W sobotę zaczyna się dwudniowy kongres
PiS w Poznaniu. 1,2 tys. delegatów wybierze na kolejną kadencję szefa partii Jarosława Kaczyńskiego i udzieli poparcia Lechowi Kaczyńskiemu w wyborach prezydenckich.
Rozmowa z Tadeuszem Szawielem socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego Wojciech Szacki: Jarosław Kaczyński pozostanie szefem PiS. "Bez niego nie ma partii" - tłumaczą w PiS. A przecież przegrał ostatnie wybory, a PiS od dwóch lat jest w sondażach daleko za PO. Tadeusz Szawiel: PiS nie ma alternatywy. Zmiana przywództwa, jeżeli nie ma być groźna dla partii, musi dokonać się w porozumieniu z Jarosławem Kaczyńskim.
Prezes jest przyzwyczajony do pewnego sposobu mówienia, na który nikt nie ma wpływu. Wystarczy przypomnieć ostatni wywiad w "Newsweeku". I to się raczej nie zmieni. Kaczyński jest jednak gwarantem istnienia partii. Jedynym. Ale PiS ma inne problemy.
Jakie? - W 2005 r. elektorat PiS nie różnił się bardzo od elektoratu PO. Część ówczesnych wyborców PiS zraził do siebie lub rozczarował; dziś PiS w porównaniu z PO ma elektorat starszy, gorzej wykształcony, mieszkający raczej poza wielkimi miastami, bardziej religijny.
Nie ma zasadniczych przeszkód, żeby PiS odzyskał poparcie młodszych, lepiej wykształconych, mieszkających w dużych miastach. Tu osoba lidera nie jest zasadniczą przeszkodą, przecież George W. Bush też był niepopularny.
Czy apel do nich będzie wiarygodny? Po koalicji z Samoobroną i LPR, po wykształciuchach, po "oni stoją tam, gdzie stało ZOMO"? - Dlatego mówię, że PiS ma problem i ma świadomość tego problemu. Stąd próby zmiany wizerunku, ale niekonsekwentne. W zeszłym roku na chwilę pojawiły się "aniołki" - Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalii-Świat i Joanna Kluzik-Rostkowska. Miały ocieplić wizerunek partii, i to był dobry pomysł, należało iść konsekwentnie w tym kierunku, ale PiS szybko z niego zrezygnował.
PiS nie może sobie pozwolić na to, by jego wizerunek kojarzył się głównie z hakami i agentem Tomkiem. Potrzebny jest nowy język, nowe pomysły, nowi ludzie.
Jakie pomysły? Po co Polsce PiS? Co może zaproponować wyborcom? - Nowoczesną wersję solidarności społecznej, wizję państwa aktywnego w sferze bezpieczeństwa wewnętrznego i socjalnego, to może być atrakcyjne. Także wizję Polski, która czuje się odpowiedzialna za wschód Europy.
PiS mógłby też odpowiedzieć na dynamizm pokoleń urodzonych w latach 80., lepiej wykształconych, już po studiach, szukających swojego miejsca, które bynajmniej nie marzą jedynie o tym, by jak najszybciej wyjechać z kraju. Zwłaszcza że PO nie potrafiła odpowiedzieć na ten dynamizm.
Problemem nie są zresztą pomysły, ale ich prezentacja dostosowana do wrażliwości i drażliwości Polaków. Tu PiS, niestety, nie ma ani intuicji, ani ucha.
Politycy PiS skarżą się, że są czarnym ludem w popkulturze. - Bo tak jest. Ale nie ma co się obrażać na media i nie da się z tym uporać z dnia na dzień. Tu trzeba konsekwencji.
Ale Jarosław Kaczyński - jak przyznaje nawet spin doktor Adam Bielan - nie poddaje się radom specjalistów od wizerunku... - Prezes jest, jaki jest, i to się nie zmieni. PiS potrzebuje nowych twarzy. Ma niezłe kadry na poziomie samorządów, ma potencjał ludzki, ale trzeba go pokazać. Brakuje mu polityków typu Bronisław Komorowski,
Radosław Sikorski czy
Grzegorz Schetyna - trochę za liderem, ale wyrazistych. Kilku polityków PiS przeszło do europarlamentu, kilku fatalnie wypada w mediach i mamy wrażenie pustki.
Nową twarzą PiS ma być szefowa klubu Grażyna Gęsicka. Na kongresie będzie "drugą po prezesie", ma przyciągać wyborców centrowych. - To generalnie dobry pomysł. PiS nie jest partią radykalną, lecz centroprawicową. Ale Grażyna Gęsicka to raczej osoba o profilu kameralnym. Mam wrażenie, że lepiej czuje się, pracując w klubie czy na stanowiskach wykonawczych niż jako twarz partii. Rzadko pokazuje się w mediach, nie przedstawiła jak dotąd wyrazistego, nośnego przesłania.
PiS nie potrafi wykorzystać nawet ewidentnych wpadek Platformy, jak afera hazardowa. - Uraz do PiS jest głęboki i bywa podtrzymywany przez samych polityków PiS. Doskonałym przykładem jest choćby ten nieszczęsny wywiad Kaczyńskiego w "Newsweeku".
Jaką przyszłość ma PiS? Co się stanie, jeśli Lech Kaczyński zdecydowanie przegra wybory prezydenckie, a PiS - samorządowe? - Klimat 2005 r., gdy PiS wygrał wybory przed PO, był dla obu partii darem opatrzności. I to się nie powtórzy. Obie partie wydają się dziś wyczerpane i wypalone. Od paru lat rządzący głównie odcinają kupony, które zawdzięczają poprzednikom.
PO i PiS trwają w klinczu i nie wiadomo, co go przerwie. Nie sądzę, by były to wybory prezydenckie czy samorządowe, i nie wydaje mi się, by Lech Kaczyński mógł przegrać drastycznie.