Pierwsza zaczęła się, gdy w niedzielę wieczorem poseł
PiS Paweł Poncyljusz omyłkowo wysłał do wszystkich znajomych na portalu społecznościowym Twitter krótki komunikat, po którym jego przyszłość w partii zaczęła rysować się niezbyt pewnie: "Kongres potwierdził schyłek. Dalej będą tylko seanse mocy i akademie ku czci. Szkoda PiS".
- Jesteśmy zaklęśnięci. Kongres nie był przełomem w sensie politycznym, przekazu na zewnątrz - uzupełniał wczoraj w "Kontrwywiadzie" RMF FM. Zaznaczył, że Jarosławowi Kaczyńskiemu przydałby się "surowy cenzor, ale w duchu miłości, przyjaźni i troski o PiS".
Po tym wywiadzie Poncyljusz już nie odbierał telefonu. - Paweł nie chce odejść z PiS, ale nie chce też, by PiS był taką pszenno-buraczaną partią, która na kongresie mówi o cenach pszenicy konsumpcyjnej - mówi jego znajomy, nawiązując do jednego z wystąpień na kongresie.
- Kilku kolegów po to, żeby przebić się w mediach, powie absolutnie wszystko. Dlaczego nie mieli tyle odwagi podczas debaty na kongresie? - skomentował słowa Poncyljusza rzecznik PiS Adam Bielan (też zresztą na Twitterze).
Druga awantura zaczęła się już na kongresie, gdy poseł Adam Hofman w "Rzeczpospolitej" nie wykluczył koalicji z
SLD. Wczoraj w Radiu TOK FM mówił o tym - aprobująco -
Aleksander Kwaśniewski: - Koalicja PiS-SLD oparta na pragmatycznym programie ku przyszłości jest realna i nie odrzucałbym takiej możliwości. Dla trzydziestoparolatków takie zostawienie historii w kącie nie wydaje mi się niemożliwe.