Lech Kaczyński dostał od Krajowej Rady Sądownictwa dwóch kandydatów do wyboru: Seremeta i urzędującego szefa Prokuratury Krajowej Edwarda Zalewskiego. - Sędzia Seremet jest człowiekiem spoza świata prokuratury, co w tym przypadku uznałem za zaletę - uzasadnił prezydent.
Takie uzasadnienie sugeruje, że o wyborze zdecydowała sprawa obsady stanowisk w nowej prokuraturze. Gdyby wybór padł na Zalewskiego, na nominację do Prokuratury Generalnej nie mieliby szans m.in. mianowani przez Zbigniewa Ziobrę prokuratorzy rozwiązywanej Prokuratury Krajowej: Bogdan Święczkowski, Jerzy Engelking, Grzegorz Ocieczek, Dariusz Barski czy Andrzej Kryże. Nie byłoby też szans na nominacje na szefów prokuratur - od kwietnia będą to funkcje z czteroletnią kadencją - ludzi związanych z proziobrowym Stowarzyszeniem Prokuratorów "Ad Vocem".
Media donosiły, że prezydent nie ogłosił nominata na prokuratora generalnego w czwartek (choć takie były zapowiedzi), bo przekonywał Andrzeja Seremeta, aby zobowiązał się wziąć na swojego zastępcę Dariusza Barskiego. Ze źródeł "Gazety" wynika, że Seremet się nie zgodził.
W najbliższym czasie powinien powołać prokuratorów Prokuratury Generalnej i spośród nich wybrać swojego pierwszego i pozostałych zastępców - ustawa nie mówi, ilu powinno ich być. Ponieważ jednak nominacja wymaga kontrasygnaty premiera, będzie musiał liczbę zastępców i same nazwiska kandydatów na nich uzgodnić z ministrem sprawiedliwości.
Z tym samym ministrem - który nieoficjalnie popierał Zalewskiego - będzie też musiał stale współpracować. To szef resortu bowiem ma ustalać
budżet prokuratury i wydawać wszelkie rozporządzenia, w tym jej regulamin działania - równie ważny jak ustawa. Regulamin przygotował już zresztą zespół pod kierownictwem Zalewskiego. Zawiera oprotestowany przez znakomitą większość prokuratorów system ocen, który ma być obiektywnym kryterium awansów (do tej pory o awansie decydowały często dobre stosunki z kierownictwem).
Andrzej Seremet, do tej pory sędzia Sądu Apelacyjnego w Krakowie, jest - jak określił go w rozmowie z "Gazetą" b. minister sprawiedliwości, krakowski prawnik
Zbigniew Ćwiąkalski - "niczyim człowiekiem". Co, w połączeniu z jego doświadczeniem sędziowskiej niezawisłości, daje gwarancję, że będzie autentycznie niezależny.
Z rozmów z innymi znanymi krakowskimi prawnikami wynika, że nie udziela się towarzysko, a powszechnie znany stał się dopiero jako kandydat na prokuratora generalnego. Nikt nie potrafił nam powiedzieć, czy, a jeśli tak, to z kim z prokuratorów utrzymuje kontakty. - To doskonały sędzia. Jako adwokat trafiałem na niego w sądzie, ale prywatnie go nie znam. Wiem tylko, że jego orzeczenia są bardzo cenione za profesjonalizm - mówi prof.
Jan Widacki. Rzeczywiście, jego wyroki publikowane są w zbiorach orzecznictwa, m.in. w popularnym LEX-ie, co dowodzi ich wysokiego poziomu.
Podczas przesłuchań w ramach konkursu na prokuratora generalnego za najważniejsze zadanie uznał skończenie z przewlekłością postępowań. Bardzo krytykował pochopność i przewlekłość stosowania aresztów tymczasowych. Chciałby lepszej współpracy prokuratury z policją, powierzenia prokuratorom wyłącznie śledztw - dochodzeniami zajmowałaby się samodzielnie
policja.
Jest też za zwiększeniem sądowej kontroli nad podsłuchami. Ma 51 lat, sądzi od 1985 r. z dwuletnią przerwą. Przez wiele lat był rzecznikiem dyscyplinarnym apelacji krakowskiej.