Rosjanie twierdzą, że za fatalne relacje z Ukrainą w ostatnich latach, w tym odwołanie rosyjskiego ambasadora z Kijowa, winę ponosi były ukraiński prezydent
Wiktor Juszczenko. Ten odpowiada, że winna jest Moskwa, która z powodu swoich mocarstwowych ambicji nie akceptowała starań Juszczenki o wstąpienie do NATO, jego odmowy przedłużenia pobytu rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie poza rok 2017 czy wreszcie jego jakichkolwiek działań podejmowanych bez uzgodnienia z Moskwą.
Nieporozumienia ostatnich lat wczoraj zostały niemal zapomniane. Prezydent Janukowycz nie zamierza wprowadzać Ukrainy do NATO i już z tego tylko powodu cieszy się w Moskwie sympatią. Wczoraj był zaś na tyle miły, że obiecał rozwiązać sprawę Floty Czarnomorskiej "w sposób satysfakcjonujący dla obu państw".
Ukrainiec musiał jeszcze tylko wyjaśnić, dlaczego w pierwszą podróż zagraniczną pojechał cztery dni wcześniej do Brukseli, a nie do Moskwy. - Prezydent
Dmitrij Miedwiediew rozumie, że decyzja, dokąd pojechać najpierw, jest trudna. Zdobywam doświadczenie, ale tak jak dawniej mówiono: wszystkie drogi prowadzą do Moskwy - mówił, wywołując śmiech dziennikarzy.
Gospodarzy ucieszyła też deklaracja gościa, że odbierze tytuł bohatera Ukrainy przyznany niedawno przez Juszczenkę dawnemu przywódcy ukraińskich nacjonalistów Stepanowi Banderze. - To nie było akceptowane ani na Ukrainie, ani w Europie i zostanie unieważnione przed Dniem Zwycięstwa 9 maja - stwierdził Janukowycz.
Bandera, który podczas drugiej wojny światowej chciał stworzyć niepodległą Ukrainę, sprzymierzając się z Hitlerem (ale w końcu został przez Niemców aresztowany), uważany jest przez Rosjan i Polaków za zbrodniarza, ponieważ oddziały UPA walczyły z Armią Czerwoną i mordowały Polaków. Jednak na zachodzie Ukrainy uważany jest za bohatera.
Nic zatem dziwnego, że po spotkaniu prezydenci Rosji i Ukrainy wydali optymistyczne oświadczenie, że chcą naprawić zepsute relacje i "połączyć potencjały w przemyśle i kompleksie paliwowo-energetycznym".
Ten ostatni temat najbardziej interesował Janukowycza, który chciałby doprowadzić do rewizji niekorzystnych umów z rosyjskim Gazpromem. - Zaproponuję Rosji stworzenie konsorcjum do wspólnego zarządzania ukraińskimi gazociągami i to umożliwi Ukrainie zakupy gazu po sprawiedliwej cenie - mówił Janukowycz.
Gazprom od lat jest zainteresowany zarządzaniem ukraińskimi gazociągami, przez które płynie 80 proc. gazu eksportowanego z Rosji do Europy Zachodniej. Od ubiegłego roku
Ukraina nie ma już żadnych ulg od Gazpromu i za rosyjski gaz płaci najdrożej w Europie, czyli 305 dol. za 1000 m sześc. Tymczasem państwa nadbałtyckie płacą 260 dol., a Białorusini 168 dol. - Ceny rosyjskiego gazu dla Ukrainy powinny spaść o jedną trzecią - powiedział dla dziennika "Izwiestia" Anatolij Kinach typowany na ministra energetyki w nowym rządzie Ukrainy.
Już od kilku miesięcy Kijów korzystał z pieniędzy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by uregulować rachunki z Gazpromem. W tym roku ceny rosyjskiego gazu dla Ukrainy wzrosły jeszcze o jedną piątą i wyśrubowana zapłata dla Gazpromu stanowi coraz większy problem gospodarczy dla Kijowa. W czwartek ukraiński Naftohaz zapłacił Gazpromowi 615 mln dol. za gaz sprowadzony w lutym, a wczoraj koncern ogłosił, że musi przełożyć do końca roku spłatę 2,8 mld dol. długu w państwowych ukraińskich bankach.
Ale Rosja na razie nie chce rozmawiać z Ukraińcami o obniżce cen gazu i nie wiadomo, czy w ogóle będzie chciała. - Być może zajmiemy się tym, gdy powstanie nowy rząd Ukrainy - mówił rosyjski minister energetyki Siergiej Szmatko. Ale np. deputowany do rosyjskiej Dumy Siergiej Markow twierdził, że to już nieaktualna sprawa, bo Gazprom szykuje budowę gigantycznych podmorskich rur Nord Stream i South Stream, aby dostarczać gaz do Europy Zachodniej z pominięciem Ukrainy, Białorusi i Polski.
Ukraińcy płaciliby mniej Gazpromowi - i to właśnie o jedną trzecią - gdyby Ukraina dołączyła do unii celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu, co wczoraj zaproponował Janukowyczowi premier Rosji
Władimir Putin. Jednak Ukraina należy do Światowej Organizacji Handlu i nie może bez uzgodnień z tą organizacją nawiązywać preferencyjnych relacji handlowych z krajami, które - jak Rosja - do niej nie należą.