Zadłużona
Grecja potrzebuje międzynarodowej pomocy, bez której grozi jej niewypłacalność. Rząd grecki musi znaleźć w tym roku 53 mld euro na spłatę długu i finansowanie ogromnego deficytu. Co najmniej 20 mld potrzebuje do końca maja. Wielcy spekulanci specjalizujący się w atakach na kraje chore na zadłużenie już ostrzą sobie zęby. Mogą użyć miliardów euro, by grać na zniżkę kursu greckich obligacji. Taki atak byłby groźny dla stabilności euro - waluty, która obowiązuje także w Grecji. Problem wykracza zatem poza granice jednego kraju. Grecka choroba może zainfekować całą Europę.
Instytucją specjalizującą się w ratowaniu zagrożonych bankructwem państw jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Dysponuje potężnymi rezerwami, które powinny odstraszyć spekulantów. Ma też doświadczenie w kontrolowaniu stanu finansów państw i procedury opisujące, jak je naprawiać. MFW pożycza pieniądze krajom, które mają problemy finansowe, i kontroluje ich wydawanie. To drugie jest sprawą kluczową. Chodzi o to, by kraj, który popadł w kłopoty przez rozrzutną politykę budżetową, nie przejadł pożyczki, lecz wykorzystał ją do naprawy finansów. MFW dysponuje "batem", by wymusić na ratowanych przez siebie krajach rozsądną współpracę.
Unia Europejska nie ma ani gotowego funduszu ratunkowego (musiałyby go dopiero stworzyć rządy europejskie, zrzucając się na Greków), ani procedur określających, jak sobie radzić w takiej sytuacji. W przeszłości Unia przymykała oko na fałszowanie statystyk przez greckie rządy, które udawały, że przestrzegają w polityce budżetowej europejskich standardów. Nie ma zatem żadnej gwarancji, że tym razem pomoc udzielona Grecji przez Unię zostanie właściwie wykorzystana.
Europejscy politycy nie bardzo wiedzą, jak mają pomóc Grecji. "Grecja naprawdę musi coś zrobić i Grecja właśnie to robi" - powiedział wczoraj premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, przewodniczący krajów strefy euro. I dodał: "Jeśli to wszystko okaże się niewystarczające, strefa euro będzie gotowa zapewnić stabilność finansową krajom będącym w tej strefie. Ale nie oczekuję, że to będzie konieczne". Jak na dramatyzm sytuacji wypowiedź wyjątkowo mętna. Kanclerz
Angela Merkel, która wczoraj spotkała się z premierem Grecji Papandreu, z góry zapowiedziała, że zaoferuje Grecji pomoc polityczną, ale nie wsparcie finansowe.
Grecja powinna zatem jak najszybciej zwrócić się o pomoc do MFW, który skontrolowałby stan finansów, określił potrzeby i przyznał pożyczkę uwarunkowaną naprawą finansów greckiego państwa. Fundusz właśnie od tego jest.
Ale politycy krajów strefy euro, a także przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego odradzają Grekom zwrócenie się o pomoc do MFW. Uważają, że problemy krajów strefy euro powinny być rozwiązywane wewnątrz niej.
Jeśli Grecji pomoże Międzynarodowy Fundusz Walutowy, będzie to oczywistym sygnałem, że euroland nie potrafi pomóc krajom członkowskim w ich kłopotach finansowych. Może być jeszcze gorzej, gdy kontrolerzy MFW znajdą nieprawidłowości w rozliczeniach rządu greckiego z instytucjami unijnymi. Zażądają, by Europejski Bank Centralny pokazał, jakie sumy jest mu winna Grecja. Jeśli kraj ten nie realizowałby uzgodnionego z MFW programu ratunkowego, kolejna transza kredytu zostałaby wstrzymana. Wówczas i EBC musiałby zaprzestać dalszego wspierania Grecji i pozostałby ze stertą makulatury - greckimi obligacjami, których wartość nominalna zdaniem niektórych ekspertów sięga 100 mld euro.
- W takiej sytuacji Amerykanie i Chińczycy, którzy rządzą Funduszem, będą decydowali o kursie euro - powiedział Jean-Claude Trichet, prezes EBC.
W Grecji toczy się więc bitwa, której skutki mogą być daleko poważniejsze niż I i II wojny peloponeskiej. Chodzi o przyszły kształt Unii Europejskiej i strefy euro. Rozstrzygają się kwestie, czy Europa potrafi sama radzić sobie z kryzysami, czy potrzebuje pomocy z zewnątrz, czy jej czołowi politycy mają wystarczającą wyobraźnię i sprawność, by stawić czoła kryzysowi, czy też uznają, że wszystkie problemy można odkładać na później. W tej bitwie Europa może ponieść klęskę, jeśli działając nieudolnie, dopuści do katastrofy greckich finansów. Powinniśmy więc uważnie przyglądać się sprawom greckim i europejskim, gdyż ich skutki mogą być dla Polski znacznie poważniejsze niż kolejna awanturka między naszymi politykami.