. Jedyne zdanie, które w jego wywodzie miało jakąś wartość to takie, że znani z telewizji prezenterzy, satyrycy czy innej maści celebryci, zaangażowani do teatru, mogą przyciągnąć nową publiczność. I dobrze. Choć porównanie sztuki, w której gra Wojewódzki z "Traviatą" Trelińskiego może być odebrane przez fanów tego drugiego dzieła jako nadużycie (W "Traviacie" występują z kolei tancerze z "Tańca z Gwiazdami").
Natomiast Joanna Szczepkowska chciała porozmawiać o teatrze wartościowym, o granicach sztuki, o eksperymentowaniu. I niezależnie od tego, jak oceniamy jej gest pokazania pośladków w przedstawieniu Krystiana Lupy "Persona. Ciało Simone", to chyba jest jasne, że akurat Kuba Wojewódzki nie mógł być partnerem do takiej rozmowy - i nie był. Bo jego specjalnością nie jest teatr, tylko satyryczny, telewizyjny show. Tak więc była to debata z serii "Rozmawiała gęś z prosięciem bardzo głośno i z przejęciem" tylko nie wiadomo o czym.
Bardzo dobry Akt II Druga część programu była bardzo dobra. Dyskusja dotyczyła projektu ustawy, rozpatrywanego przez Sejm, a przede wszystkim przepisu, który pozwala pracownikowi socjalnemu zabrać dziecko rodzicom bez decyzji sądu w razie zagrożenia jego zdrowia i życia.
Katarzyna Piekarska z
SLD próbowała przekonać widzów, że zdarzają się przypadki, iż dzieci trzeba odseparować natychmiast, bo czekanie na decyzje sądu może się skończyć nieszczęściem. I była bardzo przekonywująca. Podkreślała, że nie chodzi o przypadki, kiedy dzieci są odbierane z powodu biedy czy choroby rodziców. Bo wtedy decyzję podejmowałby sąd, tak jak dziś.
Niestety Tomasz Terlikowski i Karolina Elbanowska (przeciwnicy ustawy) traktowali każdą próbę przeciwdziałania przemocy w rodzinie w kategoriach ataku na instytucję rodziny jako taką. A to podejście absurdalne. Groteskowe było też przywoływanie przez Terlikowskiego przykładu z Szwecji, gdzie komuś zabrano dziecko, i przeniesiono do rodziny zastępczej, gdzie ono następnie zmarło.
Ale dyskusja była dobra. I to mimo tego, że Terlikowskiego poniosły emocje i obraził psycholożkę Dorotę Zawadzką (słynną Supernianię). Bo obie strony sporu przedstawiły swoje argumenty dość precyzyjnie i widz mógł się zorientować, gdzie jest istota tego ważnego sporu.
Terlikowski i Elbanowska mieli poważne zarzuty, nad którymi nie da się przejść ot tak do porządku dziennego. Jeśli ustawa zakazuje znęcania się i przemocy psychicznej wobec dziecka, to czy nie jest to pojęcie zbyt szerokie? Czy każde nasze polecenie nie będzie uznane za coś, co zawiera się w tej pojemnym określeniu? Na to ani Dorota Zawadzka, ani Katarzyna Piekarska nie odpowiedziały przekonująco.
Dyskusja nad tymi przepisami jest potrzebna w Sejmie, co nie zmienia postaci rzeczy, że ustawa - możliwie precyzyjna - powinna być jak najszybciej uchwalona.
"Tomasz Lis na żywo", Program II TVP, poniedziałek, 8 marca