http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Religijna rzeź w Nigerii

Wojciech Jagielski
2010-03-09, ostatnia aktualizacja 2010-03-08 19:12

Pół tysiąca chrześcijan - głównie dzieci, kobiet i starców - zginęło w kolejnych religijnych pogromach będących przekleństwem tego najludniejszego z krajów Afryki

Do zamieszek doszło na przedmieściach Jos w środkowej Nigerii
Fot. maps.google.pl
Do zamieszek doszło na przedmieściach Jos w środkowej Nigerii
SERWISY
Tym razem napastnikami byli wyznający islam pasterze Fulani, którzy o trzeciej nad ranem zaatakowali ze wzgórz pogrążoną we śnie wioskę Dogo Nahawa zamieszkaną przez chrześcijan z ludu Berom. Choć w całym stanie Plateau od stycznia obowiązuje stan wyjątkowy i godzina policyjna od zmierzchu do świtu, tej nocy w wiosce nie było choćby jednego policjanta, a pierwsi żołnierze dotarli dopiero w niedzielne południe. Tej nocy Fulani napadli też co najmniej na dwie inne chrześcijańskie wioski.

Zbiegając ze wzgórz, napastnicy strzelali z karabinów i strzelb po to, by przerazić mieszkańców Dogo Nahawa i sprawić, by wybiegli z chałup na podwórza i ulice, gdzie byli łatwą ofiarą. Zaskoczonych i bezbronnych Beromów napastnicy mordowali już maczetami i nożami. W ciągu trwającej trzy godziny rzezi zabili prawie pół tysiąca ludzi - głównie dzieci, kobiety i starców, których najłatwiej było dogonić. Opuszczając napadnięte wioski, Fulani puścili je z dymem.

Przywódcy Beromów uważają, że atak na Dogo Nahawa był odwetem za styczniowe pogromy w leżącym zaledwie kilka kilometrów na północ mieście Jos, stolicy stanu Plateau. W trwających cztery dni ulicznych zamieszkach w Jos też zginęło wtedy prawie pół tysiąca ludzi, głównie muzułmanów.

Spory i wojny między muzułmanami i chrześcijanami są zmorą Nigerii od jej powstania. Co gorsza, podziały religijne nakładają się na podziały geograficzne i etniczne, co sprawia, że wielu znawców Afryki od lat wróży Nigerii wojny domowe i rozpad państwa.

Na północy kraju mieszkają ludy muzułmańskie, głównie Hausańczycy i Fulani. Na południu żyją chrześcijanie, głównie ludy Joruba oraz Ibo i Ijaw. Między wschodem i zachodem także dochodzi do sporów i konfliktów. Jedyna w Nigerii wojna domowa z początku lat 60. toczyła się właśnie w kraju Ibów - w bogatej w ropę Biafrze, która spróbowała secesji. Zginęło wtedy prawie 2 mln ludzi.

W ostatnich latach wraz z przemieszczeniem się ludności z wiosek do wielkich metropolii konflikty religijne i etniczne przestały mieć charakter regionalny, za to zaczęło ginąć w nich coraz więcej ludzi. W ciągu ostatniej dekady w zamieszkach religijnych zginęło kilkanaście tysięcy osób.

Stan Plateau i jego stolica Jos są w ostatnich latach jedną z głównych aren starć między muzułmanami i chrześcijanami, których jest tu mniej więcej tyle samo i żyją po sąsiedzku. Wielu chrześcijan przeniosło się tu z północy, gdzie większość stanów wprowadziła w 2000 r. szariat, czyli prawo koraniczne.

Chrześcijańskie ludy Berom, Anaguta i Afizere twierdzą, że mieszkają tu od zawsze, a wyznający islam Hausańczycy i Fulani przybyli tu z północy, by wypasać stada bydła. Hausańczycy i Fulani swoje prawo do tutejszych ziemi wywodzą z faktu, że od początku XX w. to ich rodacy byli władcami Jos. Powodem do zamieszek są wybory, podział posad w miejscowych władzach, budowa meczetu czy kościoła.

Nowa plaga waśni religijnych i etnicznych byłaby śmiertelnym zagrożeniem dla Nigerii pogrążonej w głębokim kryzysie politycznym i szykującej się do nowych wyborów prezydenckich. Przyczyną kryzysu jest ciężka choroba panującego od 2007 r. prezydenta Umaru Yar'Adua, który niedawno wrócił do kraju po prawie trzymiesięcznym leczeniu w Arabii Saudyjskiej.

Wyjeżdżając na kurację, Yar'Adua nie był w stanie rządzić, ale nie przekazał też władzy swemu zastępcy Goodluckowi Jonathanowi i w kraju zapanowało bezkrólewie. Straciwszy nadzieję, że prezydent kiedykolwiek wróci do stolicy, nigeryjscy posłowie, senatorowie, ministrowie i gubernatorzy zdecydowali się nagiąć konstytucję i ogłosić wiceprezydenta urzędującym szefem państwa.

Od powrotu Yar'Adua Nigeria ma więc dwóch prezydentów. Ma też władczynię w osobie pani Turai, żony Yar'Aduy, która nie pozwala schorowanemu mężowi złożyć rezygnacji i tym samym przekazać władzy wiceprezydentowi. Odcinając innym dostęp do prezydenta, pani Turai sama ogłasza, co zdecydował.

Od wyborów w 1999 r. kończących epokę wojskowych dyktatur polityczne elity Nigerii zawarły dżentelmeńską umowę, że dla dobra i bezpieczeństwa podzielonego religijnie i etnicznie kraju rządzić będą na przemian muzułmanie z północy z chrześcijanami z południa. Po ośmiu latach panowania Oluseguna Obasanjo, chrześcijanina z ludu Joruba, w 2007 r. przyszła kolej na muzułmanina z północy. Hausańczyk Yar'Adua miał panować do 2015 r.

Choroby nie pozwolą mu zapewne ubiegać się o reelekcję w 2011 r., a muzułmanie z północy obawiają się, że zasmakowawszy we władzy Goodluck Jonathan, chrześcijanin z ludu Ijaw, może nie oddać jej dobrowolnie muzułmaninowi i sam stanie do elekcji, którą jako władcy łatwiej będzie mu wygrać.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':