To z tej dwójki działacze Platformy wyłonią w prawyborach tego, który zostanie kandydatem partii w walce o fotel prezydenta. Spośród 7 tys. członków stowarzyszenia Młodych Demokratów duża część jest członkami PO. To ich głosy mogą być rozstrzygające. Stąd obecność Komorowskiego i Sikorskiego na sobotnim zjeździe stowarzyszenia.
Komorowski mówił, że najważniejsze dla niego w polityce są: ideowość, śmiałość w głoszeniu własnych poglądów i przewidywalność. Jeśli zostanie prezydentem, będzie starać się o dalszą modernizację Polski, umacnianie wolności i wolność słowa, w tym także powszechny dostęp do internetu.
- Prezydent nie może być rządem na wygnaniu ani mediatorem w konfliktach społecznych. Nie może się zachowywać jak trzecia izba parlamentu - mówił z kolei o swojej wizji prezydentury Sikorski. Podkreślił, że głowa państwa ma skupić się na sprawach zagranicznych i obronnych.
- Dodawać prestiżu naszemu krajowi, mówić Europie i światu dobre rzeczy o Polsce językiem, który świat rozumie. Panować, a nie rządzić, służyć rządowi radą, czasami napomnieniem, ale zawsze reprezentować jego stanowisko - wymienił powinności prezydenta Sikorski. - Głowa państwa powinna stać na straży praw i wolności obywatelskich - dodał.
Pytany o najważniejsze wartości minister spraw zagranicznych wymienił patriotyzm, wolność i profesjonalizm, a marszałek Sejmu stwierdził, że w młodości był rewolucjonistą, choć nie socjalistą. Komorowski podkreślił, że do 1989 roku kierował się radykalizmem, a potem realizmem i pragmatyzmem. Mówił też, co wiele osób odczytało jako przytyk pod adresem Sikorskiego, o odpowiedzialnym dojrzewaniu do stanowisk politycznych.
Sikorski nie pozostał swojemu konkurentowi dłużny. Wypomniał mu, że w zamrażarce czeka projekt ustawy o in vitro. Po deklaracji Komorowskiego, że należałoby wprowadzić parytety promujące w polityce ludzi młodych, Sikorski odparował, że nie zamierza schlebiać zgromadzonym. - Młodzi potrafią się przebić bez takich protez - stwierdził.
Komorowski pokpiwał z Sikorskiego, że już też nie jest małolatem, ten mu odpłacił drwiną z Janusza Palikota, którego ostatnie wypowiedzi ściągnęły krytykę na całą partię. - Rozumiem, że mówiąc o przewidywalności, właśnie jego masz na myśli - stwierdził Sikorski.
Do ostrzejszego starcia między ubiegającymi się o partyjną nominację politykami jednak nie doszło, bo - jak się okazało - w kilku sprawach (in vitro, parytet dla kobiet) ich poglądy specjalnie się nie różnią, więcej każdy z nich mówił o przeszłości oraz o swych politycznych planach.
Sikorski pochwalił się, że w młodości pracował w pubie i był hotelowym recepcjonistą, a wychował się, jak premier
Donald Tusk, na podwórku. Zapewnił, że gdyby został prezydentem, to wprowadziłby razem z nim Polskę do europejskiej ligi mistrzów.
Komorowski przypominał z kolei, że kilka razy siedział w więzieniu za działalność w opozycji, pochwalił się, że jego kandydaturę w zbliżających się wyborach wsparli m.in.
Lech Wałęsa,
Władysław Bartoszewski i
Tadeusz Mazowiecki.
Drwił z
PiS-u: - Jest jak zdezelowana dubeltówka. Wszystko jedno, która lufa wystrzeli, efekt będzie ten sam: Kaczyński - mówił marszałek Sejmu.
Poza salą zjazdu delegaci chwalili głównie Komorowskiego. - Lepiej się zaprezentował, bo był bardziej naturalny. Sikorski, chociaż młodszy, wzbudził mniejszą sympatię, bo jest w nim coś wyniosłego - mówił nam członek stowarzyszenia z Wielkopolski. A Arkadiusz Godlewski, działacz z Katowic, w portalu twitter.com podsumował debatę: Świetne wystąpienie Komorowskiego, odwaga, odpowiedzialność, ideowość, przymioty polityka.