http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Statystyka według prezesa PiS

Witold Gadomski
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-07 23:42

Statystyka jest niczym latarnia dla pijaka, służy jako podparcie, a nie oświetlenie. Jarosław Kaczyński tę żartobliwą definicję statystyki potraktował poważnie i na kongresie PiS naginał ją na użytek własnej propagandy

Jarosław Kaczyński przemawia na kongresie PiS
Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński przemawia na kongresie PiS
ZOBACZ TAKŻE
Jego wystąpienie na kongresie PiS to miszmasz majacy niewiele sensu, ale gromko oklaskiwany przez ponad tysiąc delegatów PiS.

"Kiedy my rządziliśmy, deficyt budżetowy wynosił 16 miliardów, teraz są to 52 miliardy, a jest to tylko deficyt oficjalny. I jest jeszcze ukryty, a więc jest on przeszło trzy razy większy na głowę" - wyjaśniał Kaczyński. A raczej zaciemniał. Otóż za rządu Kaczyńskiego deficyt budżetu centralnego wynosił: w roku 2006 - 25,1 mld zł, w 2007 - 16,9 mld zł. Za rządu Tuska: w roku 2008 - 24,6 mld zł, w 2009 - 23,8 mld zł. Liczby te niewiele mówią o rzeczywistym stanie finansów publicznych. Lepiej sięgnąć po dane GUS pokazujące wielkość całego deficytu finansów publicznych (także samorządów, transferów do OFE i funduszy pozabudżetowych) w stosunku do PKB. W roku 2006 deficyt finansów publicznych wyniósł 3,6 proc. PKB, w 2007 - 1,9 proc. PKB, w 2008 - 3,6 proc. PKB, a w 2009 według szacunków - 6,3 proc. PKB.

Liczbom tym warto się przyjrzeć dokładniej. W latach 2006 i 2007, gdy gospodarka rosła, aż furczało, rząd PiS nie był w stanie zrównoważyć wydatków z dochodami. Nie wykorzystał dobrej koniunktury do ograniczenia długu publicznego. Gdy jesienią 2005 roku PiS przejmował władzę, zadłużenie sektora finansów publicznych wynosiło 460,2 mld zł, a gdy władzę oddawał dwa lata później - 527,4 mld zł. W ciągu dwóch lat, zamiast zmniejszyć dług, dołożył do niego przeszło 67 mld zł. Dlatego ostrzeżenia Jarosława Kaczyńskiego, że rząd Tuska za bardzo zadłuża państwo, są niewiarygodne.

Dodajmy do tego dwa znane fakty. Ubiegłoroczna dziura w budżecie jest częściowo zasługą rządu poprzedniego, który podjął decyzje o obniżeniu podatków i składek rentowych. 20-miliardowy uszczerbek dochodów budżetowych z tego tytułu pogorszył stan finansów publicznych, choć z drugiej strony złagodził recesję. Gdyby Kaczyński lepiej rozumiał procesy gospodarcze, mógłby tym faktem się pochwalić i powiedzieć: tak, większa dziura w budżecie to częściowo moja zasługa, ale również ja mam udział w sukcesie, jakim było utrzymanie przez Polskę - jedynego kraju w Europie - wzrostu.

Sprawa druga: przed rokiem wszyscy politycy PiS domagali się, by rząd jeszcze bardziej stymulował gospodarkę, zwiększając wydatki. Minister Jacek Rostowski nie poddał się tej presji (także presji międzynarodowych instytucji) i wydatki obciął, wywołując lawinę krytyki ze strony PiS i SLD. I dzięki temu nasze finanse są w lepszym stanie niż większości krajów w Europie.

Dokonane przez Kaczyńskiego na zjeździe PiS porównanie Polski do Grecji, która miała deficyt 12-proc., a jej dług publiczny sięga 120 proc. PKB, jest absurdem. Co nie znaczy, że rosnący dług publiczny można lekceważyć.

W ubiegłym tygodniu Jacek Rostowski przedstawił prezydentowi pakiet reform dla konsolidacji finansów publicznych. Prezydent podczas posiedzenia Narodowej Rady Rozwoju nie wyraził większego zainteresowania rządowym dokumentem, mówił jedynie, że naprawa finansów publicznych to trudny problem. Wczoraj w Radiu ZET szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło z lekceważeniem mówił o propozycjach Rostowskiego, nazywając je "dziesięcioma stronami ogólników". Dokument liczy 20 stron i wypełniony jest konkretnymi propozycjami zmian ustawowych oraz obliczeniami ich skutków dla finansów państwa.

Jak to jest - czy politycy PiS nie doczytali, czy nie zrozumieli?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    61 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego