http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Plakatem w psie kupy

Katarzyna Włodkowska, Gdańsk
2010-03-05, ostatnia aktualizacja 2010-03-04 20:57

Dziecko na placu zabaw umorusane psimi odchodami - takie plakaty mają zawisnąć w Pruszczu Gdańskim


Jak przejść ulicą i nie wdepnąć w psią kupę - ten problem występuje w większości miast. Nie inaczej jest w Pruszczu Gdańskim, gdzie zarejestrowanych jest ponad tysiąc czworonogów. I raczej mało który właściciel sprząta po pupilu.

- Szlag nas trafił, gdy po odwilży zobaczyliśmy dopiero co wybudowane nowe centrum miasta, gdzie był wyraźny zakaz wprowadzania psów - mówi Andrzej Szymański, wiceburmistrz 26-tysięcznego Pruszcza (woj. pomorskie). - Kupa na kupie.

- Żeby rozwiązać problem, zaczęliśmy buszować po internecie, rozmawiać m.in. z Polskim Towarzystwem Rejestracji i Identyfikacji Zwierząt. W ten sposób natrafiliśmy na kampanię brytyjskiego Torbay przeprowadzoną w zeszłym roku - mówi Mariola Barzał, szefowa referatu gospodarki komunalnej pruszczańskiego magistratu.

Torbay to popularny w Wielkiej Brytanii ośrodek turystyczny. W miejskich autobusach zawisły tam plakaty z dzieckiem ubrudzonym i bawiącym się psią kupą. Do tego hasło: "Children will put anything in their mouth" (Dzieci do ust włożą cokolwiek). A pod spodem numer telefonu, pod którym można zgłaszać niefrasobliwych właścicieli czworonogów.

"Poskutkowało - chwalił potem na łamach "Telegraph" Dave Butt, miejski radny. - Liczba zgłoszeń dotyczących psich kup pozostawionych na ulicach spadła z 400 zgłoszonych w kwietniu do 185 w czerwcu. Dodatkowo nikt nie narzekał na formę kampanii, wręcz przeciwnie. Ludzie dzwonili, by powiedzieć: W końcu! Byli wdzięczni za to, że jesteśmy ostrzy w przekazie".

Na to samo liczy Pruszcz Gdański.

- Fora internetowe pękają od wpisów zirytowanych rodziców, który dzieci, jak nie wpadły w psią kupę, to ją przyniosły - dodaje Mariola Barzał. - Wierzymy, że przede wszystkim do nich ten przekaz trafi, co poskutkuje brakiem obojętności. Bo problem nie polega tylko na tym, że właściciele psów nie sprzątają po nich, ale też na tym, że mało kto zwraca im uwagę. A przecież wysychające odchody pylą salmonellą, zawierają też jaja tasiemca.

Niedawno pisaliśmy o tym, że gdańska straż miejska zachęca do obywatelskich donosów.

- O pozostawionej psiej kupie można zawiadomić tak jak o każdym innym wykroczeniu - tłumaczył Miłosz Jurgielewicz z biura prasowego gdańskiej straży miejskiej. - Nie jest konieczne, by naocznym świadkiem był strażnik miejski. Można samemu zawiadomić straż. Wystarczy zeznanie zgłaszającego, by strażnik mógł ukarać właściciela psa.

Mandat - od 20 do 500 zł. To nic w porównaniu z Genewą, gdzie za pozostawienie psiej kupy trzeba zapłacić 2,8 tys. franków, czyli ok. 8 tys. zł.

- Może i u nas przydałyby się wyższe kary, ale najpierw trzeba by zmienić kodeks wykroczeń - mówi Jurgielewicz.

Swój sposób na wysokość mandatów znalazł Kraków. Tam komendant straży miejskiej nakazał karać właściciela psa, któremu nie chce się posprzątać, minimum 200-złotowym mandatem.

- Świetny pomysł, zrobimy tak samo! - zapowiada wiceburmistrz Szymański.

Na tym nie koniec.

- Wybieramy się też do szkół, gdzie rozpoczniemy pogadanki z dziećmi - dodaje Barzała. - Pokażemy, że sprzątanie po psach to żaden wysiłek, ale troska o swojego przyjaciela i wyraz kultury. Mamy nadzieję, że dzieci ośmielą swoich rodziców.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 87 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    66 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':